MENU
Jesteś tutaj: Strona głównaAktualnościKarpiowe grzechy główne i jak ich nie popełniać – ...

Karpiowe grzechy główne i jak ich nie popełniać – karpiowy poradnik

Dodano: 26.06.2019 11:05
wystaw ocenę:
12345
Karpiowe grzechy główne i jak ich nie popełniać – karpiowy poradnik

Zastanawiam się, dlaczego, pomimo tego, że sypiemy do wody naprawdę wartościowe żarcie, tak rzadko łowimy karpie. Obiecałem, że kiedyś o tym napiszę i teraz właśnie jest na to czas.


Musicie przyznać, że pomimo wszechobecnej wiedzy, którą można czerpać z mediów, sprzętu na najwyższym poziomie, przynęt i zanęt, które często są droższe od jedzenia dla ludzi, karpie nad wodą zbyt często doprowadzają nas do rozpaczy. Abstrahując od łowisk, w których jest więcej ryb niż wody, a pokarm naturalny w zasadzie nie występuje, uważam, że statystyczny czas oczekiwania na branie karpia jest zdecydowanie za długi. W stosunku do czasu spędzonego nad wodą łowimy naprawdę niewiele ryb. Przecież karpie w ciepłych porach roku jedzą parę razy w ciągu doby. Za chwilę odezwą się głosy, że karpiowanie to styl życia i lubimy spędzać czas nad wodą. Ja też lubię, bo tylko tam odpoczywa mój umysł i tam najlepiej ładuję baterie. Jednak dopiero wtedy potrafię psychicznie odpocząć i cieszyć się otaczającą mnie przyrodą, kiedy wiem, że wszystko, co mogłem, zrobiłem najlepiej, jak potrafię. Taki tam kompleks profesjonalisty, który mam od dziecka, a dzięki któremu czasem coś łowię.

Od lat wiedza, dlaczego złowiłem ryby, ale również dlaczego zostałem przez nie pokonany, była i jest dla mnie najważniejsza. Uczenie się na błędach, nie tylko swoich, jest czymś bardzo ważnym – pozwala później ograniczyć ich ilość. Na wszystko, co robimy, potrzeba czasu, żeby elementy układanki nagle zaczęły do siebie pasować, a pojedyncze zdarzenia zaczęły tworzyć sensowną całość. Potem zaczynamy już działać instynktownie, często nawet nie zastanawiając się, dlaczego robimy coś tak, a nie inaczej. Często jakiś wewnętrzny, nie znoszący sprzeciwów głos, każe mi położyć zestaw właśnie w tym, a nie innym miejscu, a siódmy zmysł nie pozwala mi go aż do brania przewozić. Nie do końca to rozumiem, ale z kilkoma, takimi jak ja, wariatami, nazywamy to potęgą podświadomości.

Miałem dokładnie tak na ostatnich zawodach na Gosławicach. Znalazłem miejsce, zasypałem je garścią wymoczonych kulek i zapomniałem o wędce. Najtrudniejszą decyzją przed ostatnią nocą było zostawienie jej w tym miejscu i nieprzewożenie tam, gdzie regularnie mieliśmy brania średnich ryb. Brak brań drobnicy z tej miejscówki pozwalał się łudzić, że skoro udało mi się ominąć małe ryby, które niczego nie zmienią w klasyfikacji generalnej, to może w końcu ten, na którego czekam, zlituje się nade mną. Zlitował się dwie godziny przed zakończeniem zawodów.


Piłem kawę, a opadająca mgła pozbawiała mnie resztek złudzeń. Zaczynałem się pakować, kiedy sygnalizator wydał z siebie dwa dźwięki, swinger przykleił się do kija, a żyłka zaczęła wychodzić z wody. Wiedziałem, płynąc po niego, że jest duży i że może namieszać w klasyfikacji generalnej.

