MENU
Jesteś tutaj: Strona głównaAktualnościZasiadka pod znakiem śliwki

Zasiadka pod znakiem śliwki

Dodano: 25.09.2011 00:00
wystaw ocenę:
12345
Zasiadka pod znakiem śliwki

 

Jest poranek. Dość leniwie zaczyna się kolejny wrześniowy poniedziałek. Jeszcze kilka ostatnich łyków kawy i...dzwoni telefon. To jeden z moich znajomych podekscytowany opowiada o przygodach weekendowej zasiadki, a właściwie o braniach dużych ryb na kulki o smaku śliwki. Ale...przecież skuteczność śliwki zawsze przypadała na końcówkę sierpnia...Co jest grane? Odpowiedź na kotłujące się w głowie zagadki pojawia się równie szybko – przecież ten rok jest zupełnie inny od pozostałych, a wszystkie naturalne cykle pogodowe i biologiczne są totalnie zaburzone i poprzestawiane...
 
Nagle w głowie zapala mi się lampka – przecież w piwnicy zostało mi jeszcze ok 10 kg śliwki. Szybki rzut oka za okno pozwala zaobserwować, że ten jeszcze przed chwilą leniwy, wrześniowy  poniedziałek jest ciepły, pogodny, a przez to bardzo sprzyjający wypadom nad wodę. Prognozy zwiastują lekkie załamanie pogody tuż u progu weekendu. A więc – jest dobrze.
 
Jeszcze tego samego dnia pojawiam się nad wodą. Na tym płytkim zbiorniku - ciepłe, pogodne dni i noce mogą okazać się ostatnią szansą na przechytrzenie dużych karpiowatych. Przygotowując zanętę mieszam kilka rodzajów method miksów o zdecydowanie rybnych nutach smakowych (halibut & konopia, marine halibut), dosypuję pięć podwójnych garści wymieszanych pelletów o różnych smakach i rozmiarach, oraz ok. 2 kg 20 mm kulek o smaku śliwki. Nawilżam zanętę wodą, a następnie kleję z niej mocno zbite kule zanętowe. Czas wskoczyć na ponton. Jako miejsce położenia zestawów wybieram obszar, w którym ściana podwodnej roślinności graniczy z fragmentem czystego, pokrytego niewielkim tylko namułkiem, piaszczystego dna. Dla lepszej orientacji pod wodą, wspomnianą granicę oznaczam małą podwodną bojką. Kule zanętowe opuszczam tuż przed ściana zielsk – na obszar czystego dna. Podobną strategię nęcenia utrzymuję przez kolejne 3 dni. Ostatniego dnia zmniejszam ilość kulek zanętowych do 1 kilograma. 
 
Nadchodzi niecierpliwie wyczekiwany piątek. Obowiązki dnia pracującego, sprawiają jednak, że zarówno ja, jak i Wojtek pojawiamy się nad wodą dość późno. Prognoza załamania pogody sprawdza się w stu procentach – jest pochmurno. Oboje mamy świadomość, że czasu nie zostało wiele. Czynności przygotowawcze dobiegają końca właściwie już na granicy zmroku, ale cóż...ważne, że zestawy są w łowisku. Na pierwszym - mam 20 mm kulkę o smaku śliwki, na drugim podobnej wielkości, ale skopexową. Wojtek stawia na eksperymenty – uzbrajając zestawy w przynęty mocno odmienne, od tych, którymi nęciliśmy miejscówkę.
 
    
 
Niebo jest pochmurne, a lekki wiaterek delikatnie marszczy powierzchnię wody. Jest jednak ciepło. Pomimo zmęczenia, postanawiamy jednak trochę posiedzieć przy wędkach. Trwającą dopiero pół godziny pogawędkę przerywa dynamiczny odjazd na jednej z moich wędek. Pokonując przeszkody dobiegam do stanowiska unosząc wędkę w górę. Jednocześnie staram się przypomnieć sobie, co na nią założyłem – scopex, czy śliwkę. Po krótkim holu – niewielki ok.4 kg karpik ląduje na macie. Na brzegu okazuje się, że skuteczną kulką była jednak ta śliwkowa. Lekko powątpiewający w słuszność swoich przynętowych eksperymentów Wojtek zapowiada zmianę przynęt tuż po kolejnym „śliwkowym” braniu. Decyduję się umieścić zestaw w łowisku z rzutu. Księżyc, świecący już niemal w pełni, doskonale wskazuje mi wierzchołek drzewa, który wyznacza kierunek mojego rzutu. Zestaw ląduje w wodzie, a my ponownie zasiadamy w fotelach próbując dokończyć zerwany wątek rozmowy. Mijają niespełna dwie minuty, a sygnalizator wyje ponownie. Przez moment myślę - „pewnie jedzie na drugiej...”. Dobiegając do wędzisk widzę, że „pracuje” jednak świeżo zarzucona wędka. Okazuje się, że smak śliwki rzeczywiście przypadł rybom do gustu. Podnoszę wędkę i czuję, że tym razem ryba jest duża. Delikatnie luzuję hamulec. Prawdopodobnie karp, obiera kierunek lewostronny, napierając w sobie tylko znanym kierunku.
 
