MENU
Jesteś tutaj:

The Queen - przeczytaj artykuł z nowego wydania ma ...

The Queen - przeczytaj artykuł z nowego wydania magazynu Karp Max

Dodano: 24.01.2024 12:00
wystaw ocenę:
12345
The Queen - przeczytaj artykuł z nowego wydania magazynu Karp Max

Knap, bo taką ksywę nosił Wojtek, standardowo podał ciasto swojego tajnego przepisu, którego detali nawet mi nie zdradził. Ja natomiast wiedziałem, że zawodowcy polujący na grubego łowią tylko na groch i nie wyłamałem się ani razu z mojej strategii. Knap punktował prawie każdego poranka, a jego bomba jechała pod kij albo strzeliła w blank radzieckiego teleskopu, co dawało nam takiego kopa, że znów trzeba było być rano w pełnej gotowości bojowej. W końcu, pewnego dnia Po ciężkim holu na brzegu ląduje pełnołuski „pięciokilowiec”, tym samym mój pierwszy, który na zawsze zostanie w pamięci. 
Minęło 30 lat...


Fot. Stryjek: Krzych i jego baza
 

Przeraźliwy dźwięk wyrywa mnie z głębokiego snu i zanim trafiam na przycisk budzika zrzucam go z biurka po omacku. Półprzytomny wstaję o 3 rano. Kolejny letni dzień. Wszystko, żeby o świcie być w gotowości bojowej i wraz z moim kumplem Knapem dotrzeć do naszego stanowiska w lesie. Jeszcze obmyć twarz, szybka herbatka, kanapki, termos do plecaka no i moja drogocenna wędka teleskopowa czeskiej firmy Sona. Chwilę potem wskakuję na rower i mkniemy we dwóch między domami, po czym znikamy w ciemnym lesie, który w nocy jest nie lada przeprawą. Nasze stuningowane składaki Wigry nie mają żadnego oświetlenia, które chętnie byśmy zamontowali, ale w tamtych czasach w sklepie rowerowym oświetlenia było brak. Ta jazda po omacku powodowała, że dziury na trasie pokonywały nas co któryś przejazd i kraksy były nieodłączną częścią tej eskapady, jednak zawsze docieraliśmy na czas do celu. Jeszcze tylko podać zestawy i zaczynał się czas ekscytującego oczekiwania na pierwszy atak, bo tylko tak określało się branie karpia. Określenie to pozostało niezmiennie po dziś dzień i nikt z tutejszych łowców nie nazywa tego inaczej.

Fot. 
Zimorodek – częsty kompan zasiadki

Powrót do przeszłości

Knap, bo taką ksywę nosił Wojtek, standardowo podał ciasto swojego tajnego przepisu, którego detali nawet mi nie zdradził. Ja natomiast wiedziałem, że zawodowcy polujący na grubego łowią tylko na groch i nie wyłamałem się ani razu z mojej strategii. Knap punktował prawie każdego poranka, a jego bomba jechała pod kij albo strzeliła w blank radzieckiego teleskopu, co dawało nam takiego kopa, że znów trzeba było być rano w pełnej gotowości bojowej. I tak dzień po dniu prawie przez całe wakacje. Punktował mnie równo, to znaczy na jego koncie było kilka sztuk w przedziale 1–2 kg, a ja zero. W końcu tego ranka, jak co dzień, kije podane. Na hak niedogotowany groch, ołów oklejony ciastem, a w nim powciskane symetrycznie pojedyncze groszki. Klasyczny zestaw na lacza, bo tylko tak u nas mówi się na dużego karpia. Następnie była sielanka, czyli delektowanie się tymi wyjątkowymi okolicznościami przyrody i obserwacja o świcie spławów, a potem miniognisko i kiełbacha z patyka, a po niej drzemka na trawie z głową na plecaku i czekanie, kiedy obudzi nas kolejny atak.


