Środa, 8 Wrzesień 2010, imieniny obchodzi: Maria, Nestor, Radosław

Zapiski Felka Płetwy

Zaczipować karpie

data dodania: 2010.05.07 16:06:40
Było to kilkanaście lat temu, kiedy David Payne, wówczas właściciel łowiska Maurepaire we Francji planował zaczipowanie wszystkich pływających tam karpi. Miał na tym punkcie obsesję. Twierdził, że wędkarze kradną mu karpie i wywożą do Anglii. Kiedy będąc we Francji rozmawiałem z jego znajomymi, pukali się w głowę, bo uważali, że David ma świra.


Niewiele później wybuchła afera ze szmuglowaniem dużych karpi właśnie z Francji do Anglii. Nie będę opisywał jak był zorganizowany ten proceder, bo jeszcze znajdzie się jakiś chętny na takie zajęcie, kto wie? Teraz na szczęście Francja i Wielka Brytania mają podpisane odpowiednie umowy uniemożliwiające przewożenie ryb z kontynentu na wyspę. Służby celne traktują sprawę bardzo poważnie i dzięki temu doniesienia o karpiowym szmuglu są bardzo rzadkie. Za jednego ponad 25 kilogramowowego karpia właściciele angielskich łowisk są w stanie zapłacić 10 tysięcy funtów, natomiast przyłapany na przemycie karpiarz (bo tym „trudnią” się karpiarze!!!) może w sądzie otrzymać karę w wysokości 200 000 funtów. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że niedawno opowiadano mi o podobnych zdarzeniach w Polsce. Okazuje się, że z wód zwłaszcza południe Polski regularnie są wywożone karpie, które zmieniają miejsce zamieszkania na tereny położone bardziej na południe. Trudnią się tym nasi sąsiedzi Czesi, ale i Polacy też wcale nie są lepsi. Problem jest w tym, że nikt nie zwraca na to uwagi, a co najgorsze, przewiezienie przez granicę nie stanowi żadnego problemu. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że ponad 50% karpi pływających w wodach zachodniej Europy pochodzi z Polski? Czy zadajecie sobie pytanie dlaczego powstające u nas łowiska karpiowe mają tak wielki problem z kupieniem dużych, a nawet średniej wielkości karpi? Bo niemal wszystkie zostały sprzedane na zachód. Jeszcze kilka lat temu duże karpie jechały w dal w basenach sprzedane niemal za bezcen. Francuzi (głownie) już wówczas czuli niesłychaną presję setek tysięcy karpiarzy. Przecież Anglicy tysiącami wędkujący w kontynentalnych wodach nie robią tego z miłości do Francji, Belgii czy Hiszpanii, ale z konieczności, bo karpiarzy jest tam tylu, że nie mieszczą się na swoich wodach. Tego dokładnie nikt nie wie, ale według obliczeń ludzi związanych z firmami sprzedającymi sprzęt karpiowy na Wyspach Brytyjskich jest około 250 000 karpiarzy!
Wrócę do wspomnianego David Payne, który wielokrotnie gościł w Polsce i chyba był w ogóle pierwszym karpiarzem stamtąd, łowiącym karpie i amury w naszych wodach. Kiedy pytałem go o to czy Anglicy będą do nas przyjeżdżać, zawsze z niesmakiem odpowiadał to samo: „Róbcie wszystko aby nie przyjeżdżali”. Nie bardzo mogłem to zrozumieć, dopóki nie rozpoczęła się na wielką skalę angielska „turystyka”, która zalała między innymi Kraków. Wtedy też zrozumiałem Francuzów, dlaczego tak nie cierpią Angoli, chociaż tam w grę wchodziły tez inne, o wiele starsze zaszłości. Myślę jednak, że z najazdem Anglików nie będziemy mieli do czynienia, bo tylko niewielu z nich nadaje się do szukania „igły w stogu siana”. Niestety z roku na rok moje wędkowanie w Polsce zaczyna właśnie przypominać to zajęcie. Mam takie dwie wody, nad które jeżdżę już ponad 20 lat. Zwłaszcza jedna jest w moim zestawieniu absolutnym Number One wszechczasów. Za każdym razem kiedy tam jestem czuję się jak w innym świecie, jakbym opuścił ciało, a mój duch stworzył wymyślony perfekcyjny karpiowy krajobraz. Ta woda przez te 20 lat nic się nie zmieniła, ale tylko na pierwszy rzut oka. Kiedy się teraz nad nią posiedzi, to słychać ciszę, ale taką nienaturalną ciszę. Woda jest cicha, zbyt cicha. Latem ubiegłego roku wybrałem się na kilkudniową zasiadkę w jeden z najmniej dostępnych brzegów. Przez 4 dni nie zobaczyłem ani jednego spławu, ani jednej oznaki bytności karpi. Gdzie te dawne głośne wyskoki, cienie karpiowych cielsk stojących w drzewach, gdzie te bąblowania? Tych „gdzie” mógłbym mnożyć.
A przypomniała mi się ta woda po wczorajszym telefonie od czytelnika, opowiadającego o podobnej sytuacji nad jego ulubiona wodą, w zupełnie innym rejonie Polski. Cały problem nazywa się oczywiście KŁUSOWNICTWEM, ale największa tragedia to fakt, że nasze wody wyrybiają nie jacyś bezimienni stawiacze siatek, ale wędkarze i to często nazywający siebie karpiarzami (tfu!). Niemal każdy z nas zna ich i to z imienia i nazwiska. Do licha, czy w tym stukniętym kraju nie da się temu przeciwdziałać. Może właśnie teraz, kiedy łowcy karpi mnożą się niesłychanie, kiedy mamy tysiące młodych adeptów, trzeba by było walnąć pięścią nie tylko w stół, bo jak tak dalej pójdzie, za kilka lat nie będą mieli gdzie łowić, a dokładniej nie będą mieli co łowić. Ogólnonarodowe powstanie w obronie karpi. To by było coś!
Łamcie wędki dopóki jest na czym.
Przemysław Mroczek

