
Karp złowiony przez Marka Wojdygę.
M.in. Piotr Skonieczny napisał: „Czytałem z zaciekawieniem tekst o tym samym karpiu i myślę, że kolega Marek ma chyba rację. Oczywiście karp mógł ważyć wcześniej więcej niż teraz i tak się zdarza. Ale przesadą jest uznanie, że karp mógł stracić na wadze w ciągu roku ponad 10 kg. A wygląda na to, że jest to ten sam karp (bardzo charakterystyczne cechy się powtarzają). Albo ktoś pomylił jednostki wagi i to uznaję za wyjaśnienie, albo jest to zwykłe oszustwo i to zostawiam bez komentarza”.
Jeśli nie czytałeś poprzedniej informacji, kliknij karpmax.pl/news,490
Dotarł również do nas list od bezpośrednio zainteresowanego sprawą Wojciecha Przeliorza, którego zgłoszenie znalazło się w „KARP MAXIE 1/2010”. Pan Wojciech napisał: „Szanowni Państwo, chciałbym poruszyć temat artykułu na Państwa stronie WWW w KM autorstwa Pana Marka Wojdygi pn.’Czy to ten sam karp’. Pan Marek Wojdyga w ww. artykule - przytaczając moje zdjęcie z wizerunkiem mojej osoby - naruszył zapisy Kodeksu Cywilnego o ochronie prywatnych dóbr niemajątkowych - art.- 23 i 24 K.C. Ponadto, sugerując się bezpodstawnymi dowodami, zarzucił mi oszustwo - co również jest według zasad etyki Kodeksu Cywilnego wykroczeniem. Odzwierciedleniem ww. sytuacji jest art. 212 , gdzie tego typu postępowanie - czyli publikacja ww artykułu - naraża mnie na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania np. działalności gospodarczej. W przypadku mojej osoby, naruszenie powyższych zasad jest dla mnie bardzo dotkliwe, po pierwsze - ze względu na moją dobrą reputację w środowisku karpiarzy, co może przez Pana Marka Wojdygę zostać naruszone a po drugie - ze względu na prowadzoną działalność z zakresu sprzedaży akcesoriów karpiowych - utratę klientów. Abstrahując od wypowiedzi Pana Marka Wojdygi, zgadzam się z Państwa komentarzem, który jak najbardziej był trafny. Nie jest moją intencją udowadnianie racji ani tłumaczenie Panu Markowi Wojdyga, że się myli, gdyż w dniu połowu nie byłem sam, więc świadek mój w Sądzie może to potwierdzić. Waga jak najbardziej wskazywała po odliczeniu maty podaną przeze mnie wagę w kilogramach. Nie wiem w jakim okresie Pan Marek Wojdyga złowił tego karpia, gdyż nie ma daty na zdjęciach ale jest wychudzony i - na moim zdjęciu jak i drugiego czytelnika gdzie karp 4 lata temu miał 11,5 kg - widać wyraźnie, że jest większy. Jest jeszcze sporo czynników, które mają wpływ na wagę i jej skoki ale nie zamierzam tutaj edukować Pana Marka w tej kwestii. Może, jak dłużej pojeździ na karpie i to nie tylko na Eldorado to dojdzie do tych samych wniosków. W każdym razie nie mam potrzeby w tym przypadku również bicia rekordu, czy zawyżania wagi ponieważ mam na swoim koncie już kilka karpi grubo powyżej 20 kg, o czym Państwo wiedzą zapewne z przesłanych do redakcji zdjęć, do których wcześniej nie było żadnych zastrzeżeń czytelników”.

Na zdjęciu karp złowiony przez Wojciecha Przeliorza.
Od redakcji
Nie zamierzamy występować tu w roli sędziów. Chcielibyśmy jednak zwrócić uwagę na dwie, w naszym mniemaniu, istotne sprawy. Po pierwsze wychodzimy z założenia, że łowienie ryb jest wspaniałym hobby, czystą przyjemnością, a nie rywalizacją (pomijając zawody). W związku z tym nie zakładamy, że przysyłane do nas zgłoszenia mogą być w jakikolwiek sposób oszukane. W innym razie musielibyśmy stworzyć swoistą karpiowa policję szybkiego reagowania, którą nagle pojawiała by się wszędzie tam gdzie jest łowiony karp, a to przecież piramidalnie absurdalne. Nie będziemy też wymagać nadsyłania zdjęć karpi w różnych ujęciach, z przyłożoną miarką itp. Po drugie jeżeli jednak zdarzają się sytuacje kontrowersyjne, jak ta opisana powyżej, proponujemy aby zainteresowani wyjaśniali takie rzeczy bezpośrednio między sobą, bo szczerze mówiąc chyba niewielu karpiarzy obchodzi to czy gdzieś tam złowiony lampas (inna sprawa, że o pięknym ułuszczeniu) miał 3,5 czy 10 kilogramów mniej lub więcej.
Na koniec przytoczymy jeszcze zdarzenie, które miało miejsce przed paroma laty w Anglii. W jednej z tamtejszych wód pewien znany karpiarz wyholował największego karpia pełnołuskiego na Wyspach Brytyjskich. Każda rekordowa ryba jest tam uznana tylko wówczas, kiedy jej łowca przyśle do weryfikacji wagę, na której ryba była zważona. Okazało się, że ta waga - nowy produkt znanej firmy - myliła się aż o 8 funtów. Miała po prostu wadę fabryczną. Rekordu tym samym nie uznano, natomiast wędkarz od owej firmy otrzymał (z przeprosinami) najnowszy, stuprocentowo sprawdzony egzemplarz.