 
Po około 15 sekundach czuję luz, a więc...spinka! Fakt, że ryby żerują w łowisku tak intensywnie, pozwala opanować złość. Prawdopodobieństwo kolejnych odjazdów jest przecież w tej sytuacji znaczne. Zgodnie z zapowiedzią – Wojtek przerzuca oba zestawy na kulki o smaku śliwki. Ja czynię to samo, z wędziskiem, na którym wcześniej „moczył się scopex”. Stawiamy wszystko na jedną kartę, starając się wyciągnąć maksimum z faktu, dzisiejszych smakowych upodobań okazów. Po ok. 30 minutach jest kolejne branie. Swinger na wędce Wojtka w wolnym tempie podjeżdża do kija, a szpula kołowrotka zaczyna obracać się w powoli. Wędzisko wygina się w pałąk, tworząc książkową parabolę, ale ryba stoi w miejscu...Po kilku sekundach rusza powoli, aby z każdą następną chwilą rozpędzać się coraz szybciej. Z uśmiechem spoglądam na twarz kolegi – widzę na niej ekscytację, radość, niepewność i strach. Mija kolejne 30 sekund, po których oboje wiemy, że ta ryba już się nie zatrzyma. Decyzja może być tylko jedna – pośpiesznie zabieram podbierak i podstawiam ponton. Płyniemy za rybą daleko poza obręb łowiska. W końcu mamy ją w zasięgu 15-20 metrów od siebie. Trwa przeciąganie liny, a przy każdym kolejnym odjeździe ryba, tnąc jak przecinak, w korytarzach podwodnych zarośli nabiera na żyłkę coraz większą ilość wodorostów. Coraz mocniej rozdrażniony Wojtek modli się, aby hol skończył się sukcesem. 
 
 
 
 
Mijają kolejne minuty, a „lokomotywa” na drugim końcu zestawu wciąż gna jak opętana. Analizując siłę ryby oraz specyfikę walki obstawiamy, że na śliwkową przekąskę skusił się sum. Po kilku następnych minutach nasze przypuszczenia potwierdzają się. W świetle latarek, na powierzchni wody ukazuje się okazały wąsaty. Potężny łeb i silny, długi ogon tego czarnego potwora przyprawiają młodego karpiarza o drżenie kolan. Kątem oka zerkam raz na podbierak, raz na olbrzyma, zastanawiając się - „jak ja zapakuję tę bestię do podbieraka”. Wojtek dostrzega moje obawy i niemal błagalnym wzrokiem zdaje się mówić - „Daniel – postaraj się najlepiej jak umiesz...” Czuję wiszącą nade mną wielką odpowiedzialność „podbierakowego”, no ale cóż...do dzieła!
 
 
Najpierw wprowadzam głowę suma do podbieraka, następnie powoli – niemal majestatycznie nasuwam podbierak na ciało ryby w kierunku ogona. Długie „cielsko” szczelnie układa się w podbieraku, wypełniając siatkę po same brzegi. Zbliżając się do ogona wykonuję odwrotny ruch podbierakiem, niemal kreśląc na wodzie obszerną ósemkę. Jest Nasz! Wojtek zaczyna ze szczęścia krzyczeć na całe gardło. Trzymając podbierak przy burcie pontonu wracamy do brzegu. Podekscytowani, mokrzy i brudni, ale szczęśliwi strzelamy kilka szybkich, nocnych fotek, postanawiając przetrzymać rybę do rana w worku. Robi się późno, więc zgodnie stwierdzamy, że warto byłoby trochę się zdrzemnąć, tylko, czy uda się opanować emocje na tyle, żeby zasnąć...Po dłuższej chwili oboje odpływamy w błogim śnie, który jednak nie trwa zbyt długo.
 
