
Stairs 2 Hell – startuje 11 polskich drużyn
2024-10-07
Stairs2Hell – Polacy zajęli 3 miejsce
2024-10-14Karpiowy Puchar – afera na finale

Finał Karpiowego Pucharu na Jeziorze Kierskim zakończył się aferą – dyskwalifikacją prowadzącej drużyny. Przedstawiamy wyjaśnienia stron konfliktu.
Karpiowy Puchar to zawody karpiowe składające się z 14 eliminacji, które na przestrzeni tego roku odbywały się nad różnymi wodami w Polsce. Były to: Krążno, Jarosławki, Nowaki, Eko Lakes Wójcina, Szachty, Radymno, Na Gołyszu, Nowe Żukowo, Jerzyn, Uroczysko Karpiowe, Łopienno, Strong Carp Lake, Nowaki, Szachty.
Z każdej z eliminacji 3, 4 bądź 5 drużyn awansowało do finału, który został zorganizowany nad Jeziorem Kierskim. Rozpoczął się 29 września i potrwał do 5 października. Wzięły w nim udział 54 drużyny.
Podczas zawodów tylko 5 drużyn znalazło się w klasyfikacji. Złowiły łącznie 7 ryb. Od początku zawodów prowadziła ekipa w składzie: Mateusz Ośka i Marcin Aplas. Mieli komplet 3 karpi o wadze 48,675 kg (18,875 kg, 14,675 kg, 15,125 kg). Pozostałe 4 drużyny miały po jednej rybie.
Karpiowy Puchar – początek afery
W zawodach karpiowych do końca nie można być pewnym tego kto wygra, szczególnie gdy są rozgrywane w formule trzech największych ryb. Często o zmianach na podium decydują ostatnie godziny. Tak było i tym razem, ale w sposób, którego nikt się nie spodziewał.
Podczas ogłaszania wyników poinformowano, że drużyna, która prowadziła przez wszystkie dni, została zdyskwalifikowana. Nie podano powodu. W związku z czym zwyciężyła drużyna z drugiego miejsca czyli Wojciech Gruszka, Mariusz Grembeck i Grzegorz Grembecki. Złowili karpia o wadze 17,5 kg. Warto dodać, że główna nagroda to 200 tys. zł w gotówce.
Drugie miejsce zajęli Fabian Mazelanik, Bartosz Winiarski i Karol Ochojski z karpiem 6,525 kg. Wygrali 30 tys. zł. Trzecie miejsce zajęli Mariusz Pływaczewski, Adam Pływaczewski i Paweł Chmielewski, złowili karpia o wadze 5,525 kg. Otrzymali 15 tys. zł.
Po zakończeniu zawodów na profilu www.facebook.com/karpiowypuchar dopiero w komentarzach pod filmem sprawa zaczęła się wyjaśniać. Powodem dyskwalifikacji prowadzącej drużyny było nurkowanie z użyciem specjalistycznego sprzętu, w celu sondowania dna (rzecz bez precedensu w jakichkolwiek zawodach karpiowych na całym świecie).
Według drużyny mieli oni zgodę na to organizatora zawodów Piotra Spychalskiego, który pełnił również rolę sędziego. Mieli wiedzieć też o tym niektórzy z pozostałych sędziów (to jest fakt, bo jest o tym mowa w tym filmie, zaczyna się w czasie 3:12). Nurkowanie odbyło się pierwszego dnia zawodów, natomiast drużyna została zdyskwalifikowana dopiero przed ich zakończeniem. Poniżej możecie przeczytać oficjalne wyjaśnienie Mateusza Ośka:
Oświadczenie zdyskwalifikowanej drużyny
„Kilka dni przed zawodami wpadłem na pomysł, że fajnym i innowacyjnym połączeniem byłoby nurkowanie i sondowanie łowiska pod zasiadkę. Czytając regulamin Karpiowego Pucharu miałem wątpliwość czy taka zabawa jest z nim zgodna. Długo nie myśląc napisałem do Organizatora bo to przecież on ustala zasady imprezy. Zakaz w regulaminie dotyczy kąpieli wiec było to niedoprecyzowane. Kąpiel może dotyczyć samego wchodzenia do wody ale może być też myciem w celach higienicznych. Organizator określił jasno że kąpiel to kąpiel wchodzenie to wchodzenie dodając cytuje ” a kto powiedział że jest zakaz nurkowania”. Temat uważałem za oczywisty. ale nie byłbym sobą gdybym się nie upewnił.
W dzień zawodów już po rejestracji wraz z Marcinem podeszliśmy do Organizatora aby potwierdzić jego słowa. Zapytałem czy oby na pewno zezwala na nurkowanie na zawodach, bo mam cały sprzęt i jeżeli mogę to będę nurkował. Organizator odpowiedział, że tak jak było napisane zakazu nurkowania nie ma, a kąpiel to nie nurkowanie. Przyszedł czas rywalizacji.
