MENU
Jesteś tutaj: Strona głównaBlogislowitsa870Wspomnienie lata...
Dodano: 13.12.2013
DODAJ WPIS
wystaw ocenę:
12345
Wspomnienie lata...

 

Jest pierwszy sierpień, noc, a ja leżę w łóżku i nie mogę zasnąć. Powód może być tylko jeden, jutro jadę na zasiadkę i nakręcam się niesamowicie. W końcu udaję mi się przymknąć oczy, a z twardego snu budzi mnie alarm w telefonie. Szybko wstaję, robię śniadanko, pijemy kawkę z żoną i zaczynamy nosić klamoty do auta… Tak postanawiam zabrać na ryby swoją drugą tę piękniejszą połowę. Kiedy auto zapakowane jest praktycznie do granic możliwości ruszamy w drogę. Po około 1,5 godziny jazdy dojeżdżamy do celu, a jest nim łowisko Gosławice koło Konina. Jako, że zapomniałem, które stanowisko mam zarezerwowane dzwonię do Pawła, opiekuna tej wody i dowiaduję się że moja jest szóstka. Szybko więc udaję się na platformę numer sześć(na Gosławicach całe obozowisko mieści się na dużym drewnianym pomoście zwanym platformą) i rozładowuje auto.

                Po odstawieniu auta na parking, rozbiciu namiotu oraz małym uporządkowaniu się na platformie wskakujemy wraz z żoną do łódki i zaczynamy sondowanie. Używam do tego tylko i wyłącznie stukadełka oraz okularów polaryzacyjnych. Nie używam echosondy ponieważ dla mnie na tym łowisku mija się to z celem. Obraz i tak odbijany jest od roślinności więc głębokość oraz kształt dna pokazany  przez „echo” kłamie. Woda z racji tego że jest mocno porośnięta jest także bardzo czysta i w okularach polaryzacyjnych spokojnie można zobaczyć dno nawet przy głębokości trzech metrów. Kiedy tak pływamy sobie z żoną po wodzie i szukamy czegoś interesującego, naszym oczom ukazuję się coś w postaci podwodnej dżungli stworzonej przez rośliny. Wygląda to naprawdę imponująco. Roślinność tworzy różnego rodzaju podwodne korytarze i ścieżki, którymi na pewno wędrują karpie. Po około godzinnym pływaniu mamy już wytypowane miejscówki oraz postawione markery. Wracamy na platformę uzbroić wędki, przygotować zestawy oraz przynęty i zanęty.

                Kiedy wszystko mamy już gotowe wywozimy zestawy. Nie będę tutaj pisał na jakiej głębokości je umieszczałem, co zakładałem na włos o raz czym nęciłem ponieważ i tak cała moja robota poszła na marne, ale o tym za chwilę. Kiedy wędki stoją już sobie na rod podzie, wraz z żoną delektujemy się zimnym piwkiem. Cały dzień mija bez pika, pewnie przez panujący upał. Temperatura w cieniu dochodziła do 30 stopni. Wieczorem zrobiło się przyjemniej i można było w letnim krajobrazie delektować się super chwilami spędzonymi nad wodą.

Po kilku wypitych piwkach idziemy do namiotu się przespać. Kiedy budzimy się dopiero z rana po całej przespanej nocy, bez najmniejszego pika jestem bardzo zaniepokojony tym faktem. Po chwili na naszym stanowisku zjawia się opiekun łowiska i z góry przeprasza, ale podał mi zły numer platformy, który miałem zarezerwowany. I tak powinienem rozbić się na piątce ponieważ szóstka jest od dzisiaj zajęta na dwa tygodnie prze Niemców. Jestem bardzo zdenerwowany tą sytuacją, gdyż przenoszenie całego ekwipunku zajmie dużo straconego czasu. A jako, że została mi jeszcze tylko jedna doba, ryby na całym łowisku w ogóle nie żerują zastanawiam się czy nie zakończyć mojej wyprawy i wrócić tutaj w innym terminie. Paweł właściciel łowiska oferuję mi swoją pomoc w przenosinach oraz mówi, że mogę zasiadkę zakończyć, na którym tylko chce stanowisku a i tak będzie ona zaliczona jako nieodbyta czyli będę mógł przyjechać jeszcze raz na dwie doby całkowicie za darmo. Trzeba przyznać, że Paweł podszedł konkretnie do sprawy i za swoją pomyłkę ze stanowiskami się zrehabilitował.

                Wybór platformy, na którą pada mój wybór aby dokończyć zasiadkę to numer dwa. Namiot w całości rozłożony tylko bez szpilek mocujących ląduje na „pace” auta Pawła, reszta klamotów także. Tylko wędki i rod pod przenoszę sam. Widok całej akcji był niesamowity. Kiedy z rozłożonym namiotem na pace jechaliśmy wzdłuż łowiska wszyscy patrzeli z niedowierzaniem. Całość wbrew moim oczekiwaniom nie trwała zbyt długo. Zostało teraz na nowo wysondować sobie łowisko. Na lewo od platformy znajduję głębszy rów około 3,5 m, który ciągnie się przez kilka sporych metrów. Tam też postanawiam umieścić dwa zestawy. Na każdym z końców rowu.

                Na pierwszy zestaw zakładam dwie kulki tonące firmy Carp Gravity. Arctic Krill plus czarna porzeczka ryba moczona w dipie proszkowym tego samego smaku.

Zestaw ten zostaje wywieziony w twardszą część znalezionego przeze mnie rowu. Dodatkowo zasypuję miejsce położenia przynęty kulkami czarna porzeczka ryba oraz pelletami różnej granulacji 6 mm,12 mm,20 mm o smaku Arctic Krill.

Na drugi zestaw zakładam połówkę pływającej kulki o smaku Squida i do tego malutką kuleczkę także pływającą 10 mm fluo o smaku krab.