Środa, 8 Wrzesień 2010, imieniny obchodzi: Maria, Nestor, Radosław

Zapiski Felka Płetwy

Zimowe znikanie wszystkiego

data dodania: 2010.03.19 15:43:46
Jak ja nie lubię pakowania. Co tam pakowanie, jak ja nie znoszę szukania wszystkiego co potrzebne do wyjazdu, zwłaszcza po raz pierwszy w roku. Te zimowe przerwy są okropne, nie tylko dlatego, że siedzi się w domu, a nie nad wodą, ale z powodu zimowego znikania wszystkiego.
Zimowe znikanie wszystkiego
3 dni „odgruzowywałem” garderobę (od zarania dziejów zamieniona w magazynek wędkarski, za co kilka razy w roku zbieram ciągi od żony), przeszukiwałem piwnicę i oczywiście nie udało mi się znaleźć: po pierwsze ulubionej czołówki, po drugie ulubionych hangerów, po trzecie ani jednej igły do kulek, po czwarte termometru do wody. I to był SUKCES, bo o ile pamiętam, to w poprzednich latach lista „zaginionych” rzeczy bywała nieco dłuższa. Ale, trzeciego dnia poszukiwań nadszedł czas na triumfalne znalezisko hangerów. Były w torbie, do której zaglądałem z 5 razy, ale zdaje się, że ogarnęła mnie jakaś ślepota, albo też hangery jakimś cudem potrafią się kamuflować (w katalogu Foxa nic na ten temat nie piszą). Równie dobrze poszło z termometrem, leżał sobie na biurku, pod samym nosem. A już myślałem, że mam jakiegoś generalnego pecha do termometrów, bo 10 lat temu zimą kupiłem „galantny” termometr do wody w obudowie jak się patrzy. Położyłem go w takim miejscu, abym wiosną mógł go be problemu znaleźć. No i nie znalazłem go do dzisiaj. Powoli zaczynam wierzyć, że to kosmici kradną te przedmioty i niektóre po oględzinach oddają. Na pewno nie oddali do tej pory czołówki i igieł. O ile latarkę jakąś zapasową znalazłem, to igieł niet! Telefon do Roberta Jagielskiego - ratuj! Okazało się, że ratunek był potrzebny nie tylko igłowy, ale i ciężarkowy, bo potrzebne ołowie ponad 250 g wymiotło. Na szczęście Robert ma wszystko, więc mała paczuszka doszła w przeddzień wyjazdu. Inna sprawa, że kurier patrzył na mnie podejrzanie, kiedy przyniósł tę paczkę. Ot takie małe pudełeczko, a ważyło z 5 kg, jakby wypełnione było ołowiem. No, bo było.

Już skompletowałem wszystko na 2 tygodniowa zasiadkę i jestem przerażony. PO CO MI TO WSZYSTKO? Ale przy pierwszym wyjeździe zazwyczaj tak jest, zwłaszcza kiedy nie wiadomo jaka będzie pogoda. Przed rokiem o tej porze nad Rainbow było zimno i mokro, a pod koniec zasiadki trzeba było chodzić w krótkich spodenkach, których oczywiście nie wziąłem. Przed dwoma laty sypał śnieg z deszczem i walił grad. To może tym razem będzie prawdziwa wiosna? Na szczęście prognozy pokazują ciepełko ponad 15 stopni. To dobrze, bo karpie może zechcą żreć.

Kończę, bo musze jeszcze „po cichu” wyjąć kulki z zamrażarki w lodówce, tak, aby nikt nie widział i nie rozniósł się ich zapach, bo zapakowałem je na dno dwóch szuflad i przykryłem jakimiś mrożonkami. Na razie nie zostało to odkryte. Kolejny wpis już po powrocie, więc gdzieś w okolicy Świąt.

