Czwartek, 9 Wrzesień 2010, imieniny obchodzi: Aldona, Piotr, Sergiusz

Zapiski Felka Płetwy

Nie ma to jak być rekordzistą

data dodania: 2010.07.10 14:42:04
Informacje ze świata karpiowego docierające do nas w tym roku wyglądają trochę jak ostatnie strony gazet z doniesieniami o sportowych rekordach. Co chwilę nowy rekord świata. Ba, tych karpiowych rekordów, chociaż to tylko jedna „dyscyplina”, jest chyba więcej niż rekordów w kilku prawdziwie atletycznych dyscyplinach. Ledwie Marcus Pelzer cieszył się rekordowym pełnołuskim, to chwilę później jakiś „bezimienny” Angol złowił jeszcze większego, w dodatku po raz pierwszy przekraczającego 40 kg.
Nie ma to jak być rekordzistą
Pęd ku rekordom trwa, ale nie łudźmy się, bycie rekordzistą jest oczywiście kwestią szczęścia, ale przede wszystkim jest zarezerwowane dla wybranej garstki karpiarzy. Wszystkie te ponad 40 kg okazy łowione są bowiem w kilkuhektarowych łowiskach (pomijam jezioro Rainbow, bo to jednak zupełnie inna bajka), gdzie nie każdy ma wstęp. Takie łowisko Taillats we Francji. Wydzierżawione przez Anglików na 8 lat. Albo Graviers (Scarred Mirror - prawie 45 kg), gdzie są tylko 4 stanowiska. Zapisy na te kilka stanowisk to taka sama tajemnica jak sposób wykupienia miejscówki nad Rainbow. Wiele osób pytało mnie w mailach dlaczego właśnie tam są takie wielkie karpie? Odpowiedź zamyka się w 3 punktach: 1. Żyzna woda z małą populacją karpi (nie dotyczy Rainbow, tam populacja jest ogromna); 2. Obsada karpiarzy 12 miesięcy w roku, sypiących do wody „karpiowe sterydy”; 3. Doskonały klimat i wysoka średnia temperatura roczna. O tym, że każda ryba wraca do wody nie muszę chyba nadmieniać. Żadna polska woda nie spełnia tych kryteriów, dlatego mogę napisać, że z pewnością nigdy nie doczekamy się polskiej 40-stki (w duchu mam nadzieję, że się mylę).
Dobra, tylko czy zasiadka nad takimi wodami, gdzie dokładnie wiemy co w nich pływa (za wyjątkiem Rainbow, ha! ha!), niesie w sobie jakiekolwiek emocje? To zależy chyba tylko i wyłącznie od podejścia do karpiowania. I tu wchodzę na „śliski” i nieco „bagienny” temat. No tak, bo z 20 kg karpia czterdziestki nie da się zrobić, ale z piętnastki, dwudziestkę piątkę już tak. Przynajmniej teoretycznie. Co jakiś czas przychodzą do redakcji zgłoszenia, tak absurdalne, że aż wierzyć się nie chce. Co innego opowieści z „mchu i paproci”, a co innego realne zdjęcia ze zgłoszeniami, w których podana waga za nic w świecie nie pasuje do dołączonego obrazka. Znane są przypadki, kiedy szczęśliwy łowca nie zauważył, że waga jest wyskalowana w funtach i całemu światu ogłosił, że złowił karpia 28 kg, tylko, że na zdjęciu ryba jakaś taka cherlawa. No, ale jak waga pokazuje, to tak pewnie musi być. To się nazywa głupota i nie jest tak groźna jak bezczelność. Przypominam sobie tutaj pewnego znanego karpiowego łowcę, który kilkanaście lat temu przysłał mi zdjęcia swojej pierwszej 20-stki. Zdjęcie zrobione bardzo sprytnie, w tzw. „szkole niemieckiej”, obiektywem szerokokątnym, w dodatku od strony ogona. Takie ujęcie absolutnie nie pozwala na ustalenie wielkości karpia. No więc miał to swoje 20 kg, chociaż jak się nieco później okazało, ryba w rzeczywistości miała 14 kg. Mania bicia rekordów, czasami za wszelką cenę, co jakiś czas ogarnia niektórych osobników. Pewnie w amoku nie zdają sobie sprawy, że prędzej czy później prawda zawsze wyjdzie na wierzch. A wówczas wstyd to mało, taka osoba jest odrzucana przez środowisko.
Wrócę jednak do tych słynnych francuskich łowisk (i jednego niemieckiego). Nie powiem, miło by było usiąść na którymś z nich i doczekać się brania 40-stki, ale o wiele większą satysfakcję sprawiło by mi dobranie się do 20-stki w jednym z moich „tajnych” jeziorek. Kilka sztuk w nich pływa, ale od kilkunastu lat nie mogę sobie dać z nimi rady. Nie wspomnę tu o Rainbow, nad którym byłem 6 razy i też karpia z dwójką z przodu nie udało mi się złowić. Fatum jakieś, czy co? Za każdym wyjazdem mówię sobie - to będzie tym razem. I nic z tego. Jak tu zresztą nie mówić o fatum, kiedy przed dwoma laty we wrześniu mieliśmy tam jechać ze Zbyszkiem na dwunastkę, ale wypadł Turniej 6 Narodów i oddaliśmy miejsce Tomkowi Nuckowskiemu, który tylko co chwila nam SMS-ował: 25 kg, 28 kg, 32 kg, 22 kg itd. Czy to nie jest fatum?
Kończę, bo mózg przestaje funkcjonować w temperaturze 34 stopni C. Przy takiej pogodzie na karpie nie ma co liczyć. Je ewentualnie mogę zrobić sobie soczek z lodem i wejść pod zimny prysznic. A karpie?
Przemysław Mroczek

„Dajcie mi spokój, właśnie znalazłem pewne starożytne zimne źródełko i nie ruszę się stąd, aż wyjątkowo gorący żółty okrąg się nie schowa. Przyjdźcie innym razem”.
Felek Płetwa    


Klamoty karpiowe

Shimano Aero Technium

Seria topowych kołowrotków Shimano typu big pit nazywa się Aero Technium. Składa się z 3 modeli: XT-B, MgS XS-A, oraz XS-B. więcej »

Anaconda Bait Barrel

Wiadra do przenoszenia czy przechowywania zanęty lub kulek są stałym elementem wyposażenia karpiarza. Najczęściej jednak po zużyciu ich zawartości, puste plastikowe wiaderka tylko zawadzają, nie pełniąc żadnej funkcji. więcej »
Karp Max 3/2010 już w sprzedaży

Karp Max 3/2010 już w sprzedaży

data dodania: 2010.07.09 09:10:59
W numerze masa atrakcji, m.in. pojawia się tekst naszego nowego współpracownika, znakomitego karpiarza z Niemiec Marcusa Pelzera. „Powrót nad rzekę" to relacja z rzecznych wypraw Marcusa, głównie nad Mosellę. Z kolei słynny Steve Briggs pisze o Efekcie kamuflażu, czyli jak przechytrzyć ostrożne karpie. W stałych rubrykach KM znajdziecie też nowości sprzętowe firm: Anaconda, Atomic Tackle, Atrix, Cormoran, Daiwa, Dragon, Dynamite Baits, Fish Point, Fox, Karp Fan, Natural Bait, NG Polska, Pelzer, Tandem Baits i Traper. Będzie też coś dla miłośników konkursów. Tym razem konkursy Fish Point, Aller Aqua i Grand Cyprinus.wiecej »
do góry