Po rozpoczęciu zawodów tak jak było planowane ubrałem sprzęt i nabuzowany emocjami z powodu zimnej wody zanurzyłem się. Nie było to łatwe nurkowanie ze względu na słabą przejrzystość wody. Wyglądało to jak pełzanie po dnie. Po 40 minutach zakończyłem zabawę, bo temperatura wody była zdecydowanie za niska na dłuższy pobyt pod wodą. Po wyjściu i ogrzaniu się zabraliśmy się za stawianie markerów i wywożenie zestawów.
Czy nurkowanie pomogło mi w wytypowaniu miejsc do łowienia? Niewiele. Czy echosondą i kamerą zrobiłbym to samo? Oczywiście, bo robiłem to wiele razy z takim samym efektem.
Czy używałem później sprzętu do nurkowania? Nie bo nie miałem już powietrza i nic nowego już bym nie zobaczył. Poza tym bez sensu tracić czas i energię na ubieranie tego wszystkiego skoro można wziąć kamerę w celu np. zweryfikowania ilości zanęty na dnie.
Zawody poszły nam jak marzenie. Uzyskaliśmy super wynik i na zakończeniu zostaliśmy zdyskwalifikowali za złą interpretację regulaminu. Nadmienię, że decyzje podjęli sędziowie, którzy jak twierdzą nie wiedzieli o moich ustaleniach z organizatorem i sędzią. Według regulaminu organizator ma ostateczną decyzję w każdej sprawie.
Ważny w całej sprawie jest fakt, że samo nurkowanie w moim odczuciu nie było naruszeniem regulaminu, ale jeżeli sędziowie mieli inne zdanie to mogli dać żółtą kartkę, bo taki zapis w regulaminie jest. Nasze zachowanie w żaden sposób nie wpłynęło na wynik i nie zaszkodziliśmy w żaden sposób żadnej z drużyn. Przytoczę też fakt, że jeden z sędziów dowiedział się o wszystkim w połowie zawodów i nie wyraził sprzeciwu. O fakcie od początku wiedziała też drużyna sąsiadującą i osoba odpowiedzialna za media.
Dzień przed zakończeniem zawodów Organizator przyszedł do mnie na stanowisko, aby porozmawiać i na zakończenie rozmowy powiedział – Tylko nie chwal się tym nurkowaniem. Był to sygnał, że chyba nie jest pewny swojej decyzji.
Nasz wynik od początku budził kontrowersje niektórych zawodników ze względu na fakt iż tylko my łowiliśmy ryby. Atmosfera na grupie WhatsApp, na której było większość zawodników była napięta. Ludzie zaczęli na nas naskakiwać, że to nie fair. Moim zdaniem organizator decyduje co jest fair, a co nie, na podstawie regulaminu. Sprawiedliwości w zawodach karpiowych nigdy nie było i nie będzie. Zawsze znajdzie się drużyna z lepszym echo z lepszymi łódkami i kamerami podwodnymi. Taka to już forma rywalizacji. Pamiętam jak kilkanaście lat temu używanie echosondy było kontrowersyjne i ludzie którzy jej nie mieli narzekali na tych co używali echo. O kamerach podwodnych to już nie wspomnę.
Cała sprawa jest kontrowersyjna. My czujemy się oszukani przez organizatora. Rozumiemy, że sam fakt nurkowania dla kogoś kto tego nigdy nie robił może wydawać się cudownym rozwiązaniem na znalezienie ryb, ale zapewniam, że tak nie jest. Emocje jednak wzięły górę i część osób wyraziła sprzeciw. Jest to zasadne, ale to nie my podjęliśmy decyzję czy wolno czy nie. Jedyna osoba do jakiej powinni mieć pretensje to organizator.
Pokrzywdzeni czują się też sędziowie którzy o całym zajściu dowiedzieli się na koniec zawodów, jednak z tego co mi wiadomo organizator nie powiedział im, że wyraził zgodę na nurkowanie.
Ta impreza miała wiele dziur w regulaminie. Wiele niejasności i wiele niezgodnych z regulaminem zachowań. Regulamin jasno zabraniał niszczenia zieleni ale organizator uprzedził, że to dziki teren i przydadzą się sekatory, łopaty i inne narzędzia. Tak na prawdę większość stanowisk było niedostępnych. Wielu zawodników musiało ciąć rośliny przybrzeżne, wycinać drzewka i krzewy po to aby móc rozbić obóz. Nikt za ten fakt nie został ukarany.
Jak widać regulamin działał tam gdzie chciał organizator i w sposób odpowiadający tylko jego interesom. Z wielkiej imprezy której byłem ogromnym zwolennikiem wyszedł wielki kwas, a niesmak pozostanie jeszcze długo.