Łamcie wędki,
Przemysław Mroczek


„Tym suszakom to się wydaje, że my w mokrości nic nie wiemy o ich zamiarach. A przecież przyjeżdżając nad mokrość robią od razu tyle hałasu, że aż mokrość się marszczy. A my mamy możliwość ich podglądania. Stary Wąsacz, który jest najmądrzejszym mieszkańcem naszego jeziora, mówi, że to jakaś „zasada fizyki”, że jak podpłyniemy pod powierzchnię to widzimy co się dzieje na brzegu suchości. Wąsacz mówił coś o „załamaniu światła” czy czymś podobnym, ale jego mało kto słucha, bo ponoć ze starości i samotności gada takie rzeczy. Tak, czy inaczej, jak suszaki się pojawiają, to od razu rzucają na brzeg swoje klamoty. Każdy rzucony klamot robi duży hałas w mokrości, więc po ilości hałasu od razu wiemy na jak długo suszaki przyjechały. 5-6 hałasów to kilka suszackich godzin, 10-12 to na całą ciemność, a więcej to na kilka pojawień się świetlistego kręgu. Zauważyłem jednak ostatnio rzecz bardzo dziwną. Coraz częściej się zdarza, że suszaki przyjeżdżając zaledwie na kilka godzin robią dwukrotnie więcej hałasu niż kiedyś. Co to może znaczyć?!

Aha i jeszcze jedno - płotka powiedziała, że Wąsacz powiedział, że cieplutka wiosna już nadciąga. Ja wiem, że płotka jest głupia, jak wszystkie płotki, ale coś w tym jest, bo płetwy przestały mi drętwieć. Pozdrawiam wszystkich”.
Felek P.
Czytaj wpis

Z końcem tej zimy skrajności targają człowiekiem.

data dodania: 2010.03.15 11:20:03
Z jednej strony wiosna kalendarzowa tuż, tuż, za parę dni wyjazd nad Rainbow, a za oknem wciąż sypie. Byłem wczoraj nad wodą. Na jeziorach wędkarze łowią spod lodu (czemu mnie jakoś do tego nie ciągnie?), więc pokrywa musi być gruba, ciekawe czy do maja zejdzie. Ale pierwsze oznaki zmiany już widać, gdzieniegdzie pokazują się zielone pędy, do tego widziałem kilka kluczy lecących dzikich gęsi. Biedne, przecież nie zrobią sobie iglo. Ale to nie trzymająca zima wkurza mnie najbardziej, a ludzie.
Z końcem tej zimy skrajności targają człowiekiem.
Jest taki mięsolubny gatunek człowieczków, który bez względu na wszystko i wszystkich musi pojeść sobie rybki. Właśnie dotarła do mnie informacja z Belgii o naszych wspaniałych rodakach pałaszujących złowione karpie. Ponoć głośno o tym się zrobiło. Miejscowi wędkarze łapią się za głowy, bo ponoć „Polaczki” zdążyły już wyrybić pewien kanał, w którym pływały całkiem pokaźne cyprinusy.

Właściciele prywatnych wód, kiedy słyszą obcy sobie język, od razu pytają czy „wy to Polacy i czy jecie ryby?”. Sprawa stała się na tyle głośna, że napisał o niej karpiowy magazyn VBK. I tu zaczynają się „schody”, bo przecież w Belgii mieszka wielu Polaków, którzy w „normalny sposób” łowią karpie. Także nasi krajanie zaczynają wyjeżdżać nad belgijskie wody, głównie kanały, bo to znakomite łowiska. I co, zapomnieć języka w gębie, nie przyznawać się, że to my - Polacy, a może od razu tłumaczyć, że nie jadamy karpi, a co najwyżej śledzie w oleju. „Epidemia” rozszerza się więc. Niedawno z naszymi anglersami był raban w Anglii, teraz zaraza przenosi się na kontynent. Nie bardzo chce mi się wierzyć, że ci sprawni łowcy, a jednocześnie posiadacze dużych patelni, nie wiedzą, że w cywilizowanych krajach karpi się nie zabiera. Ale cóż, temu nie można się przecież oprzeć, dzień bez tłustej rybki to dzień stracony. I kiedy tak o nich myślę, to od razu staje mi przed oczami Golum z Władcy Pierścieni, który też nie gardził rybą, tyle, że surową. Inna sprawa, że znam takich, którzy też nie mieliby nic przeciwko tatarowi z karpika. Wymieszało by się z jajeczkiem, pokropiło cytrynką, zapiło gorzałeczką i kolacyjka z głowy.