Fot. Tajna broń – kulki rakowe

Tak też było tego dnia, z tą różnicą, że kij z ciastem milczał, a mój na grubego w końcu przemówił. Strzał w kij, bomba w przelocie i wygięte podpory wyrwały mnie do pionu. Kołowrotek nie zagrał, bo zapomniałem o hamulcu i chyba wtedy jeszcze nie wiedziałem do czego służy, zaś cyprinio mało mi kija z ręki nie wyrwał. Nie wiem, ile to wszystko trwało, ale wkrótce na stanowisku byli już nie mniej podekscytowani kibice z okolicznych stanowisk. Po ciężkim holu na brzegu ląduje pełnołuski „pięciokilowiec”, tym samym mój pierwszy, który na zawsze zostanie w pamięci, ponieważ wpłynął na resztę mojego, nie tylko wędkarskiego, życia. Najpóźniej o 10.00 zwijaliśmy mandżur i wracaliśmy do domu, bo według wiedzy ekspertów wędkarstwa, pozyskanej z książek i „Wiadomości Wędkarskich”, dalsza zasiadka nie miała sensu, bo karp i tak już nie weźmie o tak późnej porze.

                                                                        Kupuję prenumeratę

Od pamiętnych wakacji z naszej karpiowej kolebki minął już szmat czasu i każdy kolejny sezon spędzałem na innych wodach lub też miałem kilkuletnią przerwę, ale cały mój rynsztunek zawsze stał w gotowości i nawet w okresie, kiedy nie łowiłem, w myślach wracałem na ten zbiornik z obietnicą, że kiedy stanę znów na karpiowej ścieżce to wrócę w to pierwotne miejsce. Co roku zawsze dochodziły jakieś „niusy”, że ktoś tam siedzi od tygodni czy ktoś tam coś złowił, ale pomimo że karpie zamieszkują ten dość pokaźny zbiornik od pół wieku, to nigdy nie słyszałem, żeby ktoś złowił jakiś okaz, co mogło być spowodowane tym, że po prostu nie było tu ryby tak uprzywilejowanej genetycznie, żeby dorosła do znacznych rozmiarów 20+ lub też zanim dorosła została złowiona i usmażona przez legendarną teściową.
 

Catch and release

W końcu, po dekadach, znów w pełnym rynsztunku wróciłem w to miejsce, ciesząc się z każdej godziny bycia w tych okolicznościach przyrody i stale zastanawiając się, czy woda kryje jakiś ukryty skarb. Po spławach z tamtych lat ani śladu i innych znaków życia brak, ale to dobrze. Łowię tylko na dzikich wodach z dala od karpiowych szlaków, ale jak dla mnie tylko tam czeka prawdziwa przygoda i tego typu miejsca to jedyny sprawdzian dla prawdziwego łowcy. Nie mam wielkich oczekiwań, tym bardziej że to pierwsza moja zasiadka w tym roku i cały sezon przede mną. Największe moje osiągnięcie w wędkarstwie to już historia i nawet złowienie rekordu świata byłoby niczym przy tym, co udało się kiedyś dokonać!

Fot. 
Raj na ziemi

Na początku lat 90., kiedy w Polsce nikt nie słyszał o zasadzie „Złów i wypuść”, ja wraz z Przemkiem Mroczkiem, redagującym dział karpiowy na łamach „Wiadomości Wędkarskich”, miałem możliwość pisania praktycznie co miesiąc na łamach wszystkich polskich czasopism, takich jak „Esox”, „Wędkarski Świat”, „Wędkarz Polski” oraz „Magazyn Wędkarski”, a przy każdej okazji propagowałem „kamień węgielny” naszej pasji, czyli zwracanie wolności naszym wodnym przyjaciołom. Efekt był doskonały, bo zasada „Złów i Wypuść” dla nowo wstępujących w szeregi był podstawą stania się karpiarzem, a pomysł ten przypadł również wielu innym wędkarzom, którzy masowo zaczęli zwracać wolność i w ten sposób niezliczona liczba wspaniałych ryb wróciła do swojego środowiska.

Pierwszy atak

Jak co sezon strategia ustalona, wszystko zapięte na ostatni guzik, a czy trafna to czas pokaże. W tym sezonie do arsenału sprzętowego wpadła nowa łódka wypasiona na maxa, potrafiąca cuda. Nie jestem wielkim zwolennikiem takiej techniki w łowieniu, ale obecnie, przy deficycie czasowym, presji wędkarskiej i obostrzeniach na łowisku, to bardzo przydatny oręż.