Wracając do tematu, myślę, a nawet jestem przekonany, że pierwszym i najcięższym grzechem, jaki możemy popełnić nad wodą, jest wybór łowiska. Jeżeli źle wybierzecie miejsce, najprawdopodobniej nic już nie będziecie w stanie zrobić, żeby zaliczyć tę zasiadkę do udanych. Od wielu lat pierwszym moim krokiem po przyjechaniu nad wodę jest napompowanie pontonu. Jeżeli ktoś potrafi wysondować łowisko z brzegu, chylę czoła, natomiast ja wolę to zrobić, pływając z echosondą i „cykadłem”.


 
Jeżeli jakiś wewnętrzny głos każe mi się zainteresować daną miejscówką, rzucam poglądową H-bojkę, żeby mieć punkt odniesienia i wielokrotnie opływam miejsce wzdłuż i wszerz. Próbuję sobie ułożyć w głowie to, co się dzieje w wodzie i odpowiedzieć na pytanie, którędy będą przemieszczać się ryby. Gdzie i jak powinienem położyć moją zanętę? W końcu najważniejsze, gdzie powinien leżeć zestaw, żeby nie został pominięty przez żerujące karpie.

Wybór miejscówki, a także właściwe położenie zestawu jest dla mnie najważniejsze w łowieniu karpi i zawsze staram się w tej kwestii jak najmniej pozostawić przypadkowi. Bardzo istotne jest również sprawdzenie, co się dzieje w wodzie od miejsca, w którym leży zestaw, do brzegu, gdzie na stojaku lub podpórce stoi wędka. Taka wiedza pozwala ustalić skuteczny sposób holowania ryb. Jeżeli po drodze do łowiska nie ma zaczepów, górek, których stoki najeżone są ostrymi kamieniami i racicznicą, można holować rybę do brzegu. W przeciwnym razie bezpieczniej będzie ominąć te miejsca i popłynąć po karpia, i holować go w miarę pionowo. Bardzo istotne jest również, żeby w takich miejscach używać pływaków, które utrzymają żyłkę na powierzchni, albo plecionki, która w przeciwieństwie do żyłki, będzie pływać. Jeżeli linka gdzieś po drodze utonie i złapie zaczepy, to w czasie holu najprawdopodobniej ulegnie przetarciu albo zerwaniu. Lepiej więc popływać trochę dłużej pontonem i sprawdzić, co w trawie piszczy, niż bezmyślnie tracić ryby.



Uważam, że wiele zrywów z opowieści o wielkich rybach można było uniknąć. Zawsze w sytuacjach, kiedy ryba ugrzęźnie na dobre w zaczepie, walczę do końca o to, żeby wyjąć chociaż zestaw i mieć wewnętrzny spokój, że gdzieś tam pod wodą nie zdycha uwięziony karp. Przy okazji pozdrawiam tych, którzy zamiast popłynąć do zaczepu, zrywają żyłkę, stojąc na brzegu i zostawiają w łowisku żyłki, w których potem kolejni wędkarze tracą ryby. Szanujcie ryby, a także siebie wzajemnie i nie zaśmiecajcie łowisk kilometrami pozrywanych linek – zaczyna być to zmorą wielu łowisk. Przepraszam, że trochę nie na temat, ale nie mogłem się powstrzymać.

Po wytypowaniu miejscówek wystarczy je tylko właściwie zanęcić i możemy spodziewać się brań… Nieprzypadkowo użyłem słowa: „właściwie”. W jednym przypadku, może to oznaczać dwie garści kulek na zestaw, a w innym kilka czy nawet kilkanaście kilogramów zanęty na markera. Wszystko zależy od specyfiki łowiska, a także tego, co się dzieje nad i pod wodą. Staram się nie powielać innych i nie łowić według schematów. Jeżeli wszyscy sypią wiadrami i niekoniecznie przekłada się to na ilość i jakość złowionych ryb, to może lepszym rozwiązaniem będzie obsypanie zestawów garścią kulek i orzecha.



