MENU
Jesteś tutaj: Strona głównaAktualnościMarzeniem była pierwsza 10-tka. Rozmowa z Mariusze ...

Marzeniem była pierwsza 10-tka. Rozmowa z Mariuszem Posmykiem, z polskiego zespołu który zajął 2 miejsce w WCC.

Dodano: 14.10.2021 12:09
wystaw ocenę:
12345
Marzeniem była pierwsza 10-tka. Rozmowa z Mariuszem Posmykiem, z polskiego zespołu który zajął 2 miejsce w WCC.

Zapraszamy Was do przeczytania rozmowy z Mariuszem Posmykiem, kapitanem polskiego zespołu, który zajął 2 miejsce w World Carp Classic 2021.

 

Przemysław Mroczek, redaktor naczelny Karp Maxa: Jak teraz, z perspektywy kilku dni od zakończenia WCC są twoje wrażenia po tym wszystkim?


Mariusz Posmyk: Jadąc tam, takim naszym celem, marzeniem była pierwsza dziesiątka. Po losowaniu byliśmy jednak nieco sceptycznie nastawieni, mieliśmy mieszane odczucia, bo jedni nam mówili, że jest super, z kolei patrząc na leaderboardy z ostatnich 5-6 lat, to jedynie pan Leszek Rutecki tak bodaj 16 miejsce miał, żadne drużyny nic tam nie zwojowały. Tak więc nie wiedzieliśmy czego oczekiwać. 
 

Jak wyglądało wylosowane stanowisko?

Część drużyn mogła już w niedzielę się przeprawiać na małą wyspę i na stanowiska, które były na brzegu. Z racji tego, że byliśmy na dużej wyspie, mogliśmy się przeprawiać dopiero w poniedziałek rano. Wstaliśmy już o 4 rano, żeby być w kolejce z przodu, żeby nie czekać za długo i o 4:20 byliśmy już nad brzegiem Madine, w porcie, gdzie się łodzie przeprawiały. Załadowaliśmy oba pontony i czekaliśmy aż do 8:00 aż marshall podpłynął z tą łodzią ogromną, załadowaliśmy resztę rzeczy do niego i przeprawiliśmy się. Śmiali się z nas tam na miejscu, że tyle rzeczy żeśmy ze sobą nabrali. Przeprawialiśmy się więc na dwa razy. Ja byłem z drugim transportem i jak dopłynąłem to koledzy już ogarnęli całe stanowisko. Ja byłem odpowiedzialny za przygotowanie sprzętu, wędek itd. 

W pierwszy dzień wszystko było na wariackich papierach. Wypłynęliśmy na wodę i okazało się, że trzeba było się rozpychać, walczyć z sąsiadami o każdy metr szerokości łowiska. Bo umowna jest tylko odległość od brzegu, te 350 metrów, a po bokach trzeba było się po prostu dogadać. Na szczęście sąsiadów mieliśmy spoko, oni też w końcu byli zadowoleni. 

 

A warunki w łowisku?

Łowisko było całe zarośnięte. Tylko malutkie metry kwadratowe czystych placów. Poza tym podwyższony był stan wody w porównaniu z ubiegłym rokiem. Tam, gdzie wcześniej był brzeg, wszystko było zalane. Tam były ścięte drzewa i to nam komplikowało całą sprawę, żeby to wszystko miało ręce i nogi, w woderach nie mogliśmy wchodzić na ponton, więc nasz trzeci wędkarz zabierał nas zaraz przy brzegu, myśmy wskakiwali na ponton, a on przepychał nas ze 30 metrów w stronę wędek. Te ścięte drzewa to było największe utrudnienie, bo niejednokrotnie żeśmy gdzieś tam silnikiem przywalili, a nie zabraliśmy ze sobą tylu podpórek, żeby nimi oznaczyć, gdzie te ścięte drzewa się znajdują. Więc na przyszłość nauczka – więcej podpórek. 




Po wypłynięciu pierwsza echosonda zaczęła świrować, założyliśmy drugą i zaczęło się sondowanie, które trwało praktycznie do północy. Ale i tak do końca nie byliśmy całkowicie zadowoleni, więc plan był taki, że we wtorek rano wstajemy wcześnie, jemy śniadanie i znów wypływamy. We wtorek rano się budzimy, a tu wichura, fala jak na morzu, deszcz. Z racji tego, że byliśmy bardzo uparci, poubieraliśmy się w przeciwdeszczówki i na wodę. Aha, i w nocy mieliśmy już pierwszą rybę, którą złowiliśmy pod samymi nogami. Bo jak w poniedziałek sondowaliśmy to nasz trzeci zawodnik zauważył, że z prawej strony w trzcinach ryba się pokazuje. I tam położyliśmy zestaw. Miała zaledwie 6 kg, w sumie najmniejsza jaką złowiliśmy, ale i tak cieszyliśmy się jakbyśmy dwudziestkę złowili. 