 
                  
 
 
Słyszę przeraźliwy alarm sygnalizatora i pęd obracającej się szpuli. Świadomość, że to potężny i dynamiczny odjazd momentalnie zrywa mnie z łóżka. Wybiegam bez latarki, Wojtek nie może zlokalizować swojej, no cóż – trzeba sobie jakoś radzić. Udaje mi się wyhamować rybę. Znów zmierza na lewo, żeby za moment zamurować w podwodnej roślinności. Czekam cierpliwie – trzymając ciągły kontakt z drugim końcem zestawu. Po dłuższej chwili – rusza ponownie – jest dobrze. Hol przebiega zgodnie z planem i w niedługim czasie ryba jest już blisko brzegu. Nagły szybki zryw – niczym wystrzał z armaty nie pozostawia cienia złudzeń. To amur. Po pierwszym odjeździe, przychodzi czas na drugi, trzeci, czwarty...a my ciągle nie mamy latarki. Szalejący na drugim końcu wędki amur, jakby zdawał się o tym wiedzieć, kierując kolejny odjazd poza boczne trzciny, a przy okazji zabierając ze sobą drugi zestaw. Mocno nadwyrężona już żyłka nie wytrzymuje walki w trzcinach. Czuję luz a zaraz potem czuję jak rośnie we mnie fala wściekłości! Świadomość, że obopólne zapominalstwo jest bezpośrednią przyczyną mojej porażki każe mi jednak przestać się denerwować. 
 
Ponownie trafiamy do łóżek. Kolejne branie na stanowisku Wojtka powoli przekonuje mnie o tym, że rano nie wstanę wypoczęty! Niestety pech prześladuje nas w dalszym ciągu. Po krótkiej chwili holu ryba schodzi z haka. Powoli szarzeje już niebo. Za moment będzie świtać. Wskakujemy do ciepłych śpiworów, żeby złapać ostatnie już tej nocy godziny snu. Nie udaje mi się jeszcze w pełni zasnąć, kiedy słyszę kolejny odjazd. Zmęczenie każe zastanawiać się, skąd dobiega dźwięk sygnalizatora. Budząca się świadomość podpowiada w końcu: „To u mnie! To u mnie!” Wybiegam więc w pośpiechu, z jedną tylko myślą w głowie – muszę wyciągnąć tę rybę! Przeciwnik walczy zaciekle uciekając w lewą stronę - poza łowisko. Na moje szczęście, nie próbuje jednak murować w kępach podwodnej roślinności. Po około 10 minutach średniej wielkości karp ląduje w podbieraku.   Pośpiesznie umieszczamy go w worku karpiowym, pozostawiając „ceremonię” ważenia do rana. 
 
 
                      
 
Poranek jest pochmurny. Trudów „świeżo” zakończonej nocy nie pozwala mi odespać trzyletni synek – najmłodszy towarzysz moich karpiowych zasiadek. Ledwie otwierając oczy, w prosty i stanowczy sposób komunikuje, że z głodu burczy mu w brzuchu, nie pozostawiając złudzeń, że czas najwyższy przygotować pyszne śniadanie. Adrenalina ciągle krąży we krwi oszukując zmęczony niewyspaniem organizm. W świadomości nieustannie kotłuje się myśl, że przecież niespełna dwugodzinny sen musi uczynić ten dopiero budzący się dzień – ciężkim, ale fizycznie wciąż jesteśmy „nabuzowani”. Wszyscy wzorcowo wstawiamy się na śniadaniu. 
 
 
 
W ciągu kolejnej godziny wpada do nas zaopatrzony w dobrą wagę Artur. Czas na oficjalne ważenie, a następnie wcale, jak się później okazuje, nie łatwą sesję fotograficzną. Zaczynamy od karpia, zostawiając to co, nieznane na później. Ryba waży 9 kg. Proces ważenia suma nie jest już tak łatwy i przyjemny. Uniesienie ryby w worku i podtrzymanie jej w górze, tak, aby żadną częścią nie opierała się na ciele wymaga „zaciśnięcia zębów”. Waga pokazuje 43 kg! Po odjęciu wagi maty pozostaje nam 40 kilogramów czystej sumowej masy, która już chwilę później spokojnie i majestatycznie odpływa w swój prywatny, podwodny świat.
 
Sobotni dzień zasiadki mija nam przyjemnie i błogo. Na pochmurne dotychczas niebo, jeszcze przed południem wstępuje jasny błękit, a schowane dotąd wrześniowe słońce coraz śmielej ogrzewa nasze stanowisko. Na matach średnio co 2-3 godziny meldują się 3-4 kg „bączki” dając nadzieję, na to, że kolejna noc, będzie powtórką tej poprzedniej.  Mocno wyczekiwana sobotnio-niedzielna nocka okazuje się być dla nas zdecydowanie mniej szczęśliwą. Udaje nam się co prawda zanotować dwa odjazdy, ale w obu przypadkach hole kończą się przegraną. No cóż...taki już urok tego sportu...
 
Niedzielne pakowanie sprzętu wypełnia nieustanne zastanawianie się, jak długo potrwa jeszcze magiczny czar śliwki. Czy ryby zachowają swoje smakowe upodobania do czasu kolejnego weekendu. Zgodnie postanawiamy to sprawdzić, z niecierpliwością wyczekując następnej sposobności pojawienia się nad wodą. 