Przez pierwsze wypady nic się nie działo, za to wolny czas pozwolił na rozpracowanie detali nowej jednostki pływającej, no i przede wszystkim delektowanie się budzącą się do życia przyrodą.

W końcu nadszedł czas kolejnej zasiadki, podczas której mocno byłem przeświadczony, że coś się ruszy, bo według mnie aura była bardzo sprzyjająca. Tym razem stryjek Krzych wybrał się ze mną i podajemy zestawy przed zapadnięciem zmroku. Krzychu coś tam eksperymentuje i stwierdził, że podaje na jakąś magiczną kukurydzę, ja natomiast trzymam się moich standardowych procedur, jakie stosuję na „lacza”, czyli podaję moje magiczne hand made kule, które robione w starej recepturze zawsze się sprawdzały, dodatkowo wraz z gotowcami Massive Baits z mączki rakowej. Zamysł jest taki, że jeśli jeden ze specjałów nie podejdzie z walorami smakowymi Panu Cyprinusowi, to może wstrzelę się z drugim.

Fot. 
Krążownik Patrol

Jeszcze ostatnie detale sprawdzone przed nocką i wskakujemy w śpiwory. Było coś około północy, kiedy „stryjek” budzi mnie podekscytowany i mówi: „Jest! Mam! Trójka!”. Niby tylko trójka, ale pierwszy atak po miesiącach zimowej przerwy zaliczony. Mówię „super”, trójka na mais, czyli wiosenna klasyka i chwilę potem nurkuję do śpiwora aż do momentu, kiedy Delkim stawia mnie na równe nogi. Kilka dźwięków sprawiło, że odpinam front i świecę latarką. W mroku nocy widać jak bomba wjechała w przelotkę. Chwilę potem stoję przy kiju, a naprężona żyła oznajmia, że kij idzie w górę. Po pierwszym ataku powoli zwijam do brzegu. Dystans spory, nie ma co gonić, a teren w miarę czysty. Dopiero po kilku minutach pompki kij zaczyna się wyginać i rola rusza z wolna. Już wiem, że to nie smerf, tylko coś grubego, bo prawdziwego lacza zawsze po takiej reakcji można wyczuć na kiju. Kilkanaście metrów wyjechało ze szpuli i znów ku brzegowi i tak trwało, a cały hol nabierał rumieńców, bo wchodził w fazę brzegową. Wołam: „stryjek, wstawaj!”. Raz, drugi, trzeci, ale ani widu, ani słychu. Pewnie poszedł spać do auta albo przesiedział nockę na czuwaniu i teraz zapadł w kamienny sen. Ostatnia faza walki nadeszła, a jegomość krótkimi odjazdami umila mi świt, natomiast po stylu walki przeczucie mówi, że to może być jakaś mamuśka, co wprowadza mnie w stan pełnej wędkarskiej euforii. Ostatnie młynki i za pierwszym podejściem udaje mi się go podebrać. Na macie bez dwóch zdań potężna ikrzyca, której gabaryt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, choć jest jeszcze za ciemno, żeby ją w pełni podziwiać, a w świetle czołówki jest blada jak ściana.

Fot. 
Jej wysokość The Queen

Szybko moczę worek i chwilę potem ten żywy pomnik przyrody odpoczywa w wodzie. Tymczasem słyszę dźwięk rozpinanego zamka i ktoś wynurza się z namiotu. O! Jest i Krzych, który wybudził się ze śpiączki, a ja relacjonuję mu całe zdarzenie. Po kilku godzinach wyciągamy ponownie wór, a naszym oczom w porannym świetle ukazuje się piękna lala, która po krótkiej sesji zdjęciowej wraca do swego królestwa i tym samym zapisuje niesamowitą historię na wodzie, na której się wszystko zaczęło. Nad którą wróciłem po 30 latach, łowiąc jednego z najładniejszych okazów na mojej wędkarskiej ścieżce i na której przywitała mnie sama jej wysokość, karpiowa królowa. The Queen!

Fot. 
Kiss and release

Autor: Jacek Lorenc 

Jeżeli chcesz nas poinformować o ważnym wydarzeniu pisz: redakcja@karpmax.pl.