Podobnie jest z miejscami: jeżeli wszyscy szukają twardych placków i tam starają się przechytrzyć karpie, spróbujcie dla odmiany położyć zestawy na miękkim dnie. Uważam, że duże karpie są łatwiejsze do przechytrzenia na miękkim dnie, dlatego od kilku sezonów w zasadzie nie łowię na górkach i typowych intensywnie obławianych miejscówkach. Zauważyłem, że te same ryby zupełnie inaczej zachowują się, a także pobierają pokarm w różnych częściach zbiornika. Dlaczego więc nie spróbować łowić ich tam, gdzie czują się bezpiecznie.


 
Wracając do ilości zanęty, pamiętajcie, że zawsze możecie dosypać, natomiast wybrać niezjadaną, zalegającą na dnie zanętę jest znacznie trudniej. Przeraża mnie taki codzienny rytuał, który często obserwuję nad wodami. Po nocce bez brania pan karpiarz zmienia kulkę – stara po kilku godzinach w wodzie podobno już nie pachnie – i dosypuje kolejną porcję zanęty. Moim zdaniem, to jeden z największych i najczęściej popełnianych błędów. Zawsze, jeżeli to możliwe, zanim zanęcę, staram się ustalić, czy ryby wyjadają zanętę i czy przypadkiem nie usypuję w łowisku górki. Poza tym przewożę zestawy raz na dobę albo po braniu, nigdy częściej. Informacja czy ryby wyjadają zanętę jest bardzo ważna, pozwala mi świadomie podejmować kolejne decyzje. Jeżeli kulki nie znikają, a ja wierzę w miejsce, pozostaje się uzbroić w cierpliwość, ewentualnie przestawić zestaw delikatnie na skraj nęciska. Natomiast prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, kiedy ryby mnie oszukały, zjadły zanętę i zostawiły zestawy. Tak zwany efekt czyszczenia zdarza się częściej niż wam się wydaje.


 
Wielokrotnie, po nocce bez „pika”, sprawdzałem łowisko i jedynymi kulkami, które tam znalazłem, były te na zestawach. Czasami zestawy leżały tak, jak je położyłem, innym razem były delikatnie przestawione. Początkowo myślałem, że to robota amurów albo drobnicy. Dopuszczałem też opcję, że coś nie tak jest z prezentacją przynęt i ryby ją omijają. Od kiedy zastosowałem sztywne przypony, dotarło do mnie, jak bardzo się myliłem. Po pierwsze, to karpie czyściły miejscówki, po drugie, w ciągu doby miały prawdopodobnie mój zestaw wielokrotnie w pysku i nauczyły się go wypluwać. Nie twierdzę, że sztywniaki są lekiem na każde zło i dadzą ryby zawsze i wszędzie, ale w pewnych sytuacjach są niezastąpione.



Moim ulubionym jest klasyczny dwuczęściowy D-Rig z przegubem. Pierwsza jego część od strony haczyka ma od 7 do 10 cm długości i kończy się krętlikiem z dodatkowym kółeczkiem. Krętlik spełnia rolę przegubu, a także dociąża przypon. Druga część jest dłuższa i ma ok. 25 cm, a czasami nawet 30 cm i kończy się standardowym krętlikiem, który blokuję w bezpiecznym klipsie. Jest aż tak długi, bo nie lubię, kiedy przynęta leży zbyt blisko ciężarka, a moje ciężarki nie są małe i oscylują w granicach 200–250 g. Stosuję je raczej w pełni sezonu, jak ryby są rozpędzone i mocno zasysają przynętę. Sprawdzały mi się w wodach poddanych dużej presji, a także jeżeli z jakichś powodów musiałem łowić na twardym dnie.


