MENU
Jesteś tutaj: Strona głównaAktualnościWalczyliśmy dla polskiej historii karpiowania – ro ...

Walczyliśmy dla polskiej historii karpiowania – rozmowa z Arturem Butyńskim ze zwycięskiego zespołu WCC

Dodano: 12.10.2021 12:11
wystaw ocenę:
12345
Walczyliśmy dla polskiej historii karpiowania – rozmowa z Arturem Butyńskim ze zwycięskiego zespołu WCC

Rozmowa z Arturem Butyńskim, ze zwycięskiego zespołu w World Carp Classic 2021, który złowił pierwszego karpia ponad 30 kg w historii tych legendarnych zawodów.

 

Przemysław Mroczek, redaktor naczelny Karp Maxa:

Gratulacje. Zwycięstwo w WCC to niebywały sukces, tym bardziej, że ustanowiliście nowy rekord zawodów 78,4 kg, a ty jako pierwszy złowiłeś karpia powyżej 30 kg. Z jakim nastawieniem jechaliście na zawody? 


Artur Butyński: Oczywiście, tak jak wszyscy, jechaliśmy żeby wygrać te zawody. Ale nie ukrywajmy, że tak tylko się mówi, bo wiara w to jest tak trochę jak puszczenie kuponu totolotka. Nastawialiśmy się na pracę, na to, że jest jakaś szansa, natomiast nawet od momentu losowania, wylosowaliśmy stanowisko 40, to my nie mieliśmy pojęcia czy jest to miejsce dobre, słabe, lepsze, gorsze. Dlatego, że my nie mamy doświadczenia nad tym jeziorem. Ja byłem tam drugi raz, Adam Zawistowski bodaj trzeci, a Robert Jakimiuk pierwszy raz. Mówiono nam, że to dobre stanowisko. Natomiast żadnej euforii nie było. Bardziej cieszyliśmy się, że jest to stanowisko skrajne, że z jednej strony mamy wolną przestrzeń i nie musimy się z nikim przepychać. Tak to wyglądało na samym początku.


Jak wypłynęliście na wodę sondować, to czy już coś wam mówiło, że tam może być ryba?  

Jedyny minus tego stanowiska był taki, że wody tak naprawdę nie było widać, dlatego że ta przestrzeń między trzcinami była bardzo długa, błotnista, stosunkowo wąska, tak naprawdę wody widzieliśmy na szerokości zaledwie 2 metrów. Czy były tam jakieś spławy, czy ryba chodziła, nie byliśmy w stanie tego zobaczyć. Do tego jeszcze wiatr i tak dalej, więc nawet wsłuchiwanie się czy coś się spławia nie było możliwe. W tym względzie nic nie dało się wykombinować, ale trzeba przyznać, że rzeczywiście liczyliśmy na ryby. Czuliśmy, że tu połowimy, ale raczej tak zwane małe ryby, nie większe niż 15 kg, że będzie ich dużo, ale że nie jest to stanowisko na wygranie zawodów. 

►TU możecie zobaczyć film ze wspomnianego stanowiska. 


 

Jak wyglądało sondowanie, głębokości, czym było pokryte dno?

Wrzuciliśmy sobie Google Maps i satelita nam pokazał, że przy brzegu jest bardzo szeroki pas zielska, a później teoretycznie zielsko się kończy i aż do drugiego brzegu jest bardzo fajnie. Jak wypłynęliśmy to okazało się, że tak świetnie to nie wygląda. Przed nami na jednej trzeciej dystansu, czyli ok. 100 metrów jest zielsko i tak za bardzo nie ma czego szukać, natomiast dalej rzeczywiście kończy się to zwarte zielsko, dalej dno jest zarośnięte, ale zaczynają się takie place. Nie było tam czystej przestrzeni. A tych wolnych od roślin miejsc trzeba było po prostu szukać. 
 

Stawialiście zestawy w tych placach?

Znajdowaliśmy odcięcia od gęstej roślinności, wpuszczaliśmy kamerę podwodną i jeżeli było choć troszkę pustego, to typowaliśmy takie właśnie miejsca. Łowiliśmy w takich właśnie oczkach. 


A jak było z braniami?

