Dwa karpie Joli Twarowskiej
data dodania: 2010.01.19 13:48:15
Drugie miejsce w konkursie Dragona na najciekawszy opis połowu z Parady łowców Karp Maxa 1/2010 zajeła Jola Twartowska ze Stargardu Szczecińskiego. Od sponsora otrzymuje 2 kołowrotki Dragon Mega Baits LD Carp.
Drugie miejsce w konkursie
Dragona na najciekawszy opis połowu z
Parady łowców Karp Maxa 1/2010 zajeła
Jola Twartowska ze Stargardu Szczecińskiego. Od sponsora otrzymuje 2 kołowrotki
Dragon Mega Baits LD Carp. Przedstawiamy jej opowieść:
„Długie zimowe wieczory sprzyjają rozmową nad mijającym rokiem. Tak też było rok temu, gdy z mężem oglądaliśmy zdjęcia zrobione w trakcie sezonu. Karpie były, ale pomijając wyjazdy na Wygonin i Unichowo w większości z łowisk specjalnych. Pomyśleliśmy, że po kilku latach łowienia na łowiskach specjalnych trzeba sprawdzić się na innych-czytaj dzikich wodach. Tak więc, ten rok miał być inny, więcej ptaków, drzew, ciszy - bliskiego kontaktu z naturą i oczywiście rekordów życiowych. Największy mój do tej pory, to misiaczek 11,8kg oczywiście z łowiska specjalnego. Wybór padł na 6 hektarowy zbiornik niedaleko miejsca pracy mojego męża. Ciągle opowiadał o tym jeziorze. Był tam częstym gościem, ale jak opowiadał to jeździł tylko aby rozpoznać wodę. W końcu powiedziałam - inspekcja tej wody i to bardzo szybko. Pierwsza zasiadka rozpoczęła się w piątek wieczorem 30 kwietnia. Późna pora dojazdu nad jezioro pozwoliła tylko na rozbicie biwaku i „wrzucenie" zestawów gdzieś w wodę. Ranek był piękny, mnie obudziły śpiewające ptaki, a ja mego męża - Co, przyjechałeś na karpie czy spać? Tego mu było trzeba. Błyskawicznie cztery zestawy znalazły pod przeciwległym brzegiem zatoki. Moje w odległości około 100 metrów, przy rozwalonym pomoście na głębokości 3-4m pomiędzy palami, męża bliżej przy trzcinach na płytkiej wodzie około 1m. W trakcie porannej kawy patrząc na miejsce położenia moich zestawów pomyślałam - ale będzie jazda jak wejdą w pale. Wieczorem mówię zrób coś. Widzieliśmy kilka pięknych spławów tak z 50 metrów na prawo i lewo od naszych zestawów. Bąble powietrza wydobywające się z dna też były w bezpiecznej odległości od zestawów. Zmiana kulek, wywózka , punktowe nęcenie nie przynosiło oczekiwanych efektów. ALE KARPIE TAM BYŁY, PRZECIEŻ JE WIDZIELIŚMY - dlaczego nie biorą? W sobotę wieczorem odbyło się losowanie kulek. Lewą ręką pływak, prawą tonąca. Wypadło - ryba koncentrat i brzoskwinia & ananas. Mąż został przy swoich. Rankiem przyszło zwątpienie. Może trzeba było jechać na łowisko specjalne? Szansę większe, majowe karpiki jeszcze nie pokutę. Z zadumy wyrywa mnie cudowny dźwięk. Branie. Po paru minutach pierwsza tego sezonu ósemka na macie. Nieważne że nie moja- ale nasza. Po chwili powiedziałam - nie wracam bez karpia. Około 11.00 słyszę i widzę ruszający się stojak i po chwili czuję potężny opór po drugiej stronie wędki. Nawet nie zauważyłam, że stoję po kolana w wodzie. On mnie prawie wciągał do wody. Całe szczęście, że nie poszedł w pale. Ponton był już prawie spakowany. Po piętnastu minutach moja nowa życiówka była na macie -13.7kg. Jak cudownie, że nie pojechaliśmy na łowisko specjalne. Na początku września zaczynamy podchody. Może byśmy pojechali na majowe jeziorko. Zobaczymy co tam , może jakieś grzybki - rybki. Jak zwykle nie musimy się długo namawiać. 18 września jesteśmy w tym samym miejscu, wody jakby trochę więcej, trzcina zaczyna pomału żółknąć, klucze żurawi na niebie. Jest tak pięknie. Pachnie karpikiem. Przygotowane kiełbaski lądują niedaleko majowych miejscówek. Do tego po garści pokruszonych rybnych kulek, pelletu, oraz konopi wokół zestawów. Noc minęła spokojne nie licząc niedaleko odbywającego się rykowiska jeleni, nocnej dziesiątki i porannej ósemki męża. Ja cierpliwie czekam na swoje. Tak jak cztery miesiące temu około 11 rano, moja czerwona wędka z czerwonym kołowrotkiem i czerwoną diodą sygnalizatora ożyła. Potężna siła wyciągała z bajtka metr za metrem plecionki. Kiedy On się zatrzyma?. Po kilku minutach wiedziałam, że to jest moja nowa życiówka. Jeszcze parę minut i już był w podbieraku, za chwile na macie, kilka pięknych zdjęć, ważenie 14,9kg no i buziak- kolejności czynności do dzisiaj nie pamiętam. Niesamowite dwa wielkie, dzikie karpie. Dwie życiówki - z dzikiego jeziora w jednym sezonie. Życie jest piękne. Ciekawe ile będą ważyły w następnym sezonie. Będziemy musieli to sprawdzić. PS. A może to jest jeden i ten sam karp, który pięknie rośnie, bo oglądając wieczorami zdjęcia zaczynamy znajdować w nich coraz większe podobieństwa”.