MENU
Jesteś tutaj: Strona głównaAktualnościOd brodzenia w Sanie do konsultanta znanej, europe ...

Od brodzenia w Sanie do konsultanta znanej, europejskiej marki

Dodano: 08.03.2018 12:03
wystaw ocenę:
12345
Od brodzenia w Sanie do konsultanta znanej, europejskiej marki

Zaczęło się w latach 80-tych od klenia i wielokilometrowych wędrówek rzeką San, a zakończyło na karpiowaniu i reprezentowaniu Prologica i Okumy. Przeczytajcie jak wyglądała wędkarska droga Łukasza Małodobrego.


Już od najmłodszych lat, a były to czasy PRL ojciec z matką wpajali mi żebym nie zajmował się głupotami tylko znalazł sobie jakąś pasję. Początkowo był to sport , bo cóż innego można było robić w latach osiemdziesiątych jak nie ganiać za piłką w lesie z kolegami. Mogłem tak cały dzień choć zawsze czas mnie ograniczał.  

Gdy już byłem około 10 letnim podrostkiem rodzice zaczęli jeździć w Bieszczady na urlop, a ja wraz z nimi. Ojciec z wujkiem wędkowali, natomiast ja i mój starszy kuzyn kibicowaliśmy im w łowieniu pięknych brzan na przepływankę lub dorodnych leszczy z gruntu. To były piękne czasy, gdyż ryb w rzece San było bardzo dużo. Minęły dwa lata od pierwszych wyjazdów nad wodę i tak mi się to spodobało , że sam zacząłem wędkować. 

Pierwsze moje wakacje z wędką pamiętam do dziś. Był to rok 1992 i wyjazd nad Skawę  pod namioty. Wujek często chodził rzeką za kleniem,  a ja krok w krok za nim. Wtedy nie trzeba było kombinować jak dzisiaj. Wystarczyła skórka od chleba lub wiśnie, które akurat w tamtym czasie dojrzewały  na drzewach. Czasami co prawda trzeba było przejść kilka kilometrów rzeką brodząc po kolana w wodzie, ale na brak dorodnych kleni nie było co narzekać. Po takich eskapadach palce u nóg wieczorem to aż mi wykręcało. I tak codziennie przez dwa tygodnie. 



Rano pobudka, śniadanie i marsz do wody. Nie będę tu przytaczał na jaki sprzęt łowiłem bo wiele osób by nie uwierzyło. Oczywiście kuzyn i mój ojciec też łowili, ale nastawiali się tylko na brzany lub świnki z gruntu. 

Następnego lata wręcz nie mogłem się już doczekać gdyż rodzina ustaliła że jedziemy pod namioty do Czchowa na większą rzekę od Skawy czyli prześliczny i dziki Dunajec.  Z tego co pamiętam nasze obozowisko było około kilometra od zapory na polu biwakowym niejakiego Pana Wolaka. Tak, tak pamiętam to dokładnie gdyż tam złowiłem swojego pierwszego w życiu karpia i to w dodatku pełnołuskiego. 



Wtedy rzeka była nieokiełznana i nieregulowana nie tak jak teraz. O chodzeniu wzdłuż linii brzegowej nie było mowy ze względu na skarpy i dużą głębokość tuż przy brzegu. Problem był nawet z podebraniem ryby na długim podbieraku. Ale naprawdę zabawa była przednia, a i klimat super bo dla małolata wyrwanie się z robotniczego miasteczka to było coś.  W zasadzie dwa razy do roku gdzieś się wyjeżdżało – raz z rodzicami na wczasy i raz na kolonię nad morze. 

Zachęcała mnie do wędkowania w tamtym czasie różnorodność ryb jakie mogłem złowić, zaczynając na małym kiełbiu lub jazgarzu, a kończąc na wielkim sumie. Ale przyznam szczerze to było wtedy raczej wędkowanie wakacyjne lub ewentualnie z doskoku jak nauki było bardzo mało. Dopiero w 1995 roku już jako nastolatek miałem kartę wędkarską i częściej jeździłem nad pobliskie wody takie jak Dziećkowice, Sosina lub Balaton. Wyjazdy te były podparte lepszymi bądź gorszymi wynikami, ale nie o to przecież chodziło. Tak wtedy jak i dzisiaj każda ryba mnie cieszyła, ale  przyznam wam szczerze, że najbardziej kleń. 