KOMENTARZE

Możesz komentować bez logowania.
usuńODPOWIADASZ NA:
max 1000 znaków (0)
max 60 znaków (0)
Wydawca portalu nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.
Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną.
Chcesz być powiadamiany o nowych komentarzach w tej dyskusji?

Obserwuj nas

zamknij

ZALOGUJ SIĘ

Zapamiętaj mnie
zaloguj się przez swoje konto na facebooku
facebook
Nie masz konta, zarejestruj się: REJESTRACJA
zamknijMENU
 
Szanowny Użytkowniku
 
Chcielibyśmy Cię poinformować, że z dniem 25.05.2018 r. ulegają zmianie przepisy, na podstawie których przetwarzane są dane osobowe. Będą one dotyczyły wszystkich użytkowników. Zmiany wynikają z istotnych przyczyn, jakie stanowi wejście w życie przepisów europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które nakładają na nas obowiązek dostosowania regulaminu do nowych regulacji prawnych. 
 
Co to jest RODO?
RODO to skrót od Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, inny skrót często spotykany to GDPR (General Data Protection Regulation). Pełna nazwa aktu, który regulować będzie przetwarzanie danych osobowych to: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”.
 
Główny cel wprowadzenia RODO to zmniejszenie zróżnicowania przepisów w zakresie ochrony danych osobowych między poszczególnymi krajami UE oraz zwiększenie zabezpieczeń przetwarzania i ochrony danych osobowych, tak by przepisy prawa nadążały za zmieniającą się technologią.
 
Od kiedy RODO będzie obowiązywać?
27.04.2016 r. Parlament Europejski przyjął w drodze rozporządzenia zmianę prawa o ochronie danych osobowych. Wszystkie kraje Unii Europejskiej, w tym i Polska muszą dostosować swoje prawo do nowych przepisów, które będą bezpośrednio stosowane od 25.05.2018 r.
 
Co to są dane osobowe?
Dane osobowe są to wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Informacja ma charakter osobowy, dopóki jest możliwe ustalenie, kogo ona dotyczy, a sama w sobie nie musi od razu określać tożsamości osoby. Muszą to być zatem informacje, które pozwalają na identyfikację, odróżnienie od innych, wskazują na osobę, jak również te informacje, które są źródłem wiedzy o osobie wyodrębnionej spośród innych osób. Warto pamiętać, że dane osobowe możemy znaleźć nie tylko w dowodzie osobistym czy paszporcie. Danymi będą również numer telefonu czy adres e-mail, a więc informacje, które często nie są chronione z należytą starannością.
 
 
Administrator danych oraz informacje kontaktowe
Administratorem danych jest Centrum Promocji Wędkarstwa Karpiowego Przemysław Mroczek; ul. Monte Cassino 6; 75-412 Koszalin. REGON: 330870429; NIP: 669-156-30-44. W sprawie swoich danych osobowych możesz skontaktować się z nami pod adresem e-mail: k.matejek@karpmax.pl
 
Cele przetwarzania oraz podstawa prawna przetwarzania
Twoje dane osobowe przetwarzamy do następujących celów:
 

Okres przez który dane będą przetwarzane
 
Komu przekazujemy
 
Prawa osoby, której dane dotyczą
Przysługuje Ci prawo dostępu do Twoich danych oraz prawo żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania. W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest przesłanka prawnie uzasadnionego interesu administratora, przysługuje Ci prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych.
Prawo do cofnięcia zgody. Cofnięcie zgody ma skutek od momentu wycofania zgody. Cofnięcie zgody nie wpływa na przetwarzanie dokonywane przez nas zgodnie z prawem przed jej cofnięciem. Cofnięcie zgody nie pociąga żadnych negatywnych konsekwencji. Może jednak uniemożliwić dalsze korzystanie z usług lub funkcjonalności, które zgodnie z prawem możemy świadczyć jedynie za zgodą. 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
Przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy obowiązującego prawa.
Podanie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne, natomiast podanie danych w celu zarejestrowania na portalu lub po dokonaniu zakupu w sklepiku jest niezbędne. Konsekwencją odmowy będzie brak możliwości założenia konta lub realizacji zamówienia.  
 
W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest zgoda, masz prawo wycofania zgody. Wycofanie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego  dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.
 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
 
Przysługuje Ci również prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.