Okiem spinningisty
data dodania: 2010.07.21 21:07:13
Świat wędkarski dzieli się na różne metody połowów, które czasami ze sobą nie mają nic wspólnego, oprócz używania wędki, kołowrotka i żyłki. Wielu karpiarzy z doświadczenia wie o pewnej niechęci do łowców karpi, wędkarzy specjalizujących się w muszce czy spinningu. Najczęściej owa niechęć (czy może poczucie wyższości), wynika tylko i wyłącznie z niewiedzy. Bo czyż ktoś, kto jedynie spinninguje może wiedzieć cokolwiek o łowcach karpi?
Dowiedzieć się jednak może, czego doświadczył
Ewaryst Sielecki, menedżer salonu wędkarskiego
Raven Fishing, który wystartował w zorganizowanych w czerwcu przez naszą redakcję
Letniej Batalii. Oto jego spostrzeżenia, które do nas nadesłał.
Na zawody Letniej Batalii do Nekielki jechałem z ciekawością, ale też lekkim niepokojem. O zawodach karpiowych czytałem i słyszałem wiele, kilka obserwowałem z boku, ale nigdy specjalnie nie zagłębiałem się w temat. Tym razem zostałem namówiony przez kolegę Adriana Modzelewskiego na start i postanowiłem spróbować swoich sił. Dla nałogowego łowcy drapieżników stawiającego swoje pierwsze karpiowe kroki te zawody były dla mnie wielkim zaskoczeniem. I było to całkowicie pozytywne zaskoczenie! Nie da się ukryć, że spinningiści, którzy nie mieli wcześniej doświadczeń karpiowych patrzą na tą metodę z pewną pobłażliwością czy nawet lekceważeniem. Ot, siedzi sobie grupa ludzików kilka dni przed namiotem, je obiadki z kuchenek polowych obserwuje beztrosko wędki spokojnie spoczywające na podpórkach i czeka aż coś się skusi na przysmaki wywiezione na łowisko. Jednak bardzo szybko przekonałem się, że to wszystko jest bardziej skomplikowane i jednocześnie fascynujące. Samo przygotowanie biwaku dostarczyło mi sporo wrażeń a potem było tylko ciekawiej. Sondowanie łowiska, oznaczanie miejscówek, przygotowywanie kompozycji zanętowych a w końcu nęcenie i wywożenie zestawów - tego się nie da opowiedzieć, trzeba po prostu przeżyć samemu.. Na dodatek już po kilku godzinach od rozpoczęcia zawodów stoczyłem kilkuminutową walkę z dużym karpiem, która zakończyła się moją porażką, choć w tym wypadku bardziej adekwatne wydaje się określenie zwycięstwem ryby… No cóż, trzeba zapłacić frycowe. Gdybym tak szybko złowił okaz nie byłoby to chyba sprawiedliwe. Kolejnym zaskoczeniem była dla mnie atmosfera panująca wśród zawodników. Wielka życzliwość, gościnność, chęć pomocy i doskonałe humory pomimo wyjątkowo słabych brań przez cały czas trwania zawodów! Przez 5 dni nie spotkałem się z żadnymi przejawami zawiści, niekoleżeństwa tudzież chamstwa, z którymi tak często spotykałem się na zawodach spinningowych! Jestem pewien, że to nie były moje ostatnie zawody karpiowe. Z przyjemnością spotkam się ponownie nad wodą z ludźmi, których już poznałem i poznam kolejnych. Poza tym mam coś do udowodnienia sobie, bo karpie z Nekielki okazały się ode mnie o wiele sprytniejsze…