 

Ale domyślam się, że większość zestawów stawialiście na czystych placach.

Raczej w korytarzach. Dużo czasu spędziliśmy na szukaniu takich korytarzyków, którymi pływają te ryby. Stawialiśmy zestawy na początku i na końcu tych korytarzyków. Mieliśmy też place, takie bardziej wyczyszczone, jakieś półtora na dwa metry, ale z nich nie było żadnych brań. Na tych łachach nie było żadnego życia, żadnych muszelek. A w tych korytarzach znaleźliśmy muszelki, jakieś larwy i stwierdziliśmy, że to są typowe żerowiska karpi. Pierwsze dwa dni, nauczeni łowieniem na naszych dużych zaporówkach, stawialiśmy na grube nęcenie, ale to się zupełnie nie sprawdzało. Dlatego pod dwóch dniach zaczęliśmy nęcić punktowo. I to okazało się strzałem w dziesiątkę. 


Czym nęciliście?

Tylko i wyłącznie kulkami. Orzech leżał na dnie, ryby go nie pobierały. Kule 24 i 20 mm. Na zestaw szły 3 garście maksymalnie. 
 

Kiedy wreszcie pojawiły się ryby?

Ta wtorkowa orka trwała w największym deszczu. Wróciliśmy z wody całkowicie przemoknięci, praktycznie wszystkie ciuchy nam poszły. I wtedy stwierdziliśmy, że to musi być wynagrodzone. W środę rano „pojechał” pierwszy koń. Od tego się zaczęło. Pierwsza duża ryba miała 22,30 kg i od tego momentu, że tak powiem, otworzyły nam się wrota. 



Ale obok nas widzieliśmy, że też mieli złowioną dużą rybę, więc byliśmy przekonani, że te duże ryby gdzieś tam się kręcą. Od tej środy do soboty rano łowiliśmy regularnie ryby, nad ranem między 5:00, a 8:00 i w nocy od północy gdzieś do 3:00. W sumie złowiliśmy wszystkich ryb 25 albo 28, już dokładnie nie pamiętam. Bardzo dużo ich było. Przedział 16,00 – 19,80, takie najczęściej były łowione. Wszystkie te karpie tak dziwnie wyglądały, że na pontonie nie byliśmy w stanie stwierdzić, ile ważą, bo miały te brzuchy takie dziwne, duże. Tę rybę 22 kg, którą w sobotę rano złowiliśmy, chcieliśmy od razu wypuścić z podbieraka, bo wyglądała na małą. Dowieźliśmy ją jednak do brzegu i tak w ostatniej godzinie zawodów podmieniliśmy rybę na jeszcze większą. 

 

Mieliście przecież informacje co dzieje się na wodzie, że jest blisko pierwszego miejsca.

Tak, oczywiście. Aplikacja z wynikami cały czas była przez nas odświeżana, szczególnie w piątek, kiedy dołowiliśmy tego konia 24 kg. Wiedzieliśmy, że żarty się skończyły i że mamy szansę na tytuł. Wystarczyło, że złowimy rybę bodajże 22,80 kg żeby wskoczyć na pierwszy plac. Finalnie, kiedy zobaczyliśmy w nocy, że panowie mają trzydziechę, to już było pozamiatane. Zostało nam bronić tylko i wyłącznie drugiego miejsca. 



W połowie tygodnia mieliśmy też odwiedziny francuskich służb związanych z ekologią, policja też u nas była. Sprawdzali ilość towaru jaką wrzucamy do wody. Zrobili nam ograniczenie na dystans, że mogliśmy tylko do bojek podpływać. A za te bojki, które były gdzieś na 150 metrze, nie zezwolono nam już pływać, ze względu na to, że tam był rezerwat przyrody. 

 

Mimo tego, że w regulaminie można było dalej?

Tak. To było takie trochę dziwne, ale gdzieś tam się z tym pogodziliśmy, bo wiedzieliśmy, że blisko brzegu też te ryby mamy. Zresztą jak tam na co dzień łowią Francuzi, to nie dalej jak 100 metrów od brzegu, nawet bardzo często z rzutu na stanowiskach, gdzie jest bardziej czysto. Ryba więc musiała chodzić blisko brzegu, z racji tego, że była do tego przyzwyczajona. Więc nam to skrzydeł nie podcięło. 