My oficjalnie złożymy odwołanie od decyzji sędziów i jeżeli polubownie organizator nie przyzna się do swoich błędów będziemy zmuszeni iść z całym zajściem do sądu. Jesteśmy bardzo zniesmaczeni tym jak nas potraktował organizator.
Na koniec dodam, że jestem osobą uczciwą i zawsze trzymam się zasad. Nie miałem na celu nikogo oszukać czy urazić swoimi decyzjami. Ci którzy mnie znają podpiszą się pod tymi słowami dwoma rękoma. Jestem o tym przekonany bo dostałem mnóstwo telefonów i wiadomości które przyznają mi rację. Pozdrawiam wszystkich i proszę was nie komentujcie zbędnie bo i tak najprawdopodobniej sąd będzie musiał orzec kto jest winny całego tego zamieszania”.
Oświadczenie organizatora
Dobę później również na www.facebook.com/karpiowypuchar pojawiło się oficjalne oświadczenie organizatora zawodów o treści:
„Szanowni Państwo, Drodzy Zawodnicy, Karpiarze,
W imieniu organizatora pragniemy odnieść się do sytuacji, która wzbudza tak wiele emocji od kilku dni. Doszło do niefortunnego zdarzenia o poważnych konsekwencjach i przede wszystkim, tak po ludzku, jest nam przykro z tego powodu. Jednocześnie już teraz zwracamy się z uprzejmą prośbą o zachowanie powściągliwości w ocenach czy opiniach dotyczących dyskwalifikacji drużyny ze stanowiska nr 12. W żadnym razie nie jest to powód, aby używać niecenzuralnych słów, wyzywać, ubliżać czy w jakikolwiek inny sposób dyskredytować owych zawodników. Choć zasada wolności słowa podpowiada, że mamy prawo i możliwość wypowiadania się dowolnie na dowolny temat – to na pewno Państwa ocena będzie pełniejsza po zapoznaniu się ze opisem poniżej czy lekturze obowiązujących regulaminów.
Po pierwsze należy wskazać, że podczas rozgrywania zawodów obowiązywał regulamin turnieju „Karpiowy Puchar 2024”. Regulamin ten kategorycznie zabraniał wszelkich kąpieli w jeziorze. Zawodnicy ze stanowiska nr 12 zgodnie z regulaminem, jeżeli mieli wątpliwości co do interpretacji postanowień regulaminu powinni taką wątpliwość oficjalnie zgłosić sędziom zawodów i od nich uzyskać właściwą interpretację zapisu, który budził ich wątpliwość. Dopiero gdyby w gronie sędziów powstałby spór i nie było rozstrzygnięcia, to można by żądać od organizatora podjęcia decyzji i głosowania za którymś rozwiązaniem. Z taką sytuacją nie mieliśmy jednak do czynienia podczas zawodów. Sędziowie jednomyślnie zajęli stanowisko i byli zgodni co do tego, że nurkowanie na zawodach nie powinno być dozwoloną praktyką.
W kwestii ewentualnych zapytań o możliwość nurkowania, to nie organizator powinien być adresatem takich zapytań jak również z racji powołania niezależnych sędziów, nie był władny aby wydawać wiążące interpretacje regulaminu. Organizator zawodów nie jest sędzią. Po to podczas zawodów są sędziowie, jako odrębna od organizatora władza, a żeby zachować niezawisłość i niezależność w orzekaniu, a także bezstronność podczas wydawania werdyktów sędziowskich. Celem było to, żeby zawody były uczciwe i równe wobec wszystkich.
Chcemy podkreślić przy tym, że drużyna ze stanowiska nr 12 na żadnym etapie zawodów nie złożyła oficjalnego zapytania do sędziów, ani aż do ostatniego dnia zawodów, nie doszło do żadnej innej interpretacji dotyczącej wskazywanych postanowień regulaminu. A okazji było do tego wiele. Regulamin był szczegółowo omawiany przez sędziów podczas otwarcia zawodów, to do ich zadań podczas turnieju należało reagowanie na każde zapytanie uczestników. Organizator nie może podjąć decyzji o natychmiastowym wykluczeniu jakiejkolwiek drużyny. Ta kompetencja regulaminowo została przekazana sędziom, którzy zdecydowali o natychmiastowym wykluczeniu drużyny ze stanowiska nr 12.