„Wielki wąsaty łeb rzadko pojawia się w moim rewirze, ale niedawno przypłynąć żeby mi powiedzieć, że właśnie sobie obliczył, że jestem tuż po nim najdłużej żyjącym stworzeniem w naszej mokrości. Powiedział, że od momentu kiedy zaczął mnie kojarzyć minęło około 1600 pojawień świetlistego kręgu. Suszaki jakoś to inaczej liczą, według nich to 30 lat. Tak czy inaczej była niespodziewana mała imprezka. Wąsacz przyznał się, że jak byłem mały, to parę razy miał na mnie ochotę, kiedy przepływałem obok, ale jak zwykle zwyciężyło jego wrodzone lenistwo i nie ruszył się ze swojej dziury. Mówi, że dobrze zrobił, bo dzisiaj nie miałby z kim pogadać i powspominać dawne czasy. No i zaczęliśmy wspomnienia, które w końcu zeszły na liczenie sąsiadów. Okazało się, że pozostało ich niewielu. Jest pełno łuski grubas, jest spryciarz - kolekcjoner kolorowych kulek, jest rodzina golca Juliusza, no i z najbliższych sąsiadów to wszyscy. A przecież przed setkami świetlistych kręgów mieliśmy tu tłok. Gdzie się oni wszyscy podziali? I tak rozprawialiśmy z wąsaczem, popijając mój ulubiony wywar ze sfermentowanych kulek owocowych, aż wysączyliśmy go do końca. Potem śpiewnie pobąblowaliśmy sobie co nieco, aż przyszła silna grupa szczypcowatych chodzących do tyłu i zagroziła, że wezwie siły porządkowe, bo zakłócamy porządek mokrości. Co te nawet nie potrafiące pływać opancerzone wypierdki sobie myślą?! Takich to ja w życiu zjadłem setki i nawet nie przeszkadzały mi ich szczypce, chociaż przyznam, że w kibelku trochę się męczyłem. No dobra, rozgadałem się chyba za bardzo, ale w końcu tylko raz kończy się 1600 pojawień świetlistego kręgu”.     
Felek P.



Czytaj wpis

Jeszcze bardziej nie lubię zawodów

data dodania: 2010.04.30 11:53:09
Wracam do tematu z poprzedniego blogu. Zastanawiałem się czy przypadkiem nie przesadziłem w swoim marudzeniu. Kiedy jednak trzy dni temu wracałem znad Łowiska Gosławice, te moje wątpliwości dotyczące owego NIELUBIENIA jeszcze bardziej się spotęgowały.


