MENU
Jesteś tutaj: Strona głównaAktualnościZły na „karpiojadów”

Zły na „karpiojadów”

Aktualizacja: 25.04.2017 12:31
wystaw ocenę:
12345
Zły na „karpiojadów”
Z tęsknotą wspominam początki. Z żalem muszę przyznać, że od tego czasu dużo się zmieniło, niestety na gorsze. Dla przykładu, lokalny Gigant ze Stéblovej to już tylko historia dobrej karpiowej wody – większość ryb została wywieziona lub po prostu zabita.

W Polabί, gdzie mieszkam, żwirowni jest pod dostatkiem. Łowiłem ryby na ponad dwudziestu tego typu wyrobiskach, w odległości nie większej niż 15 km od mojego miejsca zamieszkania. Pomimo tego, że wszystkie wyrobiska, pod względem wyglądu, zanadto nie różnią się od siebie, to jednak każde z nich na swój sposób jest wyjątkowe. Mają jednak kilka wspólnych cech: wielu łowiących wędkarzy, stale zmniejszający się rybostan oraz brak jakichkolwiek regulacji wędkarskich.

Z tęsknotą wspominam początki, kiedy dane mi było odwiedzać poszczególne łowiska. Z żalem muszę przyznać, że od tego czasu dużo się zmieniło, niestety na gorsze. Dla przykładu, lokalny Gigant ze Stéblovej to już tylko historia dobrej karpiowej wody – większość ryb została wywieziona lub po prostu zabita. Co mogłem zrobić w takiej sytuacji? Przenieść się na ostatnie obiecujące miejsce? Niestety, nawet to nie było dobrym wyjściem z sytuacji – z czasem, przyszłaby kolej i na te wody. Okoliczności zmusiły mnie do szukania miejsca, które nie należało do Związku Wędkarskiego, jak choćby żwirownia niedaleko Giganta, która obecnie również jest już we władaniu Związku. W spisie łowisk, prawdopodobnie nosi nazwę Týniště. 




Kiedy piszę te słowa, targają mną skrajne emocje. Z jednej strony jestem szczęśliwy, gdyż udało mi się odwiedzić te wody, zanim stały się „ofiarą najazdu karpiojadów”. Cieszę się, że przed laty zdecydowałem się tam łowić, pomimo, że zdawałem sobie sprawę z ryzyka. Na wspomnianym Týniště, w ciągu jednego roku, wówczas gdy dzierżawcą był już Związek Wędkarski, wyłowiono masę fantastycznych ryb. Oznaczało to jedno – w krótkim czasie i ta woda stanie się pustym zbiornikiem, który co roku będzie czekać na jesiennych kłusowników. W kółko powtarzała się ta sama smutna historia. Uciekałem z jednej żwirowni na drugą, aż trafiłem do ostatniego raju na ziemi – wyrobiska Oplatil. To miejsce, w którym mogłem jeszcze zaznać odrobiny spokoju oraz mieć nadzieję, że w wodzie pływa jakiś karp. Wówczas, nie miałem jeszcze pojęcia, że to jedno z moich ostatnich i zarazem najpiękniejszych wędkarskich przeżyć na terenie Czech.  



W Oplatil łowiłem prawie od samego początku mojej przygody z wędką. Jednak na karpiach skupiłem się tam po raz pierwszy dopiero pięć lat temu. Zdecydowałem się na to pomimo ryzyka utraty karty wędkarskiej. Lokalizacja, jaką wytypowałem należała do stacji filtrów, od czasu do czasu była więc kontrolowana. Pamiętam swój pierwszy sezon nad tą wodą. Na pewno interesuje was, jaki był jego efekt – jeden pełnołuski karp o długości 50 cm, którego złowiłem wiosną i ponownie jesienią. Zapytacie, co z pozostałymi zdobyczami? Nie było ich! Złowić jednego małego karpia, i to jeszcze dwukrotnie, na 180-hektarowej wodzie (powierzchnia przed zasypaniem cieśniny) w ciągu kilkutygodniowych łowów, świadczyło tylko o tym, że Oplatil będzie twardym orzechem do zgryzienia. 

W kolejnym roku sezon rozpocząłem wiosną. Po tygodniu nocnych łowów miałem tylko jedno branie. Co wyholowałem? Był to stary, dobrze znany mi łuskacz. Niesamowite szczęście i pech zarazem. Przejrzystość wody na początku wiosny była znaczna, dlatego po tygodniu zakończyłem wyprawę. Przeczekałem ten okres. Z chwilą pojawienia się w wodzie planktonu, zwiększyły się moje nadzieje na branie. Ponownie zawitałem nad brzeg Oplatila. 