GALERIA

  • Zasiadka pod znakiem śliwki
  • Zasiadka pod znakiem śliwki
  • Zasiadka pod znakiem śliwki
  • Zasiadka pod znakiem śliwki
  • Zasiadka pod znakiem śliwki
Jeżeli chcesz nas poinformować o ważnym wydarzeniu pisz: redakcja@karpmax.pl.

KOMENTARZE

Możesz komentować bez logowania.
usuńODPOWIADASZ NA:
max 1000 znaków (0)
max 60 znaków (0)
Wydawca portalu nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.
Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną.
Chcesz być powiadamiany o nowych komentarzach w tej dyskusji?

Obserwuj nas

zamknij

ZALOGUJ SIĘ

Zapamiętaj mnie
zaloguj się przez swoje konto na facebooku
facebook
Nie masz konta, zarejestruj się: REJESTRACJA
zamknijMENU
 
Szanowny Użytkowniku
 
Chcielibyśmy Cię poinformować, że z dniem 25.05.2018 r. ulegają zmianie przepisy, na podstawie których przetwarzane są dane osobowe. Będą one dotyczyły wszystkich użytkowników. Zmiany wynikają z istotnych przyczyn, jakie stanowi wejście w życie przepisów europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które nakładają na nas obowiązek dostosowania regulaminu do nowych regulacji prawnych. 
 
Co to jest RODO?
RODO to skrót od Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, inny skrót często spotykany to GDPR (General Data Protection Regulation). Pełna nazwa aktu, który regulować będzie przetwarzanie danych osobowych to: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”.
 
Główny cel wprowadzenia RODO to zmniejszenie zróżnicowania przepisów w zakresie ochrony danych osobowych między poszczególnymi krajami UE oraz zwiększenie zabezpieczeń przetwarzania i ochrony danych osobowych, tak by przepisy prawa nadążały za zmieniającą się technologią.
 
Od kiedy RODO będzie obowiązywać?
27.04.2016 r. Parlament Europejski przyjął w drodze rozporządzenia zmianę prawa o ochronie danych osobowych. Wszystkie kraje Unii Europejskiej, w tym i Polska muszą dostosować swoje prawo do nowych przepisów, które będą bezpośrednio stosowane od 25.05.2018 r.
 
Co to są dane osobowe?
Dane osobowe są to wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Informacja ma charakter osobowy, dopóki jest możliwe ustalenie, kogo ona dotyczy, a sama w sobie nie musi od razu określać tożsamości osoby. Muszą to być zatem informacje, które pozwalają na identyfikację, odróżnienie od innych, wskazują na osobę, jak również te informacje, które są źródłem wiedzy o osobie wyodrębnionej spośród innych osób. Warto pamiętać, że dane osobowe możemy znaleźć nie tylko w dowodzie osobistym czy paszporcie. Danymi będą również numer telefonu czy adres e-mail, a więc informacje, które często nie są chronione z należytą starannością.
 
 
Administrator danych oraz informacje kontaktowe
Administratorem danych jest Centrum Promocji Wędkarstwa Karpiowego Przemysław Mroczek; ul. Monte Cassino 6; 75-412 Koszalin. REGON: 330870429; NIP: 669-156-30-44. W sprawie swoich danych osobowych możesz skontaktować się z nami pod adresem e-mail: k.matejek@karpmax.pl
 
Cele przetwarzania oraz podstawa prawna przetwarzania
Twoje dane osobowe przetwarzamy do następujących celów:
 

Okres przez który dane będą przetwarzane
 
Komu przekazujemy
 
Prawa osoby, której dane dotyczą
Przysługuje Ci prawo dostępu do Twoich danych oraz prawo żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania. W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest przesłanka prawnie uzasadnionego interesu administratora, przysługuje Ci prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych.
Prawo do cofnięcia zgody. Cofnięcie zgody ma skutek od momentu wycofania zgody. Cofnięcie zgody nie wpływa na przetwarzanie dokonywane przez nas zgodnie z prawem przed jej cofnięciem. Cofnięcie zgody nie pociąga żadnych negatywnych konsekwencji. Może jednak uniemożliwić dalsze korzystanie z usług lub funkcjonalności, które zgodnie z prawem możemy świadczyć jedynie za zgodą. 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
Przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy obowiązującego prawa.
Podanie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne, natomiast podanie danych w celu zarejestrowania na portalu lub po dokonaniu zakupu w sklepiku jest niezbędne. Konsekwencją odmowy będzie brak możliwości założenia konta lub realizacji zamówienia.  
 
W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest zgoda, masz prawo wycofania zgody. Wycofanie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego  dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.
 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
 
Przysługuje Ci również prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.