O ile na początku staliśmy przy samych wędkach, bo byliśmy pewni, że zaraz będzie branie, to przez poniedziałek, wtorek i połowę środy nie mieliśmy brań. To znaczy brania niby były, ale to tylko nam się wydawało, że to są brania. Łowiliśmy przecież wśród roślin, poza tym tam było mnóstwo łabędzi, było biało od łabędzi. Na szczęście ptaki nam jakoś specjalnie nie przeszkadzały, natomiast plecionki biegły nad roślinnością, a jak wypłynęliśmy wieczorem to przy powierzchni widzieliśmy dwa sumy, jednego karpika takiego z 5 kg, więc różne takie rybki tam sobie buszowały. Prawdopodobieństwo, że któraś z tych ryb trafi w plecionkę było bardzo duże. Takich „brań”, które nam się wydawało, że to są prawdziwe brania mieliśmy parę, ale kiedy dopływaliśmy do zestawów, okazywało się, że to były brania fałszywe. Tak więc miny nam nieco zrzedły, ponieważ do środy nie mieliśmy ryby. Sąsiedzi z lewej strony, z Monako mają już dwie ryby, co prawda nieduże, 8-10 kg, no, ale mają. My jesteśmy na lepszym stanowisku teoretycznie, a tej ryby nie mamy. 


Ale właśnie w środę wszystko się zmieniło. Opowiedz o tym.

Środa, godzina ok. 14, branie już takie konkretniejsze, na wędce na wprost, z której raczej nie spodziewaliśmy się ryby. Branie, płyniemy, mamy karpia, prawie 20 kg, radość niesamowita, bo jednak jest ryba. Przypływamy, ważymy, cieszymy się ... i dwie godziny później następne branie, z innej już wędki. Ten karp jest mniejszy, ma tam 13 z jakimiś groszami. Dwie ryby to już jest fajnie. Mija kolejnych kilka godzin, jest noc, około pierwszej, o ile mnie pamięć nie myli, mamy następne branie i to jest już karp 26 kg. Wtedy do nas tak naprawdę dociera, że ... kurcze, jest szansa zaistnieć na tych zawodach. Potem wymieniliśmy najmniejszą rybę na chyba 21 kg, no i okazuje się, że jesteśmy pierwsi. 


Nie obawialiście się, że żeby to prowadzenie utrzymać trzeba by jeszcze ten wynik podwyższyć?

Odwiedził nas Ross Honey. Powiedział: jest pięknie, ale.. ale jak jeszcze złowicie karpia, co najmniej 25 kg, to dopiero wtedy będzie świetnie. Jak takiej ryby nie będzie, to jest loteria. Wszystko jest możliwe. Rzeczywiście to się potwierdziło, bo jak inne drużyny doławiały ryby, to się okazywało, że nasz wynik jest dobry, ale nic nie jest przesądzone. Tym bardziej, że tego dotychczasowego big fisha straciliśmy na rzecz ekipy niemieckiej, która łowiła w pobliżu stanowiska Krzyśka Charmuszki. Złowili 26,200. I tak big fisha straciliśmy, jeszcze chwila a również stracimy prowadzenie w generalce. Później wymieniliśmy jeszcze jednego karpia, ale niewiele zyskaliśmy. Sam wiesz, że na samym początku bagatelizujemy te gramy, te pół kilo, 400 gram, co to ma za znaczenie. Ale bardzo często okazuje się, że to właśnie ma znaczenie. Mówimy tu o 50 czy 60 kg i nagle się okazuje, że ten jeden kilogram więcej czy mniej ma zasadnicze znaczenie. Było OK, ten dodatkowy kilogram nam pomógł, ale brania się urwały i byliśmy dobę bez kontaktu z rybą. Przyszła ostatnia noc i tak naprawdę chyba wiara w to, że będzie jeszcze jakaś ryba nas opuściła. Bardziej liczyliśmy na szczęście, że nikt już nas nie przeskoczy. 


I właśnie...