Półtora tygodnia upłynęło bardzo szybko, oczywiście bez brania. Nie było łatwo stale wierzyć w to, że w końcu uda mi się coś złowić. Nie widziałem ani nie słyszałem ani jednego karpia. Gdyby przynajmniej choć jeden się spławił. Po prostu nic. Minęło następne półtora tygodnia. Został mi ostatni dzień łowów. Było gorące południe, gdy usłyszałem dźwięk sygnalizatora. Popatrzyłem na wędkę, ale ta nawet nie drgnęła. Pewnie coś zahaczyło o żyłkę, pomyślałem. Po chwili usłyszałem jednak charakterystyczny dźwięk wolnego biegu. Żyłka zaczęła się odwijać z niebywałą prędkością. Natychmiast uświadomiłem sobie, że to nie może być mały łuskacz. Miałem wreszcie branie, na które tak długo czekałem.

Ciało zaczęło mi drżeć z emocji. Bałem się, że ryba się wypnie. Nic dziwnego, kiedy człowiek jest bez brania od tygodnia, traci pewność siebie. Miałem więc wyjątkowe szczęście, że udało mi się w końcu tego karpia podebrać. Nie potrafię opisać swojej radości - trzymałem dużego karpia w rękach i nie skrywałem emocji. Do 20 kg brakowało mu tylko kilograma. Jestem pewien, że przed tarłem miałby wagę 20+. W tej chwili było to jednak nieistotne. Dużo ważniejsze było to, że z tak wspaniałą rybą mogłem spotkać się na brzegu. 



Ważne było również miejsce, które wytypowałem. Dzięki temu wiedziałem, w którym obszarze duże karpie znajdują i zbierają pożywienie. To, że udało mi się wytypować dobre miejsce, z czasem miały potwierdzić kolejne wyprawy, podczas których złowiłem kilka naprawdę fantastycznych ryb. 

Z wszystkich dni spędzonych nad Oplatilem, udało mi się wyciągnąć kilka wniosków. Jednym z ciekawszych jest fakt, że gdy łowiłem na spławik i żerowała biała ryba, to karp również. Można powiedzieć, że była to żelazna reguła. Nigdy nie miałem brań karpi w czasie, w którym spławik nawet nie drgnął. Drugim spostrzeżeniem było to, że z liczebnością karpi na tym łowisku wcale nie jest tak kolorowo, jak się mówiło. Słyszałem mnóstwo opowieści, zaś większość z nich okazała się tylko przypuszczeniami. Nie udało mi się poznać wszystkich skrywanych tajemnic zbiornika, zdanie o tej wodzie jednak sobie wyrobiłem. Duże znaczenie miało pewnie to, że sporo ryb złowiłem kilkakrotnie. 



Większość karpi pływała w jednym stadzie, po tych samych trasach. Przynęty umieszczone poza tym obszarem mogły leżeć na dnie miesiącami, zupełnie niezauważone. Karpie nie zmieniały obranego przez siebie kursu z powodu przynęty, jakakolwiek by ona nie była. Chociaż starałem się produkować najlepsze jakościowo kulki, nigdy żadna ryba się nie skusiła. Nie pozostawało mi więc nic innego jak odnaleźć te drogi, by położyć przynętę bezpośrednio na jednej z nich. Osiągnąłem to dzięki układaniu zestawów co kilka metrów. Co jakiś czas przesuwałem je coraz dalej, aż w końcu trafiłem. Karpie przemieszczały się po trasie regularnie, z wyjątkiem okresu tarła i późnej jesieni. To, że nie było brań przez kilka dni, a nawet tygodni, było całkowicie normalne. Aż w końcu przychodził taki czas, że jest ich kilka w ciągu jednego dnia.

Czekałem całe dni, a nawet tygodnie, na pojawienie się ryby w wytypowanym przeze mnie miejscu. Kiedy przepływały, zwykle miałem branie. Były i momenty, w których w ciągu zaledwie kliku chwil, miałem na brzegu dwie zdobycze. Po dwóch braniach nie było sensu kłaść zestawu w tym samym miejscu. Karpi już tam nie było. Zanęcaniem nie utrzymałbym ich w łowisku. Jedyne co mogłem zrobić, to natychmiast spakować się i przenieść na inne miejsce, oczywiście w kierunku trasy, którą podążały ryby. Tylko tak można było myśleć o kolejnym braniu. Po niewłaściwym rozpoznaniu kierunku, w którym płyną, pozostawały mi tygodnie spędzone na oczekiwaniu ich powrotu. Jednak nie żałowałem czasu, który poświęciłem tej wodzie. Miałem to szczęście, że studia, na które uczęszczałem były o profilu żywienia ryb, więc te długie wyprawy mogłem z powodzeniem podciągnąć pod część kształcenia praktycznego. Dzięki temu udało mi się zrealizować plany związane z uczelnią i złowić kilka naprawdę cennych karpi. 