 
Pisałem wcześniej, że wolę i częściej łowię na mule, natomiast jeżeli ryby są pod brzegiem przy trzcinach, gdzie dno jest twarde, to nie będę na siłę łowił ich gdzie indziej. W ciągu kilku ostatnich lat, absolutnym kilerem na mocno przełowionych wodach okazał się klasyczny D-Rig z przegubem w połączeniu z orzechem i małym pływaczkiem. Taka mała przynęta, na trudnym do wyplucia przyponie, dała mi naprawdę wiele wartościowych ryb w kraju i za granicą. Mimo tego, że ryby wyjadały z nęciska zarówno kulki, jak i orzecha, to więcej brań miałem na orzecha z małym pływaczkiem. Przynęta była tak zbalansowana, że bardzo wolno tonęła, ale nie podnosiła haka nad dno.



W przypadku łowienia w zimnej wodzie, kiedy karpie bardzo delikatnie pobierają przynętę, w zasadzie nad nią ziewają, zdecydowanie bardziej sprawdził mi się Blowback Rig zawiązany na miękkiej tonącej plecionce. Jeżeli łowię na neutralnie wyważonego bałwanka, używam pasty dociążającej albo śruciny parę centymetrów od haczyka, której zadaniem jest przyspieszenie rotacji haczyka w pysku karpia. W przeciwieństwie do sztywniaka, ten przypon o wiele lepiej działa z kulkami. W zasadzie nie używam go w połączeniu z ziarnami czy orzechem. Poza tym, nie są one najlepszą przynętą i zanętą w zimnej wodzie. Przez wiele lat Blowback był moim podstawowym przyponem, najlepiej mi się sprawdzał na mulistym dnie, w połączeniu z dwiema tonącymi kulkami, a także z bałwankiem. Mam wrażenie, że ten przypon działa zdecydowanie lepiej z dwiema mniejszymi kulkami, niż z jedną większą przynętą. Miałem zdecydowanie więcej brań na taką kombinację i ryby były lepiej zapięte.


 
Bardzo często spotykam się z pytaniami, jakiego przyponu używam, łowiąc na mule, czy jego długość jest inna i czy zależy od głębokości mułu. Mój standardowy przypon na miękkie dno ma ok. 30 cm długości, ale wynika to bardziej z tego, że włos jest dłuższy niż z samego faktu łowienia na miękkim dnie. Neutralnie zbalansowana przynęta nie zapada się w mule jak kamień w wodzie, raczej leży na jego powierzchni. Obserwowałem to wielokrotnie za pomocą kamery podwodnej i gwarantuję wam, że żerujące karpie bez najmniejszego problemu ją znajdą. Poza tym gęsty, żyzny muł, na którym łowię, ma dosyć zwartą konsystencję i nie przypomina bagna, które wszystko wciąga. Miało być o grzechach, a rozpisałem się trochę o przyponach.



Kolejnym zatem błędem, który niestety wszyscy popełniamy, i który często nas gubi, jest rutyna. W naszym hobby nic się nie dzieje dwa razy, dokładnie tak samo i w identycznych warunkach. Na efekt końcowy składa się wiele czynników na które mamy wpływ, a także takie, których czasami nawet nie bierzemy pod uwagę. Zakładanie z góry, gdzie i jak będę łowił, zanim zdążę usiąść nad wodą i na nią popatrzeć, bardzo często nas zaślepia. Na własne oczy widziałem, jak karpiarze ignorowali ewidentne oznaki żerowania – bo ryby żerowały w innych, niż się spodziewaliśmy miejscach. Bo były to niestandardowe hot pointy, które mieli zaznaczone na mapkach, jadąc na ryby. Pamiętam jak dziś, jak przed wielu laty łowiłem we Francji. Miałem wytypowane i dokładnie wysondowane miejscówki. Już prawie po ciemku wywoziłem ostatni zestaw, kiedy gdzieś w dwóch trzecich odległości do miejscówki zobaczyłem wydobywające się z dna bąble.