Znów spoglądam w okno i chyba na dzisiaj się wyłączę, bo napadało z 10 centymetrów, trzeba wyjść i jakiegoś bałwana ulepić. Lepiej mieć za oknem śnieżnego i w dodatku własnego bałwana, niż tzw. „kolegów” po kiju różniących się od tego śnieżnego tylko tym, że nie rozpuszczają się pod wpływem ciepła.
Łamcie wędki na bałwanach,
Przemysław Mroczek

„To ja, Felek. Krótko, bo nie ma o czym gadać. Dotarła do mnie bąbelkowa wiadomość od kumpla z kanału Kempisch. Diabli wiedzą gdzie to, ale suszaki ponoć ten obszar nazywają jakimś bene coś tam, jakimś luksem, czy podobnie. Mniejsza o suszaków, bo oni jak zwykle mają nie po kolei - cały czas przesiadują na twardej mokrości i wiercą w niej dziury. Znajomy okoń powiedział, że dzięki temu ma największą w jeziorze kolekcję mormyszek. Ogłosił nawet, że chce się zamienić, 3 mormyszki za jedną błystkę. Ja w to nie wchodzę, nie gustuję w żelazie. No to wracam do kumpla co bąblował. Otóż opowiedział, że wśród karpi kanałowych ogłoszono stan najwyższej gotowości. Wszystkim karpiom nakazano wiać ile sił w ogonach, w przypadku kiedy z suchości dotrze taka dziwna szeleszcząca mowa, pełna „szcz” i „ściszcz”, czy coś podobnego. Ponoć to niespotykany tam dotychczas rodzaj suszaków terminatorów. No cóż, dziwne rzeczy dzieją się w tych dalekich krainach. Dobrze, że u nas na razie są tylko dziurowierty. Pozdrawiam wszystkich”.
Felek P.

Czytaj wpis

Cóż to takiego owe zapiski, a w dodatku kim jest Felek Płetwa?

data dodania: 2010.03.09 11:01:41
Zacznijmy od Felka. Czytelnicy mojej książki "Karp" znają go doskonale. Był, przepraszam, jest w dalszym ciągu, realnym karpiem, moją pierwszą piętnastką plus, z którym wiążą się niezwykłe wspomnienia. To właśnie Felek stał się współ narratorem mojej książki, to on spod wody relacjonował życie w pewnym niewielkim jeziorze, opowiadał o pierwszym zetknięciu z dziwnymi kulkami i suszakami siedzącymi na brzegu. Iluż to czytelników sugerowało abym podjął kontynuację opowieści Felka Płetwy. No cóż, od 13 lat zabieram się za to i wciąż nie starcza czasu.
Cóż to takiego owe zapiski, a w dodatku kim jest Felek Płetwa?
Pomyślałem, że do Felka jednak powrócę, ale w dość nietypowy sposób, bowiem za sprawą tych zapisków, które będą sygnowane jego imieniem, ale nie będą opowiadać o zwyczajach świata podwodnego. Mówić będą o realnym świecie karpiowym, a dokładniej o suszakach, czyli nas - karpiarzach. Jest wiele spraw związanych z ogólnie pojętym łowieniem karpi, które są niezwykle ciekawe, warte zainteresowania czytelników, ale które nie mogą się znaleźć na łamach "Karp Maxa", ze względu na takie, a nie inne założenia redakcyjne. Po prostu szkoda nam miejsca na czysto publicystyczne wynurzenia. Informacje na portalu też nie są na to miejscem. Dlatego postanowiłem stworzyć te zapiski, a przy okazji przypomnieć Wam i sobie o Felku Płetwie, który na końcu każdych notatek krótko będzie wyrażać swoje opinie (nie zawsze zgodne ze zdaniem redakcji).

Mamy początek marca, spoglądam za okno, sypie gęsty śnieg. Wy wszyscy, tak jak i ja, macie pewnie tego kompletnie dość. Na Pomorzu wszystkie jeziora mają gruba warstwę lodu i obawiam się, że na niektórych, położonych w lasach, ten lód pozostanie do maja. No chyba, że przyjdzie nagły, bardzo ciepły kwiecień, tak jak przed rokiem. Pamiętam, że w połowie kwietnia wieczorami siedziałem w koszulce z krótkim rękawem. Marzy się żeby już zrzucić z siebie te wszystkie ubrania.