W momencie, w którym odkryłem którędy prowadzą karpiowe szlaki, Oplatil w końcu przestał mieć przede mną tajemnice. Tak przynajmniej sądziłem. Nic bardziej mylnego! Karpie wkrótce zmieniły swoje trasy, mogłem więc rozpoczynać swoją przygodę od nowa. To jednak zupełnie inna historia. 

Podsumowując ten okres: złowienie jednego karpia w Oplatilu to tyle co miesiąc sumiennych łowów nad innymi zbiornikami. Oplatil nauczył mnie dużo. Przeżyłem tam jedne z najcudowniejszych dni w moim całym karpiowym życiu. Wiem, że te czasy już nigdy nie wrócą. Wodę dzierżawi teraz Związek Wędkarski. Sąsiednie Týniště, po zaledwie dwóch latach, stało się dla wędkarzy nieatrakcyjne. Trudno się dziwić, skoro dosłownie zostało splądrowane. Gdzie się wybrać, jak nie nad wodę, dzięki której może w końcu spełnić się sen o złowieniu karpi powyżej 25 kg? Już nie mam dokąd się wybrać. Gdzie się ukryć przed żądnymi rybiego mięsa wędkarzami? Na pewno nie w pobliżu mojego miejsca zamieszkania. Mogę być wzburzony, chociaż wiem, że choćbym chciał, nic z tym nie zrobię. Jestem zły na Związek Wędkarski i na niektórych czeskich karpiarzy, którzy wciąż nie zdają sobie sprawy, że sami sobie odbierają bogactwo, które za granicami ma wartość złota. 



Dlaczego w wyrobiskach, rzekach lub w jakimkolwiek innym miejscu w Republice Czeskiej, nie mogą pływać karpie o masie powyżej 25 kg? Oczywiście mogłyby osiągnąć tę masę z łatwością. Chociaż nie mamy warunków klimatycznych takich, jakie panują chociażby we Francji, z powodzeniem moglibyśmy być krajem niezwykle atrakcyjnym dla karpiarzy z całej Europy. Mądry Czech po szkodzie, chciałoby się rzec. Na szczęście, na Oplatilu, a możliwe, że i na innych łowiskach, regulamin wędkarski ustala górny wymiar karpia. Wprowadzonych zostało również kilka innych nakazów i zakazów. To dobry krok w kierunku ochrony tej pięknej ryby. Nie ze wszystkimi zakazami się zgadzam, ale jednak popieram je. Nie miałbym problemu z łowieniem tylko na jedną wędkę, nawet z zakazem łowienia w nocy, z którym, nawiasem mówiąc, zupełnie się nie zgadzam, gdyż chwile te należą do najpiękniejszych przeżyć, jakie mogą spotkać wędkarza. Przestrzegałbym każdej zasady, która mogłaby spowodować, że wędkarze zaczęliby odnosić się do karpia z odpowiednią miłością i szacunkiem. 



Chciałbym móc napisać, że mam nadzieję, że Oplatil i inne wody będą bogate w naprawdę duże okazy karpi. Niestety, moje doświadczenia z innych wód nie pozwalają mi na to. Chciałbym się jednak mylić. Pomimo wprowadzonych limitów wagi karpia oraz innych zakazów, ryby będą zabijane, lub w lepszym przypadku, wywożone na inne, prywatne łowiska, gdzie za ich złowienie będzie trzeba solidnie zapłacić. Obawiam się, że koniec tych łowisk będzie taki sam jak w przypadku pozostałych żwirowni, na których w przeszłości łowiłem. Z tego właśnie powodu, nie wykupię pozwolenia na Oplatil, bo chcę go pamiętać takim, jaki był. 

Cóż mi pozostaje? Spróbować odnaleźć w Czechach jeszcze niesplądrowane zbiorniki, albo wyjechać do innych państw, które znają cenę swojego bogactwa.   

Tekst i zdjęcia: Lukas Krasa


Artykuł ukazał się w Karp Maxie w numerze 2/2017




 

GALERIA

  • Zły na „karpiojadów”
  • Zły na „karpiojadów”
  • Zły na „karpiojadów”
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 8
  • 1
Jeżeli chcesz nas poinformować o ważnym wydarzeniu pisz: redakcja@karpmax.pl.