Zatrzymałem się i przez chwilę nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Na szczęście, po chwili opanowałem emocje i uruchomiłem głowę. Włączyłem echosondę i sprawdziłem, że stoję nad mulistym blatem o głębokości siedmiu metrów. Położyłem, najdelikatniej jak się dało, zestaw prawie na głowy dwóm żerującym karpiom, zasypałem garścią kulek i kilkoma garściami konopi i odpłynąłem, wstrzymując oddech. Powiem wam szczerze, że nie do końca byłem przekonany o słuszności tego, co właśnie zrobiłem. Kilka godzin później odklejałem od maty, krzycząc ze szczęścia, mojego pierwszego francuskiego karpia, który przekroczył 25 kg.



Parę dni później, dokładnie z tego samego miejsca, złowiłem prawdopodobnie drugą z żerujących tam ryb, pięknego lustrzenia o wadze 27,5 kg. Mimo tego, że było to wiele lat temu, pamiętam to tak dokładnie, jakby to było wczoraj. Ustalanie taktyki już w domu, albo po drodze na łowisko, może spowodować, że nie zauważycie, albo niewłaściwie zareagujecie na bardzo ważne rzeczy. Pamiętajcie o tym, miejcie oczy zawsze szeroko otwarte i reagujcie na to, co się dzieje nad wodą i w wodzie.



Na koniec chciałbym wspomnieć o konsekwencji, a w zasadzie o jej braku – w kontekście kolejnego karpiowego grzechu. Jeżeli macie dobrze wytypowane miejscówki, a karpie nie zdradzają swojej obecności w zupełnie innych miejscach, dajcie im trochę czasu. Nie przerzucajcie co chwilę zestawów, nie zmieniajcie kulek poszukując w amoku tej właściwej. Spokój i wiara w to, co zrobiliście, naprawdę procentuje. Mój worek z karpiami otworzył się dopiero wtedy, kiedy zacząłem konsekwentnie robić to, w co wierzę. Dzięki temu odnalazłem spokój, a reszta była tylko kwestią czasu.

Tekst i zdjęcia: Tomek Wasilewski


 

Więcej karpiowych poradników znajdziecie w każdym wydaniu dwumiesięcznika łowców karpi "Karp Max".


GALERIA

  • Karpiowe grzechy główne i jak ich nie popełniać – karpiowy poradnik
  • Karpiowe grzechy główne i jak ich nie popełniać – karpiowy poradnik
  • Karpiowe grzechy główne i jak ich nie popełniać – karpiowy poradnik
Jeżeli chcesz nas poinformować o ważnym wydarzeniu pisz: redakcja@karpmax.pl.

KOMENTARZE

Możesz komentować bez logowania.
usuńODPOWIADASZ NA:
max 1000 znaków (0)
max 60 znaków (0)
Wydawca portalu nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.
Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną.
Chcesz być powiadamiany o nowych komentarzach w tej dyskusji?

NAJWYŻEJ OCENIANE KOMENTARZE

Wasyl jak zwykle pozamiatał. Kolejne kompendium wiedzy. Pozdrawiam serdecznie ekipę KarpMaxa
26.06.2019 23:06    autor: ~Sebastian Denysiuk

WSZYSTKIE KOMENTARZE

Wasyl jak zwykle pozamiatał. Kolejne kompendium wiedzy. Pozdrawiam serdecznie ekipę KarpMaxa
26.06.2019 23:06    autor: ~Sebastian Denysiuk

Obserwuj nas

zamknij

ZALOGUJ SIĘ

Zapamiętaj mnie
zaloguj się przez swoje konto na facebooku
facebook
Nie masz konta, zarejestruj się: REJESTRACJA
zamknijMENU
 
Szanowny Użytkowniku
 
Chcielibyśmy Cię poinformować, że z dniem 25.05.2018 r. ulegają zmianie przepisy, na podstawie których przetwarzane są dane osobowe. Będą one dotyczyły wszystkich użytkowników. Zmiany wynikają z istotnych przyczyn, jakie stanowi wejście w życie przepisów europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które nakładają na nas obowiązek dostosowania regulaminu do nowych regulacji prawnych. 
 