I właśnie... siedzimy w namiocie, humory ok., ale stres niesamowity. Można powiedzieć, że wręcz modlimy się... i następuje branie. Jest sobota, 1:30. My nie śpimy, strasznie zmęczeni, ale mamy branie. Pierwsza myśl - może to łabędź zaplątał się w linkę. Ale jednak już nauczyliśmy się odróżniać te fałszywe brania, mimo, że ze względu na charakterystykę dna, roślinność, tych typowych odjazdów nie było. Było takie pik-pik i to wszystko. Więc zanim chwyciliśmy wędkę spoglądaliśmy na szczytówkę, jak się uginała, to wskakiwaliśmy do pontonu. Pierwsze nasz słowa: oby to była ryba i oby to nie był mały karp. Zanim dopłynęliśmy, tradycyjnie ze 3-4 przystanki na odczepianie roślin. Dlatego tutaj na marginesie, też trzeba zaznaczyć, że jeżeli ktoś wyrusza na takie wody z wędką dłuższą niż 3 metry, to ma problemy olbrzymie. Musi być krótka wędka, żeby łatwo nią był operować. 



Dopływamy do ryby, ona stoi w tych zielskach, bo karpie w ogóle daleko nie uciekały, bo i nie miały gdzie. Na łbie ma taką czapkę z wodorostów, ale świecąc czołówkami widzimy, że błyszczy się coś dużego. Widzimy, że jest to ten, jak się mówi, Koń. Jednak jak duży, nie mieliśmy pojęcia. Dopływamy do brzegu, ważymy i już wówczas wiemy, że wygraliśmy World Carp Classic! Na naszej wadze ten karp ma 32 kg! Oczywiście to było takie nasze, błyskawiczne ważenie. No i wtedy się zaczęło. Wiem, że nasi sąsiedzi z Monako tego nie rozumieli, ale chyba trzeba ich przeprosić, bo jeżeli spali to nasz wrzaski musiały ich obudzić. Radość była niesamowita. Za nami niedaleko obóz mieli marshalle, zaraz się zjawili. Ich mała waga pokazała 31 kg. Tak mieliśmy zapisane początkowo, natomiast jak przyszli inni sędziowie, zresztą z minuty na minutę zbierało się coraz więcej ludzi, przynieśli większą, oficjalną wagę i jak się okazało oficjalnie ten karp miał 30,40 kg. 


 

Podejrzewam, że zaraz zjawiła się ekipa filmowa i organizatorzy.

Tak, akcja była błyskawiczna. Jeszcze przed Rossem pojawił się francuski zarządca Jeziora Madine, który był gdzieś tam na jakimś koncercie i kiedy dostał wiadomość o naszej rybie, błyskawicznie przyjechał. Zaraz pojawiła się telewizja francuska. Czekaliśmy na Rossa. On, odpoczywając przed ostatnim dniem, zaplątał się gdzieś w pierzyny i po telefonie od sędziów nie bardzo wierzył w to, co mu mówią. Jak później opowiadał, usłyszał, że big fish, więc odpowiedział „OK., w porządku, ale nie budźcie mnie z byle powodu. Przecież dzisiaj był już big fish!”. Dopiero po chwili do niego dotarło, że to ryba ponad 30 kg, jakiej w historii WCC jeszcze nikt nie złowił. Musieliśmy więc na niego chwilę zaczekać. Nie ukrywam, przyjemne było to czekanie. A później oficjalne zdjęcia, filmowanie. 

Co do tego mojego połowu, wiesz, to się czuje sercem, być może każdy miałby inne odczucia. Powiem od siebie, nie wiem, jak chłopaki to czują, ale gdybym musiał wybierać, czarno-białe: wolisz tego karpia czy mistrzostwo? Ja wybrałbym jednak tego karpia. Przebicie tej trzydziestki było dla mnie takie magiczne. Być może za rok nikt nas nie będzie kojarzył i pamiętał, bo będą nowi mistrzowie, choć łatwo tytułu nie oddamy, obiecuję. Ale złowienie karpia 30 kg być może już nigdy się nie zdarzyć. 


Trochę spraw taktycznych – jak i czym nęciliście?