Przez kilka następnych lat wszystkie wakacje znów spędzaliśmy w Krasicach nad Sanem. Czułem się tak jak przysłowiowa ryba w wodzie. Na odcinku około 2 kilometrów znałem każda dziurę,  dołek,  zamulony plac. Wiedziałem, w których miejscach przejść rzekę żeby nie zamoczyć nawet spodenek, a uwierzcie San to potężna woda, co pokazały liczne powodzie. I tak na przemian raz chodziłem za  kleniem ze spławikówką. Innym razem  rzucałem gruntówki na tak zwanym klepisku, gdzie woda miała około 3 metrów, dno było zamulone i właśnie tam ściągaliśmy piękne leszcze i karasie, nęcone pęczakiem i gotowanym makaronem. Zdarzały się też piękne świnki grubo przekraczające 50 cm, ale one brały jak woda była przybrudzona a i uciąg większy. I tak co roku, zawsze jeździliśmy w to samo miejsce pewnie też dlatego że właściciel ośrodka Pan Józek zawsze dzwonił do wujka i ojca mówiąc, że domki macie już zajęte, mówcie kiedy będziecie.  No i zawsze byliśmy. 



Pod koniec lat dziewięćdziesiątych nastąpił bunt nastolatka. Jak to zwykle bywa co innego wtedy chodzi po głowie i dlatego miałem kilkuletni rozbrat z wędkami. Ale w 2001 roku jak poznałem swoją obecną żonę wróciłem do korzeni, tym razem zaczynając przygodę także z lekkim fedderem. A już wam mówię dlaczego. Było kilka powodów. 

Branża wędkarska w Polsce miała już wtedy swoje lata świetności. Dostępność towaru była zdecydowanie większa niż w latach 80-tych i 90-tych. Ale były jeszcze dwa ważne aspekty mojego szybkiego powrotu. Mianowicie moja wtedy jeszcze dziewczyna, a obecnie żona jak już wspominałem i to że byłem wielkim fanem wielokrotnego mistrza świata Boba Nudda, ktorego nie muszę chyba przedstawiać. Obejrzałem chyba wszystkie dostępne z nim filmy na DVD i to po kilkanaście razy. Dla mnie to był fenomen i przede wszystkim jego sugestie docierały do mnie. I tak zaczęła się moją przygoda z fedderkiem nie wykluczając całkowicie metody match. 



Mijały kolejne lata, w dalszym ciągu jeździłem nad mój ukochany San. Co prawda była już to inna rzeka niż ta jaką pamiętam jak byłem nastolatkiem, gdyż po licznych powodziach dno zupełnie się zmieniło i trzeba było ja poznawać na nowo. Jednak dla mnie bezcenne było spędzenie czasu przed wędkami tym bardziej, że miałem na to przyzwolenie drugiej połówki. Co prawda skład moich wędkarskich wypraw się wykruszył, ale na kuzyna wraz z żoną zawsze mogliśmy liczyć. Na swojej drodze poznałem wtedy wielu fajnych ludzi, przy których nie ukrywam nabierałem także doświadczenia. Moim zdaniem z samego oglądania filmów można wynieść sporo, jednak nic nie zastąpi realiów nad wodą, czasami pasma niepowodzeń i nie przespanych nocy gdy wpatrywałem się w szczytówkę wędki z założonym jaskrawym świetlikiem. 