Zawody Rozpoczęcia Sezonu tym razem były zupełnie inne niż w poprzednich latach nad Wygoninem. Wszystko było inne: woda inna, ryby inne (o tym za chwilę), otoczenie inne, warunki akomodacyjne inne. Pomysł przeniesienia imprezy do Gosławic okazał się trafnym, bo przy pogodzie, która nas zastała, w Wygoninie pewnie nie doczekało by się żadnego brania. A tu proszę - brań co niemiara, a że większość zaciętych karpi nie została wyholowana… No cóż, kiedy zaczęły do mnie docierać informacje o spinanych karpiach, zacząłem zachowywać się, a właściwie myśleć, jak startujący zawodnik. Obejrzałem kilka zestawów łowiących ludzi, zobaczyłem dwa czy trzy nieudane hole i zacząłem stawiać się w pozycji startującego. „Ja bym tam wiedział co zrobić, żeby skutecznie holować” - tak sobie myślałem, ale po chwili przyszło otrzeźwienie. Do licha, przecież kombinuję jak koń pod górę! Po pierwsze gdybym łowił, to kto wie czy tam, nad samą wodą, byłbym taki mądry, a po drugie mogę sobie tylko podumać, bo przecież podczas zawodów nawet nie dotknę wędki. No i znów przyszła myśl - JAK JA NIE LUBIĘ ZAWODÓW. Dwa pierwsze dni gradobicia, lodowatego huraganowego wiatru, a ja siedzę w bazie zawodów, albo wędruję wzdłuż brzegu oglądając jak inni zmagają się z rybami i niesprzyjającą aurą. Pogadam sobie z tym i z tamtym o łowieniu i cholernej pogodzie, nocnych przymrozkach. Ale ani słowem nie wspomnę o tym, że ja po prostu zazdroszczę tym ludziom. Też bym chciał siedzieć na podeście koło rod poda, niech sobie leje i wieje, to bez znaczenia. A tak wracam do namiotu organizacyjnego, robię sobie kolację, uzupełniam wyniki na laptopie, włażę do śpiwora i śpię do rana, wiedząc, że nie obudzi mnie dźwięk żadnego sygnalizatora. Słowo honoru, dla karpiarza to niewysłowiona mordęga.
Do licha, znów zacząłem marudzić. To o innych spostrzeżeniach znad Gosławic. Rozmawiałem z kilkoma ludźmi, którzy mają wpływ na kształt i przyszłość tego łowiska. O ile o przyszłość można być spokojnym, to mam pewne „ale” co do kształtu. I tu wrócę do ryb. W marcu wraz z pokaźną ilością karpi wpuszczono nieco ponad 20 jesiotrów. To miał być taki eksperyment na „żywym ciele”, czyli na karpiarzach. Moim zdaniem, ale także zdaniem innych osób, które miały do czynienia z holem tych ryb, jesiotry w łowisku karpiowym są zupełnie niepotrzebne. Niby to atrakcja, owszem hole widowiskowe, ryby bardzo silne, ale też bezdennie głupie, bo po zerwaniu, potrafią wziąć tej samej osobie za 10 minut na inną wędkę. Są poza tym bardzo upierdliwe, bo jak zgrupują się na jednym obszarze, to należy zapomnieć o tym, aby pojawiły się tam karpie. Mam nadzieję, że więcej jesiotrów do Gosławic nie trafi i tylko jestem ciekawy czy rzeczywiście, tak jak twierdzą ichtiolodzy, ryby te przestaną żerować kiedy woda się ociepli. Natomiast informacje o możliwościach zarybienia Gosławic dużymi i bardzo dużymi karpiami są absolutnie ekscytujące. Jeżeli gospodarze wody trzymać się będą deklaracji, że teraz do wody będą trafiać karpie wyłącznie powyżej 15 kg, a ponadto już za rok, dwa będą gotowe do wpuszczenia karpi w okolicach 30 kg (nie powiem ile, bo na samą myśl dostaję gęsiej skórki), to za jakieś 3, może 4 lata Gosławice staną się jednym z najlepszych łowisk karpiowych w Europie, ze średnią wagą karpi około 10 kg. Szybko obliczmy - najmniejsze karpie teraz tam pływające mają ok. 2,5 - 3,5 kg. Przy rocznych przyrostach sięgających 3, a nawet 4 kg (realna), za 3 lata wszystkie będą mieć wagę ponad 10 kg. Już nie mogę się doczekać.   
Łamcie wędki,
Przemysław Mroczek