Oczywiście to było nęcenie punktowe. Umówiliśmy się przed wyjazdem, że nie zabieramy ze sobą żadnych ziaren, pelletów ani orzechów tygrysich. Kompletnie żadnych. Mieliśmy tylko kulki. Tak więc nęciliśmy wyłącznie kulkami, nawet ich nie kroiliśmy. Robert robił te kulki, 22 mm. Na jeden zestaw szło jakieś 5 łyżek. Nie było to dużo. Mieliśmy kulki w dwóch kolorach, żółte i brązowe. Zwracaliśmy uwagę na to, żeby nęcąc kulkami brązowymi, na włos dać kulkę żółtą i na odwrót. I to w zasadzie cała tajemnica nęcenia. Żadnych PVA i tym podobnych, bo przecież każdy zestaw stawialiśmy z ręki, mieliśmy to pokamerowane, więc wiedzieliśmy, że stawiamy prawidłowo, w dobrym miejscu. Głębokości też były niewielkie, więc nie było co kombinować, to było bardzo proste łowienie. 


Po tym wszystkim, rano, godz. 9.00. Zakończenie łowienia i odpalanie szampana.

Przed tą 9:00 już wiedzieliśmy, że wygraliśmy. Okazało się, że nawet ten karp 30 kg nie byłby do tego potrzebny. Ekipa Posmyków, jak ją nazywaliśmy, czyli druga polska drużyna, z Mariuszem Posmykiem i resztą chłopaków, w ostatniej chwili zbliżyła się do nas i to na niecały kilogram. Do ostatniej chwili było masę emocji, no, ale ta trzydziestka wszystko załatwiła. Byliśmy tak zmęczeni, że chyba każdy z nas chciał, żeby te zawody już się skończyły, bo po prostu już nie mieliśmy sił. 


A przed wami było jeszcze oficjalne zakończenie.

Tak, zakończenie, ale wcześniej jeszcze skok do wody. Trzeba pamiętać, że mamy październik, woda wiadomo jaką ma temperaturę, no i to wcale nie jest takie proste pokąpać się w jeziorze. My nie morsujemy, więc to było też przeżycie skoczyć szczupakiem do takiej wody. Serce podpowiadało, że wskakujemy do wody, wyskakujemy z niej, krzyczymy hurrra! A okazuje się, że tak, oczywiście, wskoczyliśmy, wynurzyliśmy się, chcemy krzyknąć, a reakcja organizmu na różnice temperatur była taka, że nie mogliśmy z siebie wydobyć słowa. Organizm nie pozwalał. Do tego zdjęcia w wodzie i tak dalej. Ekipa kręcąca film była w ciepłych ubraniach, w kaloszach, im zależało na fajnych ujęciach, a nam siedząc po pas wodzie, każda sekunda niemiłosiernie się dłużyła. Ale oby w życiu przytrafiały się tylko takie dyskomforty. 


Jak odbierałeś tegoroczny WCC, jego atmosferę?

Ciężko mi porównywać do lat poprzednich, bo my jesteśmy tam świeżaki. Ale jest tam takie uczucie podniosłości tego wydarzenia. Traktujemy te zawody jako mistrzostwa świata, oficjalne czy nieoficjalne, pal licho, ale jednak najważniejsze zawody w sezonie. Nie ukrywajmy, nie jesteśmy jakimiś tam światowcami. Jeżeli widzimy obok siebie ludzi, których znamy z gazet, karpiarzy, którzy są legendami, o spotkaniu z którymi kiedyś moglibyśmy tylko pomarzyć, a po sukcesie jeszcze podają ci rękę, to są naprawdę bardzo fajne sprawy. Te zawody to jest święto. Emocje. Podniosłość tego wydarzenia powoduje, że chce się tam po prostu być. A po wygranej, choć przez moment jesteśmy w centrum uwagi. 
 

Poza tym to jest coś niesamowitego, że po raz drugi z rzędu Polacy wygrywają WCC, choć pod inną flagą, a jeszcze kolejna ekipa jest na 2 miejscu. To bardzo duża sprawa dla polskiego wędkarstwa karpiowego. Polska karpiem stoi.

Zgadza się. Jest zauważalne coś takiego, że Polacy są bardzo widoczni na tych zawodach. Widać, że przyjeżdżają napompowani. To jest święto dla Polaków, dla polskich ekip. Trzymamy się razem, to widać było już na początku. Jesteśmy mocni, jesteśmy fajnym narodem, fajnymi ludźmi, wyróżniamy się. Jesteśmy emocjonalni, nie zawsze te emocje idą w dobrym kierunku, ale ogólnie czuć, że tym żyjemy.