Gdy już rzeki nie były dla mnie wyzwaniem, choć to może złe określenie, zaczęliśmy jeździć trochę po Polsce odwiedzając rodzinnie jezioro Roś na Mazurach, jezioro Sławno, jezioro Charzykowy w Borach Tucholskich i jeziorko Solińskie, jednak już nigdzie nie podobało mi się tak bardzo jak nad Sanem. Niestety rybostan i podejście niektórych wędkujących chcących wydrzeć rybę za wszelką cenę dało mi do zrozumienia, że ten czas już chyba nie wróci. Mówię tu o latach z mojego dzieciństwa i jak byłem nastolatkiem.  Wtedy wystarczyło chcieć wędkować  i spędzać czas nad wodą, a można było bez presji połowić. Teraz trzeba się nakombinować żeby cokolwiek złowić. I właśnie dlatego zacząłem myśleć na poważnie o karpiowaniu i łowieniu na popularnych już wtedy łowiskach komercyjnych.  



Nie odpuszczałem rzek i jezior ale czasu było coraz mniej. Przyszła na świat córka, była praca, dom i inne obowiązki więc trzeba było rozsądnie planować czas na zasiadki lub wyprawy wędkarskie. Ale emocje jakie towarzyszyły karpiowaniu były nie do opisania. Poważny przeciwnik po drugiej stronie,  coraz większe łowione ryby i niezliczone stracone dawały wiele do myślenia. Sprzęt coraz bardziej ułatwia nam zadania, a asortyment był coraz bardziej doskonalszy jednak to zawsze łowiłem ja. To zawsze ja mogłem coś zepsuć lub zrobić poprawnie i zakończyć hol sukcesem. I to właśnie w wędkowaniu jest piękne, że nigdy nie wiemy co czai się po drugiej stronie zestawu. 

Od 2016 roku związałem się z firmą Svendsen Sport, a co za tym idzie z marką Prologic i Okuma. Dało mi to inne patrzenie na sprzęt karpiowy, którego zawsze brakowało. W każdym sezonie co prawda wprowadziłem coś nowego do swojego asortymentu, ale braki zawsze jednak były. Teraz już tak nie jest bo jako konsultant marki jestem w sprzęt wyposażony. Mogę spokojnie rozwijać siebie, a także swoją pasję, która mam nadzieję nigdy we mnie nie zgaśnie. 



I tak do dzisiaj ta przygoda trwa nieustannie i z utęsknieniem zawsze czekam już na następny sezon. A w zimę aż mnie skręca żeby móc choć na kilka godzin wyskoczyć gdzieś nad wodę. Wtedy jest za to czas dla rodziny i na to aby przygotować się pod każdym kątem na zbliżającą się wiosnę. Siadamy razem w domu z córką i żoną w jeden z wolnych weekendów i kręcimy przypony lub zawijamy nowe żyłki na kołowrotki. Co przyniesie kolejny rok hmmm może jakiegoś wielkiego karpia lub amura, ale  przyznam szczerze nie jest to dla mnie istotne. Najważniejsze jest to żeby spędzić jak najwięcej czasu nad wodą oddając się bez reszty tym co kocham czyli mojej pasji – wędkowaniu.

Tekdt i zdjęcia: Łukasz Małodobry

 

GALERIA

  • Od brodzenie w Sanie do konsultanta znanej, europejskiej marki
  • Od brodzenie w Sanie do konsultanta znanej, europejskiej marki
  • Od brodzenie w Sanie do konsultanta znanej, europejskiej marki
  • Od brodzenie w Sanie do konsultanta znanej, europejskiej marki
  • Lukasz Malodobry - prologic (2)
  • Lukasz Malodobry - prologic (5)
Jeżeli chcesz nas poinformować o ważnym wydarzeniu pisz: redakcja@karpmax.pl.

KOMENTARZE

Możesz komentować bez logowania.
usuńODPOWIADASZ NA:
max 1000 znaków (0)
max 60 znaków (0)
Wydawca portalu nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.
Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną.
Chcesz być powiadamiany o nowych komentarzach w tej dyskusji?
Wypisz wymaluj moja historia nawet Jaworznickie wody się zgadzają :) pozdrawiam serdecznie
08.03.2018 20:19    autor: ~Tomasz Migacz
W czasach PRL-u powiadasz?dobre dobre... :-)
14.03.2018 14:48    autor: ~Marek
chłopowi to zaraz 40 stuknie, wiec chyba dobrze mówi
14.03.2018 15:09    autor: ~mirek