„Otrzymałem bąbelkowa wiadomość od Jasia,  znajomego pełnołuskiego z Gosławic. Dumnie mi donosił, że niedawno miał do czynienia z tym kłującym czymś co ciągnie, ale dał sobie radę i nie musiał trafiać do suchości. Jasiek to prawdziwy twardziel, ma geny koi, srebrny kolor łusek, więc suszaki uparły się na niego, ale z tego co wiem, jest zbyt dla nich sprytny. Jasiek poinformował, że jak cała grupa suszaków wyjechała, to teraz mają tam na dnie tyle żarcia, że co niektórzy powinni rozpocząć kurację odchudzającą, ale jak znam moich krewnych i znajomych, nic z tego nie będzie, bo to straszne żarłoki. Czasami Jaśkowi zazdroszczę tych Gosławic, ale z drugiej strony przedkładam spokój nad nieograniczone ilości pachnących kulek. W końcu mięsko ślimaków i tych chodzących do tyłu jest prima sort”.
Felek P.

    



Czytaj wpis

Jak ja nie lubię zawodów

data dodania: 2010.04.21 08:49:34
Jak ja nie lubię zawodów! Dziwne zdanie, jak na kogoś kto wziął udział w setkach zawodów karpiowych. Przyznaję, dziwnie to mogło zabrzmieć, ale to prawda. Tylko, że nie miałem na myśli startowania w zawodach, a ich organizowanie. Bo to dwie zupełnie różne strony medalu.


Pierwsze moje zawody, pamiętam jak dziś, to był 1995 r. Maraton Karpiowy „Wiadomości Wędkarskich” w Reńskiej Wsi. Potem powstało Polskie Towarzystwo Karpiowe, które jako pierwsze w Polsce organizowało cykl Cypriniad. I tak szczerze mówiąc, to właśnie dzięki tym imprezom wędkarstwo karpiowe tak się rozwinęło w naszym kraju. Trzeba będzie to kiedyś opisać, bo o historii PTK nie ma pojęcia zdecydowana większość karpiarzy. Te pierwsze imprezy były fantastyczne, spotkania absolutnie towarzyskie, gdzie łowienie było tylko dodatkiem. Ale to rzeczywiście temat na inną opowieść.
W zawodach w Polsce nie startuję już od bodaj 5 lat. Trochę mi ich żal, ale życia przed sobą coraz mniej, jak również czasu. Dla mnie zawody raczej nigdy nie były miejscem łowienia karpi. To właściwie wyłącznie spotkania towarzyskie. Zamiast zajmować się czytaniem wody i wynajdowaniem najlepszej taktyki, zazwyczaj spędzałem całe godziny na rozmowach z innymi zawodnikami, którzy zawsze mieli nieskończoną ilość pytań. Z drugiej strony nie bardzo dawałem sobie rady z połączeniem startu w zawodach i ich organizowaniem. Kiedy organizowałem wyłącznie Karpiowy Puchar Polski (a propos - wszyscy pytają kiedy KPP powróci? Odpowiadam - jak znajdę odpowiednią wodę) nie było źle, kiedy powstał cykl III Koron Karp Maxa, dodatkowo Srebrny Hak, sprawy zaczęły się komplikować. Spoglądam do kalendarza, od 20 kwietnia do 20 czerwca właściwie nic nie robię tylko zajmuje się zawodami. Dlatego nie lubię zawodów. Doszedłem do wniosku, w rzeczy samej wcale nie odkrywczego, że nie ma rzeczy bardziej frustrującej karpiarza niż przyglądanie się jak łowią inni, samemu nie mogąc tego robić. Przesiedzieć prawie 5 dni nad łowiskiem, notując coraz to nowsze doniesienia o połowach, odwiedzając stanowiska, aby robić zdjęcia zawodnikom ze złowionymi karpiami, toż to prawdziwe tortury. Kiedyś zabierałem ze sobą wędki i w jakimś wolnym miejscu je zarzucałem, ale po pewnym „incydencie” w Wygoninie, nie zabieram już ich ze sobą. Ot, tak sobie zarzuciłem zestaw z mola przy Rybaczówce. Ale po chwili okazało się, że jeden z zespołów składa protest. A dlaczego? Ano dlatego, że „mogę ściągnąć karpie, które zamiast u zawodników będą kręcić się wokół mojego zestawu”. Wiem, że to karkołomne tłumaczenie braku brań na pewnym stanowisku, ale cóż, startujący w zawodach powinni mieć pełen komfort, psychiczny oczywiście. A zapewne takiego by nie mieli gdyby Mroczek od czasu do czasu wyholował karpia.
Popadłem w ton narzekania, ale to tak zazwyczaj jest na początku sezonu, kiedy nie spędzi się na woda odpowiedniej ilości dni (łowiąc oczywiście). Ta czy inaczej czekam z ogromną ciekawością co przyniosą zawody na Gosławicach. Wiem, że może być różnie. To specyfika wszystkich zawodów karpiowych. Kiedy rzesza karpiarzy „wpadnie” na wodę, otoczy karpie zwartym kordonem i zacznie bombardowanie markerami, zanętami i licho wie czym jeszcze, ryby chowają ogony pod siebie, chowają się po sobie tylko znanych norach i w proteście ogłaszają kilkudniową głodówkę.  Mam jednak nadzieję, że tym razem zwycięży wiosenny głód i doczekamy się co najmniej setki złowionych karpi.
Łamcie wędki,
Przemysław Mroczek