KOMENTARZE

Możesz komentować bez logowania.
usuńODPOWIADASZ NA:
max 1000 znaków (0)
max 60 znaków (0)
Wydawca portalu nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.
Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną.
Chcesz być powiadamiany o nowych komentarzach w tej dyskusji?
Skąd my to znamy...
25.04.2017 12:31    autor: ~Mar

Obserwuj nas

zamknij

ZALOGUJ SIĘ

Zapamiętaj mnie
zaloguj się przez swoje konto na facebooku
facebook
Nie masz konta, zarejestruj się: REJESTRACJA
zamknijMENU
 
Szanowny Użytkowniku
 
Chcielibyśmy Cię poinformować, że z dniem 25.05.2018 r. ulegają zmianie przepisy, na podstawie których przetwarzane są dane osobowe. Będą one dotyczyły wszystkich użytkowników. Zmiany wynikają z istotnych przyczyn, jakie stanowi wejście w życie przepisów europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które nakładają na nas obowiązek dostosowania regulaminu do nowych regulacji prawnych. 
 
Co to jest RODO?
RODO to skrót od Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, inny skrót często spotykany to GDPR (General Data Protection Regulation). Pełna nazwa aktu, który regulować będzie przetwarzanie danych osobowych to: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”.
 
Główny cel wprowadzenia RODO to zmniejszenie zróżnicowania przepisów w zakresie ochrony danych osobowych między poszczególnymi krajami UE oraz zwiększenie zabezpieczeń przetwarzania i ochrony danych osobowych, tak by przepisy prawa nadążały za zmieniającą się technologią.
 
Od kiedy RODO będzie obowiązywać?
27.04.2016 r. Parlament Europejski przyjął w drodze rozporządzenia zmianę prawa o ochronie danych osobowych. Wszystkie kraje Unii Europejskiej, w tym i Polska muszą dostosować swoje prawo do nowych przepisów, które będą bezpośrednio stosowane od 25.05.2018 r.
 
Co to są dane osobowe?
Dane osobowe są to wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Informacja ma charakter osobowy, dopóki jest możliwe ustalenie, kogo ona dotyczy, a sama w sobie nie musi od razu określać tożsamości osoby. Muszą to być zatem informacje, które pozwalają na identyfikację, odróżnienie od innych, wskazują na osobę, jak również te informacje, które są źródłem wiedzy o osobie wyodrębnionej spośród innych osób. Warto pamiętać, że dane osobowe możemy znaleźć nie tylko w dowodzie osobistym czy paszporcie. Danymi będą również numer telefonu czy adres e-mail, a więc informacje, które często nie są chronione z należytą starannością.
 
 
Administrator danych oraz informacje kontaktowe
Administratorem danych jest Centrum Promocji Wędkarstwa Karpiowego Przemysław Mroczek; ul. Monte Cassino 6; 75-412 Koszalin. REGON: 330870429; NIP: 669-156-30-44. W sprawie swoich danych osobowych możesz skontaktować się z nami pod adresem e-mail: k.matejek@karpmax.pl
 
Cele przetwarzania oraz podstawa prawna przetwarzania
Twoje dane osobowe przetwarzamy do następujących celów:
 

Okres przez który dane będą przetwarzane
 
Komu przekazujemy
 
Prawa osoby, której dane dotyczą
Przysługuje Ci prawo dostępu do Twoich danych oraz prawo żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania. W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest przesłanka prawnie uzasadnionego interesu administratora, przysługuje Ci prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych.
Prawo do cofnięcia zgody. Cofnięcie zgody ma skutek od momentu wycofania zgody. Cofnięcie zgody nie wpływa na przetwarzanie dokonywane przez nas zgodnie z prawem przed jej cofnięciem. Cofnięcie zgody nie pociąga żadnych negatywnych konsekwencji. Może jednak uniemożliwić dalsze korzystanie z usług lub funkcjonalności, które zgodnie z prawem możemy świadczyć jedynie za zgodą. 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
Przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy obowiązującego prawa.
Podanie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne, natomiast podanie danych w celu zarejestrowania na portalu lub po dokonaniu zakupu w sklepiku jest niezbędne. Konsekwencją odmowy będzie brak możliwości założenia konta lub realizacji zamówienia.  
 
W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest zgoda, masz prawo wycofania zgody. Wycofanie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego  dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.
 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
 
Przysługuje Ci również prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.