Obserwuj nas

zamknij

ZALOGUJ SIĘ

Zapamiętaj mnie
zaloguj się przez swoje konto na facebooku
facebook
Nie masz konta, zarejestruj się: REJESTRACJA
zamknijMENU
 
Szanowny Użytkowniku
 
Chcielibyśmy Cię poinformować, że z dniem 25.05.2018 r. ulegają zmianie przepisy, na podstawie których przetwarzane są dane osobowe. Będą one dotyczyły wszystkich użytkowników. Zmiany wynikają z istotnych przyczyn, jakie stanowi wejście w życie przepisów europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które nakładają na nas obowiązek dostosowania regulaminu do nowych regulacji prawnych. 
 
Co to jest RODO?
RODO to skrót od Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, inny skrót często spotykany to GDPR (General Data Protection Regulation). Pełna nazwa aktu, który regulować będzie przetwarzanie danych osobowych to: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”.
 
Główny cel wprowadzenia RODO to zmniejszenie zróżnicowania przepisów w zakresie ochrony danych osobowych między poszczególnymi krajami UE oraz zwiększenie zabezpieczeń przetwarzania i ochrony danych osobowych, tak by przepisy prawa nadążały za zmieniającą się technologią.
 
Od kiedy RODO będzie obowiązywać?
27.04.2016 r. Parlament Europejski przyjął w drodze rozporządzenia zmianę prawa o ochronie danych osobowych. Wszystkie kraje Unii Europejskiej, w tym i Polska muszą dostosować swoje prawo do nowych przepisów, które będą bezpośrednio stosowane od 25.05.2018 r.
 
Co to są dane osobowe?
Dane osobowe są to wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Informacja ma charakter osobowy, dopóki jest możliwe ustalenie, kogo ona dotyczy, a sama w sobie nie musi od razu określać tożsamości osoby. Muszą to być zatem informacje, które pozwalają na identyfikację, odróżnienie od innych, wskazują na osobę, jak również te informacje, które są źródłem wiedzy o osobie wyodrębnionej spośród innych osób. Warto pamiętać, że dane osobowe możemy znaleźć nie tylko w dowodzie osobistym czy paszporcie. Danymi będą również numer telefonu czy adres e-mail, a więc informacje, które często nie są chronione z należytą starannością.
 
 
Administrator danych oraz informacje kontaktowe
Administratorem danych jest Centrum Promocji Wędkarstwa Karpiowego Przemysław Mroczek; ul. Monte Cassino 6; 75-412 Koszalin. REGON: 330870429; NIP: 669-156-30-44. W sprawie swoich danych osobowych możesz skontaktować się z nami pod adresem e-mail: k.matejek@karpmax.pl
 
Cele przetwarzania oraz podstawa prawna przetwarzania
Twoje dane osobowe przetwarzamy do następujących celów:
 

Okres przez który dane będą przetwarzane
 
Komu przekazujemy
 
Prawa osoby, której dane dotyczą
Przysługuje Ci prawo dostępu do Twoich danych oraz prawo żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania. W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest przesłanka prawnie uzasadnionego interesu administratora, przysługuje Ci prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych.
Prawo do cofnięcia zgody. Cofnięcie zgody ma skutek od momentu wycofania zgody. Cofnięcie zgody nie wpływa na przetwarzanie dokonywane przez nas zgodnie z prawem przed jej cofnięciem. Cofnięcie zgody nie pociąga żadnych negatywnych konsekwencji. Może jednak uniemożliwić dalsze korzystanie z usług lub funkcjonalności, które zgodnie z prawem możemy świadczyć jedynie za zgodą. 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
Przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy obowiązującego prawa.
Podanie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne, natomiast podanie danych w celu zarejestrowania na portalu lub po dokonaniu zakupu w sklepiku jest niezbędne. Konsekwencją odmowy będzie brak możliwości założenia konta lub realizacji zamówienia.  
 
W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest zgoda, masz prawo wycofania zgody. Wycofanie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego  dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.
 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
 
Przysługuje Ci również prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.