„Aha! Zaczyna się to co każdego roku. Suszaki nazywają to ZAWODAMI. Przez trzy czy cztery wzejścia słonecznego kręgu nie ma co wyruszać na patrolowanie mokrości. Lepiej zaszyć się w zielonej gęstwinie i przeczekać ten koszmarny hałas, tupanie, pluskanie i licho wie co jeszcze. Ale te ZAWODY tez mają dobrą stronę. Jak suszaki już wyjadę, jest tyle różnorodnego żarcia na dnie, że można sobie nieźle napaść brzuchy. W dodatku jest z czego wybierać, pychota! Ja zawsze lubiłem ZAWODY. A niech sobie suszaki podokazują, ja przeczekam, a to, że co niektórzy moi niecierpliwi krewni mają „parcie na szkło”, to ich problem”.
Felek P.

    


Czytaj wpis
12345
Klamoty karpiowe

Shimano Aero Technium

Seria topowych kołowrotków Shimano typu big pit nazywa się Aero Technium. Składa się z 3 modeli: XT-B, MgS XS-A, oraz XS-B. więcej »

Anaconda Bait Barrel

Wiadra do przenoszenia czy przechowywania zanęty lub kulek są stałym elementem wyposażenia karpiarza. Najczęściej jednak po zużyciu ich zawartości, puste plastikowe wiaderka tylko zawadzają, nie pełniąc żadnej funkcji. więcej »
Karp Max 3/2010 już w sprzedaży

Karp Max 3/2010 już w sprzedaży

data dodania: 2010.07.09 09:10:59
W numerze masa atrakcji, m.in. pojawia się tekst naszego nowego współpracownika, znakomitego karpiarza z Niemiec Marcusa Pelzera. „Powrót nad rzekę" to relacja z rzecznych wypraw Marcusa, głównie nad Mosellę. Z kolei słynny Steve Briggs pisze o Efekcie kamuflażu, czyli jak przechytrzyć ostrożne karpie. W stałych rubrykach KM znajdziecie też nowości sprzętowe firm: Anaconda, Atomic Tackle, Atrix, Cormoran, Daiwa, Dragon, Dynamite Baits, Fish Point, Fox, Karp Fan, Natural Bait, NG Polska, Pelzer, Tandem Baits i Traper. Będzie też coś dla miłośników konkursów. Tym razem konkursy Fish Point, Aller Aqua i Grand Cyprinus.wiecej »
do góry