Na zachodzie Europy już łowią. Wczoraj miałem telefon od Arka, który właśnie wrócił z Anglii. Tam sezon już w pełni, wszyscy zapomnieli o zimie. Z kolei dzisiaj mailował Steve Briggs z dobrą informacją, że niesłychana nawałnica, która nawiedziła zachodnie wybrzeża Francji, ominęła Rainbow. To niesłychanie interesuje paru Polaków, którzy już za 2 tygodnie tam się wybierają, po trzydziestki oczywiście (ha! ha!, optymiści).
Łamcie wędki,
Przemysław Mroczek


„To znów ja, Felek Płetwa. Niedoczekanie dla tych wszystkich, którzy już spisali mnie na straty. Owszem, stary jestem, prawie jak te stołówkowe miejsca, które wy nazywacie drzewami w wodzie. Ale za to jaki doświadczony! Już nie nabierzecie mnie na wasze kulki. Dobrze wiem, które łykać, a od jakich trzymać się z daleka. Nie o tym chciałem jednak mówić, to znaczy bąbelkować, bo nasz rybi język składa się z serii bąbelków, o czym wy oczywiście nie macie pojęcia. Wydaje wam się, że to ślady rycia w dnie. No cóż, są tacy co rozróżniają rycie od bąbelkowania, ale są w mniejszości, na szczęście dla nas. Nie o tym chciałem jednak zabąblić. Mój przyjaciel z KARP MAXA był taki wesoły pisząc o optymistach wybierających się nad Rainbow, tylko dziwnym zbiegiem okoliczności zapomniał dodać, że on też się tam wybiera (ha! ha!, optymista). Ja już wiem czy za 2 tygodnie kumple z Rainbow będą brać, zwłaszcza na stanowiskach 12 i 19. A to za sprawą wód podziemnych, łączących się ze sobą pod całą Europą. My stworzenia wodne potrafimy się w ten sposób ze sobą kontaktować, że puszczamy bąbelki, które wędrują wodami podziemnymi i trafiają dokładnie tam gdzie chcemy. W ten właśnie sposób Steve Briggs Fish, ten napakowany 42,6 kg zabąblił mi, że jak moi krajanie się postarają, to może zechce spróbować ich żarcia, ale to musi być coś super specjalnego, bo ma już dość angielskich potraw. Zasugerował, że może bigosowe kulki go zainteresują, bo słyszał, że to u nas rarytas… do licha mokrość jeszcze zimna, ziewa mi się, idę spać”.
Felek P.

Czytaj wpis
12345
Klamoty karpiowe

Shimano Aero Technium

Seria topowych kołowrotków Shimano typu big pit nazywa się Aero Technium. Składa się z 3 modeli: XT-B, MgS XS-A, oraz XS-B. więcej »

Anaconda Bait Barrel

Wiadra do przenoszenia czy przechowywania zanęty lub kulek są stałym elementem wyposażenia karpiarza. Najczęściej jednak po zużyciu ich zawartości, puste plastikowe wiaderka tylko zawadzają, nie pełniąc żadnej funkcji. więcej »
Karp Max 3/2010 już w sprzedaży

Karp Max 3/2010 już w sprzedaży

data dodania: 2010.07.09 09:10:59
W numerze masa atrakcji, m.in. pojawia się tekst naszego nowego współpracownika, znakomitego karpiarza z Niemiec Marcusa Pelzera. „Powrót nad rzekę" to relacja z rzecznych wypraw Marcusa, głównie nad Mosellę. Z kolei słynny Steve Briggs pisze o Efekcie kamuflażu, czyli jak przechytrzyć ostrożne karpie. W stałych rubrykach KM znajdziecie też nowości sprzętowe firm: Anaconda, Atomic Tackle, Atrix, Cormoran, Daiwa, Dragon, Dynamite Baits, Fish Point, Fox, Karp Fan, Natural Bait, NG Polska, Pelzer, Tandem Baits i Traper. Będzie też coś dla miłośników konkursów. Tym razem konkursy Fish Point, Aller Aqua i Grand Cyprinus.wiecej »
do góry