Co to jest RODO?
RODO to skrót od Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, inny skrót często spotykany to GDPR (General Data Protection Regulation). Pełna nazwa aktu, który regulować będzie przetwarzanie danych osobowych to: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”.
 
Główny cel wprowadzenia RODO to zmniejszenie zróżnicowania przepisów w zakresie ochrony danych osobowych między poszczególnymi krajami UE oraz zwiększenie zabezpieczeń przetwarzania i ochrony danych osobowych, tak by przepisy prawa nadążały za zmieniającą się technologią.
 
Od kiedy RODO będzie obowiązywać?
27.04.2016 r. Parlament Europejski przyjął w drodze rozporządzenia zmianę prawa o ochronie danych osobowych. Wszystkie kraje Unii Europejskiej, w tym i Polska muszą dostosować swoje prawo do nowych przepisów, które będą bezpośrednio stosowane od 25.05.2018 r.
 
Co to są dane osobowe?
Dane osobowe są to wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Informacja ma charakter osobowy, dopóki jest możliwe ustalenie, kogo ona dotyczy, a sama w sobie nie musi od razu określać tożsamości osoby. Muszą to być zatem informacje, które pozwalają na identyfikację, odróżnienie od innych, wskazują na osobę, jak również te informacje, które są źródłem wiedzy o osobie wyodrębnionej spośród innych osób. Warto pamiętać, że dane osobowe możemy znaleźć nie tylko w dowodzie osobistym czy paszporcie. Danymi będą również numer telefonu czy adres e-mail, a więc informacje, które często nie są chronione z należytą starannością.
 
 
Administrator danych oraz informacje kontaktowe
Administratorem danych jest Centrum Promocji Wędkarstwa Karpiowego Przemysław Mroczek; ul. Monte Cassino 6; 75-412 Koszalin. REGON: 330870429; NIP: 669-156-30-44. W sprawie swoich danych osobowych możesz skontaktować się z nami pod adresem e-mail: k.matejek@karpmax.pl
 
Cele przetwarzania oraz podstawa prawna przetwarzania
Twoje dane osobowe przetwarzamy do następujących celów:
 

Okres przez który dane będą przetwarzane
 
Komu przekazujemy
 
Prawa osoby, której dane dotyczą
Przysługuje Ci prawo dostępu do Twoich danych oraz prawo żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania. W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest przesłanka prawnie uzasadnionego interesu administratora, przysługuje Ci prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych.
Prawo do cofnięcia zgody. Cofnięcie zgody ma skutek od momentu wycofania zgody. Cofnięcie zgody nie wpływa na przetwarzanie dokonywane przez nas zgodnie z prawem przed jej cofnięciem. Cofnięcie zgody nie pociąga żadnych negatywnych konsekwencji. Może jednak uniemożliwić dalsze korzystanie z usług lub funkcjonalności, które zgodnie z prawem możemy świadczyć jedynie za zgodą. 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
Przysługuje Ci prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy obowiązującego prawa.
Podanie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne, natomiast podanie danych w celu zarejestrowania na portalu lub po dokonaniu zakupu w sklepiku jest niezbędne. Konsekwencją odmowy będzie brak możliwości założenia konta lub realizacji zamówienia.  
 
W zakresie, w jakim podstawą przetwarzania Twoich danych osobowych jest zgoda, masz prawo wycofania zgody. Wycofanie zgody nie ma wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego  dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.
 
W zakresie, w jakim Twoje dane są przetwarzane w celu zawarcia i wykonywania umowy lub przetwarzane na podstawie zgody – przysługuje Ci także prawo do przenoszenia danych osobowych, tj. do otrzymania od administratora Twoich danych osobowych, w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Możesz przesłać te dane innemu administratorowi danych.
 
Przysługuje Ci również prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.