► Przeczytajcie rozmowę z Arturem Butyńskim, ze zwycięskiej drużyny World Carp Classic 2021. 



Jakie emocje pod sam koniec?

Krótko przed 9:00 słyszymy od strony sąsiadów, z 50-tki, że się cieszą. Oni mieli siedemnastkę do podmiany, więc gdyby jakąś rybę 20+ dołowili, to by nas wyprzedzili. Zawody się zakończyły, to myśmy nawet jeszcze się nie cieszyli, bo na liście połowów jeszcze kilka ryb było do weryfikacji. Dopiero nieco później, kiedy na tej liście wszystkie złowione karpie podświetliły się na „approved”, czyli zatwierdzone i zaświeciły się na zielono, to zaczął się u nas taniec, śpiewy.
 

Jak wyglądały te zawody w konfrontacji z tym czego spodziewaliście się tam jadąc?

 Był to nasz pierwszy wyjazd nad Madine i potrzebowaliśmy jakieś 2-3 dni, żeby się dostosować do łowiska, żeby je poznać lepiej. Na przykład całkowicie żeśmy zmienili przypony, bo na początku spinaliśmy ryby. Karpie mają tam bardzo twarde pyski, więc zmieniliśmy haczyki z dwójek na czwórki, ze względu na to, że miały cieńszy drut. Te ryby tam naprawdę nie walczyły, praktycznie stały w miejscu. Nie trzeba było siłowego holu, a haczyki z cieńszym drutem lepiej się zapinały. To uważam, że odegrało kluczową rolę. Trudno opisać to wszystko co się działo. Te miliony wiadomości, ludzie nam kibicowali, Messengery płonęły po prostu, choć czasu na to i tak było bardzo mało, bo jakieś 10-12 godzin dziennie spędzaliśmy na wodzie. Mieliśmy taką taktykę, że jak coś się nie działo, to 2 kije przewoziliśmy. Na 6 wędek 4 zostawały w miejscu, a dwie to były takie szperacze, szukające nowych miejsc. 


 

Jakie więc wrażenia po pierwszym udziale w World Carp Classic?

Te pierwsze dwa dni po przyjeździe, rejestracja, ta otoczka, to spodziewaliśmy się, że będzie to bardziej hucznie zrobione, ale covid na pewno wpłynął na to, że to wszystko było trochę ograniczone. Ale jak już zapakowaliśmy te pontony, żeby przepłynąć na stanowisko, to w tym momencie poczuliśmy World Carp Classic. Tu się skończyły żarty. Już podczas samej przeprawy widać było rywalizację między karpiarzami, jakkolwiek większość ekip była bardzo przyjaźnie nastawiona, było bardzo wesoło. Po zawodach karpiarze z innych państw przychodzili, gratulowali nam. Przeżycie było wyjątkowe. Jak kiedyś w Karp Maxie czytałem o tych zawodach, to nigdy bym w życiu nie przypuszczał, że będę mieć możliwość wystartowania w nich. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z Madine, że udało się fajnie połowić. Cały ten sezon jest dobry, bo gdzieś tam na naszych żwirowniach duże ryby się łowiło, a to była taka wisienka na torcie. 

Natomiast same zawody to ogromne przedsięwzięcie logistyczne, żeby ludzie mieli świadomość. My przygotowywaliśmy się do tych zawodów cały rok, mimo, że mieliśmy ze sobą trak dużo sprzętu, to mamy wyciągnięte wnioski na przyszłość, że jeszcze czegoś brakowało. 

I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – drużyna. Uważam, że kluczem do sukcesu była współpraca między nami. Wszystko odbywało się tak, jak powinno. Rzeczy zmieniają się, kiedy wszyscy w zespole są jednakowo zaangażowani we wspólny cel. Szybciej się pracowało, łatwiej znajdowało się błędy i lepiej wprowadzało poprawki. Jestem ogromnie wdzięczny chłopakom za cały zapał i zaangażowanie. 

GALERIA

  • Marzeniem była pierwsza 10-tka. Rozmowa z Mariuszem Posmykiem, z polskiego zespołu który zajął 2 miejsce w WCC.
  • Marzeniem była pierwsza 10-tka. Rozmowa z Mariuszem Posmykiem, z polskiego zespołu który zajął 2 miejsce w WCC.
  • Marzeniem była pierwsza 10-tka. Rozmowa z Mariuszem Posmykiem, z polskiego zespołu który zajął 2 miejsce w WCC.
Jeżeli chcesz nas poinformować o ważnym wydarzeniu pisz: redakcja@karpmax.pl.