Na pewno ekipy z innych krajów te emocje mają bardziej stonowane. Jest sporo naszych zespołów, ale przecież ciężko na te zawody się dostać. Tak jak my startowaliśmy ze strony niemieckiej, co nam nie przeszkadza, nie czujemy, że robimy jakieś straszne faux pas. No jest mały dyskomfort, bo wiadomo, że jesteśmy Polakami, natomiast ja mieszkam w Niemczech i to jest ważne, bo mówi się, że żeby dostać się na WCC z innego państwa, to jest łatwe. Nieprawda. Trzeba spełnić pewne warunki. Ja te warunki spełniam, bo jestem zameldowany w Niemczech. Przecież musiałem przedstawić odpowiednie dokumenty ze strony niemieckiej, żeby móc startować w tych zawodach. Mały dyskomfort, ale żadna tragedia. Jesteśmy Polakami, walczyliśmy dla siebie, dla polskich karpiarzy, dla polskiej historii karpiowania, tak to odbieramy i prosimy, żeby inni też tak to odbierali.



Tym razem podczas ceremonii zakończenia nie było hymnów narodowych. Być może ze względów technicznych, bo przecież dalej mamy pandemię, to otwarcie i zakończenie było nieco inne niż w normalnych warunkach, nie w hali, ale w plenerze. Ale Ross Honey w trakcie zakończenia sam powiedział, że zwyciężyli Polacy mieszkający w Niemczech. Wystąpiliśmy na scenie. Ja wyszedłem z flagą niemiecką, bo to dla mnie nie jest żaden dyshonor. Nawet powinienem podziękować, że miałem możliwość wystartowania, zwyciężenia pod tymi barwami. Natomiast Robert z Adamem wyszli z flagą Polską. Oczywiście ta flaga jest nam bliższa sercu, ale szacunek dla flagi niemieckiej, dla każdej innej flagi, dla każdej innej narodowości, dla każdego innego człowieka. Polacy przecież startowali w tym WCC także pod flagą francuska oraz irlandzką. 

 

Pamiętam jak przed laty, kiedy brałeś udział w organizowanych przez Karp Maxa eliminacjach do WCC, przedostatniego dnia będąc bez brania, zażartowałeś, że chyba trzeba zmienić hobby. Może zacząć zbierać znaczki. Całe szczęście, że tego nie zrobiłeś.

 Jestem zadowolony, że mam takie hobby. Dlatego, że nad wodą spotykają się ludzie o różnym statusie majątkowym, o różnym wykształceniu, o różnym poziomie inteligencji, o różnych zawodach, ale się spotykają. Ludzie tacy, którzy zapewne normalnie na ulicy by się minęli, nie mieli ze sobą żadnego punktu zaczepienia. Natomiast miłość do łowienia tych karpi, ta pasja, łączy nas tak bardzo, że my mamy wspólny język. I nie ma to znaczenia czy jest to Polak, Niemiec czy Hiszpan. Czy jest ubrany bardziej lub mniej gustownie. To się nie liczy. Ja się cieszę, że jesteśmy w Europie, że jesteśmy Europejczykami i że łączy nas pasja. Jestem dumny, że jestem karpiarzem i żaden hejt, żadni sfrustrowani ludzie nie są w stanie tego zakłócić. 

Dziękuję ci za rozmowę i mam nadzieję, że spotkamy się już w lutym w Poznaniu na Targach Rybomania, gdzie zorganizujemy wielką fetę z okazji polskiego triumfu na World Carp Classic. 

GALERIA

  • Walczyliśmy dla polskiej historii karpiowania – rozmowa z Arturem Butyńskim ze zwycięskiego zespołu WCC
  • Walczyliśmy dla polskiej historii karpiowania – rozmowa z Arturem Butyńskim ze zwycięskiego zespołu WCC
  • Walczyliśmy dla polskiej historii karpiowania – rozmowa z Arturem Butyńskim ze zwycięskiego zespołu WCC
  • Walczyliśmy dla polskiej historii karpiowania – rozmowa z Arturem Butyńskim ze zwycięskiego zespołu WCC
  • wcc2021
  • wcc2021
  • wcc2021
  • wcc2021
  • wcc2021
Jeżeli chcesz nas poinformować o ważnym wydarzeniu pisz: redakcja@karpmax.pl.