Jedynie na marginesie zaznaczyć warto, co jednak nie pozostaje bez znaczenia dla sprawy, że naruszono również postanowienia regulaminu samego łowiska. Regulamin wprost zabraniał nurkowania w nocy, a w dzień każdorazowe wejście do wody powinno być poprzedzone powiadomieniem dzierżawcy jeziora oraz oznaczone żółtą bojką. Tych obowiązków nie dopełnili zawodnicy ze stanowiska nr 12. Gdyby zdyskwalifikowana drużyna zgłosiła wejście do wody w celu nurkowania to prawdopodobnie uchroniłaby się od dyskwalifikacji, bowiem dowiedziałaby się od sędziów, że nurkowanie nie jest w ogóle dozwolone bez powiadamiania dzierżawcy łowiska.
Wskazane wyżej okoliczności nie pozwoliły składowi sędziowskiemu na podjęcie innej decyzji niż wykluczenie drużyny ze stanowiska nr 12, a w oparciu o tę decyzję organizator dokonywał pozostałych czynności formalnych, w tym decydując o wypłacie pełnych nagród pieniężnych w kwocie 250.000 zł. Ogromnie współczujemy zawodnikom ze stanowiska nr 12. Wierzymy, że ich działania nie były podyktowanie chęcią nieregulaminowego wpłynięcia na wynik zawodów. Aby uniknąć podobnych zdarzeń w przyszłości, pragniemy uczulić wszystkich zawodników na to, jak ważne są regulaminy i wszelkie dokumenty kształtujące reguły rozgrywania zawodów”.
Komentarz sędziego KP
Na oświadczenie organizatora krytycznie zareagował jeden z sędziów Karpiowego Pucharu – Artur Butyński. Tak je skomentował:
„Zaraz, zaraz! Oświadczenie jest napisane w formie: MY, w imieniu organizatora… My? Czyli kto? Organizator jest jeden i jest nim Piotr Opiekun (nazwa konta fb – dop. red.), który jednocześnie pełnił funkcję sędziego! Jako jeden z sędziów kategorycznie nie zgadzam się i nie podpisuję się pod tym oświadczeniem. Mam całkiem odmienne spojrzenie na tę sprawę, łącznie z dowodami i z chęcią podzielę się z tym przed Sądem, jeśli będzie taka potrzeba. Proszę mnie nie łączyć w każdym zdaniu w tym oświadczeniu”
Autor: Jarek Mroczek (redakcja@karpmax.pl)
Komentarz – Przemysław Mroczek, redaktor naczelny czasopisma “Karp Max”
Deja Vu? Rok temu, też siedziałem przed „kompem” pisząc komentarz do grubej afery związanej z innymi „wielkimi” zawodami karpiowymi (ICCL). „Wielkimi” w związku z gigantyczną nagrodą dla zwycięzców, która jak się okazało, w ogóle nie została wypłacona.
No i mamy „powtórkę z rozrywki”. Z tym, że nie chodzi o niewypłacalność organizatora, a dyskwalifikację zespołu, który teoretycznie wygrał zawody. Dyskwalifikację, o której wszyscy dowiedzieli się po zakończeniu imprezy. Przeczytałem oświadczenia obu, a w właściwie trzech stron (sędzia) i czuje się mniej więcej jak po obejrzeniu któregoś z odcinków Monty Pythona. Przy czym nie mam na myśli swoistego poczucia humoru jego twórców, a absurdy ubrane w specyficzną formę. Mamy bowiem organizatora, który sędziował, ale twierdzi, że nie był sędzią, zawodników, którzy nurkowali, ale się nie kąpali, wreszcie jednego z sędziów, który ma odmienne spojrzenie na sprawę. Jest jeszcze jedna strona – ci wszyscy, którzy w domach, zdalnie obserwowali zawody, zadając sobie pytania w stylu „czy ktoś tu zwariował, czy może to Świat postradał zmysły?”. Pisząc Świat mam na myśli świat karpiowy, oczywiście.
Na moje prywatne media otrzymałem kilka zapytań odnośnie tych zawodów (pod hasłem – czyja to wina?), więc jestem zobowiązany odpowiedzieć. Nie byłem nad Jeziorem Kierskim, wiem o całej sprawie tyle co wszyscy, czyli NIC, no prawie nic. Wiem jedynie, że przegranymi są wszyscy, łącznie z całą rzeszą tysięcy karpiarzy w Polsce, bo po raz kolejny w świat (i to już nie tylko karpiowy) idzie informacja, że wędkarstwo karpiowe to dyscyplina pełna afer, którą należy z daleka omijać. Kiedy w tym kontekście za temat wezmą się najróżniejszej maści ekolodzy, a jeszcze gorzej tzw. „wojujący ekolodzy”, czytający informacje o wycince zieleni pod stanowiska (nieprzygotowane), to dopiero może zrodzić się prawdziwa afera, która dotknie nas wszystkich.
Obym był złym prorokiem.
Przemysław Mroczek, redaktor naczelny czasopisma „Karp Max” (p.mroczek@karpmax.pl)