KOMENTARZE

Możesz komentować bez logowania.
usuńODPOWIADASZ NA:
max 1000 znaków (0)
max 60 znaków (0)
Wydawca portalu nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.
Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną.
Chcesz być powiadamiany o nowych komentarzach w tej dyskusji?

Obserwuj nas

zamknij

ZALOGUJ SIĘ

Zapamiętaj mnie
zaloguj się przez swoje konto na facebooku
facebook
Nie masz konta, zarejestruj się: REJESTRACJA
zamknijMENU
 
Szanowny Użytkowniku
 
Chcielibyśmy Cię poinformować, że z dniem 25.05.2018 r. ulegają zmianie przepisy, na podstawie których przetwarzane są dane osobowe. Będą one dotyczyły wszystkich użytkowników. Zmiany wynikają z istotnych przyczyn, jakie stanowi wejście w życie przepisów europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które nakładają na nas obowiązek dostosowania regulaminu do nowych regulacji prawnych. 
 
Co to jest RODO?
RODO to skrót od Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, inny skrót często spotykany to GDPR (General Data Protection Regulation). Pełna nazwa aktu, który regulować będzie przetwarzanie danych osobowych to: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”.
 
Główny cel wprowadzenia RODO to zmniejszenie zróżnicowania przepisów w zakresie ochrony danych osobowych między poszczególnymi krajami UE oraz zwiększenie zabezpieczeń przetwarzania i ochrony danych osobowych, tak by przepisy prawa nadążały za zmieniającą się technologią.
 
Od kiedy RODO będzie obowiązywać?
27.04.2016 r. Parlament Europejski przyjął w drodze rozporządzenia zmianę prawa o ochronie danych osobowych. Wszystkie kraje Unii Europejskiej, w tym i Polska muszą dostosować swoje prawo do nowych przepisów, które będą bezpośrednio stosowane od 25.05.2018 r.
 
Co to są dane osobowe?
Dane osobowe są to wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Informacja ma charakter osobowy, dopóki jest możliwe ustalenie, kogo ona dotyczy, a sama w sobie nie musi od razu określać tożsamości osoby. Muszą to być zatem informacje, które pozwalają na identyfikację, odróżnienie od innych, wskazują na osobę, jak również te informacje, które są źródłem wiedzy o osobie wyodrębnionej spośród innych osób. Warto pamiętać, że dane osobowe możemy znaleźć nie tylko w dowodzie osobistym czy paszporcie. Danymi będą również numer telefonu czy adres e-mail, a więc informacje, które często nie są chronione z należytą starannością.
 
 
Administrator danych oraz informacje kontaktowe
Administratorem danych jest Centrum Promocji Wędkarstwa Karpiowego Przemysław Mroczek; ul. Monte Cassino 6; 75-412 Koszalin. REGON: 330870429; NIP: 669-156-30-44. W sprawie swoich danych osobowych możesz skontaktować się z nami pod adresem e-mail: k.matejek@karpmax.pl
 
Cele przetwarzania oraz podstawa prawna przetwarzania
Twoje dane osobowe przetwarzamy do następujących celów:
 

Okres przez który dane będą przetwarzane
 
Komu przekazujemy
 
Prawa osoby, której dane dotyczą
Przysługuje Ci prawo dostępu do Twoich danych oraz prawo żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania. W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest przesłanka prawnie uzasadnionego interesu administratora, przysługuje Ci prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych.
Prawo do cofnięcia zgody. Cofnięcie zgody ma skutek od momentu wycofania zgody. Cofnięcie zgody nie wpływa na przetwarzanie dokonywane przez nas zgodnie z prawem przed jej cofnięciem. Cofnięcie zgody nie pociąga żadnych negatywnych konsekwencji. Może jednak uniemożliwić dalsze korzystanie z usług lub funkcjonalności, które zgodnie z prawem możemy świadczyć jedynie za zgodą. 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
Przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy obowiązującego prawa.
Podanie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne, natomiast podanie danych w celu zarejestrowania na portalu lub po dokonaniu zakupu w sklepiku jest niezbędne. Konsekwencją odmowy będzie brak możliwości założenia konta lub realizacji zamówienia.  
 
W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest zgoda, masz prawo wycofania zgody. Wycofanie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego  dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.
 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
 
Przysługuje Ci również prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.