KOMENTARZE

Możesz komentować bez logowania.
usuńODPOWIADASZ NA:
max 1000 znaków (0)
max 60 znaków (0)
Wydawca portalu nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.
Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną.
Chcesz być powiadamiany o nowych komentarzach w tej dyskusji?

Obserwuj nas

zamknij

ZALOGUJ SIĘ

Zapamiętaj mnie
zaloguj się przez swoje konto na facebooku
facebook
Nie masz konta, zarejestruj się: REJESTRACJA
zamknijMENU
 
Szanowny Użytkowniku
 
Chcielibyśmy Cię poinformować, że z dniem 25.05.2018 r. ulegają zmianie przepisy, na podstawie których przetwarzane są dane osobowe. Będą one dotyczyły wszystkich użytkowników. Zmiany wynikają z istotnych przyczyn, jakie stanowi wejście w życie przepisów europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które nakładają na nas obowiązek dostosowania regulaminu do nowych regulacji prawnych. 
 
Co to jest RODO?
RODO to skrót od Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, inny skrót często spotykany to GDPR (General Data Protection Regulation). Pełna nazwa aktu, który regulować będzie przetwarzanie danych osobowych to: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”.
 
Główny cel wprowadzenia RODO to zmniejszenie zróżnicowania przepisów w zakresie ochrony danych osobowych między poszczególnymi krajami UE oraz zwiększenie zabezpieczeń przetwarzania i ochrony danych osobowych, tak by przepisy prawa nadążały za zmieniającą się technologią.
 
Od kiedy RODO będzie obowiązywać?
27.04.2016 r. Parlament Europejski przyjął w drodze rozporządzenia zmianę prawa o ochronie danych osobowych. Wszystkie kraje Unii Europejskiej, w tym i Polska muszą dostosować swoje prawo do nowych przepisów, które będą bezpośrednio stosowane od 25.05.2018 r.
 
Co to są dane osobowe?
Dane osobowe są to wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Informacja ma charakter osobowy, dopóki jest możliwe ustalenie, kogo ona dotyczy, a sama w sobie nie musi od razu określać tożsamości osoby. Muszą to być zatem informacje, które pozwalają na identyfikację, odróżnienie od innych, wskazują na osobę, jak również te informacje, które są źródłem wiedzy o osobie wyodrębnionej spośród innych osób. Warto pamiętać, że dane osobowe możemy znaleźć nie tylko w dowodzie osobistym czy paszporcie. Danymi będą również numer telefonu czy adres e-mail, a więc informacje, które często nie są chronione z należytą starannością.
 
 
Administrator danych oraz informacje kontaktowe
Administratorem danych jest Centrum Promocji Wędkarstwa Karpiowego Przemysław Mroczek; ul. Monte Cassino 6; 75-412 Koszalin. REGON: 330870429; NIP: 669-156-30-44. W sprawie swoich danych osobowych możesz skontaktować się z nami pod adresem e-mail: k.matejek@karpmax.pl
 
Cele przetwarzania oraz podstawa prawna przetwarzania
Twoje dane osobowe przetwarzamy do następujących celów:
 

Okres przez który dane będą przetwarzane
 
Komu przekazujemy
 
Prawa osoby, której dane dotyczą
Przysługuje Ci prawo dostępu do Twoich danych oraz prawo żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania. W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest przesłanka prawnie uzasadnionego interesu administratora, przysługuje Ci prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych.
Prawo do cofnięcia zgody. Cofnięcie zgody ma skutek od momentu wycofania zgody. Cofnięcie zgody nie wpływa na przetwarzanie dokonywane przez nas zgodnie z prawem przed jej cofnięciem. Cofnięcie zgody nie pociąga żadnych negatywnych konsekwencji. Może jednak uniemożliwić dalsze korzystanie z usług lub funkcjonalności, które zgodnie z prawem możemy świadczyć jedynie za zgodą. 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
Przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy obowiązującego prawa.
Podanie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne, natomiast podanie danych w celu zarejestrowania na portalu lub po dokonaniu zakupu w sklepiku jest niezbędne. Konsekwencją odmowy będzie brak możliwości założenia konta lub realizacji zamówienia.  
 
W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest zgoda, masz prawo wycofania zgody. Wycofanie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego  dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.
 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
 
Przysługuje Ci również prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.